czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
This is it! Michael Jackson

Ostatnio trafiła mi się okazja pójścia do kina w zwykły dzień o dość wczesnej porze - super, bo mało ludzi. Ale co wybrać? Wybór nie był za ciekawy, więc padło na film o Michaelu Jacksonie (tak, myślałam, że to film o Jacksonie -coś w rodzaju połączonych materiałów z prób do ostatnich koncertów z dokumentami z jego życia), na który wcale nie miałam zamiaru iść.

O co za szczęście wielkie, że tak się "okoliczności" ułożyły. Dzięki temu przez prawie dwie godziny miałam "prywatny" koncert Michaela (byliśmy na sali tylko mój mąż i ja), który okazał się ucztą dla oka, ale oczywiście przede wszystkim dla ucha.

Film jest jakby zbiorem teledysków - piosenek, które miały być wykonane na koncertach. Teledysków, złożonych ze zdjęć z prób, przesłuchań, przygotowań wszelkiego rodzaju efektów specjalnych. Bombardowanie zmysłów jest absolutne, trzeba się po prostu dać temu porwać.

Nawet, jeśli ktoś nie był fanem Michaela, myślę, że będzie oglądał ten film z ciekawością - niezmiernie interesujące jest bowiem zajrzenie za kulisy tak wielkiej imprezy. Zobaczenie, z jaką dbałością, szczegółowością i jakim nakładem sił ludzkich jest tworzone wielkie widowisko. Myślę też, że ten film jest pokazywany jakby "w zastępstwie" koncertów, aby praca tych wszystkich tancerzy, muzyków, techników i całej masy ludzi pracujących przy tym przedsięwzięciu nie poszła na marne.

Jestem pod ogromnym wrażeniem, podobało mi się wszystko, ale najbardziej, najbardziej podobała mi się muzyka, to, jak fantastyczni byli muzycy, którzy mieli grać na tych koncertach, jak byli zgrani i jaki prezentowali poziom - najwyższa światowa klasa. Warto zapamiętać młodą 24-letnią gitarzystkę Orianthi Panagaris - jej solówki były - wow!

Do tego niesamowite wrażenie zrobił na mnie sam Michael - śpiewał dobrze, tańczył rewelacyjnie (był naprawdę w świetnej formie), ale to, co mnie najbardziej zaskoczyło (po tych wszystkich medialnych "wieściach") to jego zanagażowanie, on był zainteresowany osobiście każdym jednym elementem show, od choreografii i tańca (sam wybierał tancerzy do show) przez muzykę (super scena jak rozmawia na próbie z kierownikiem muzycznym-pianistą i mówi mu - "nie graj tego tak, ja tego tak nie napisałem" :) ) do efektów specjalnych (doglądał np. kręcenie scen do "Thrillera", oglądał wszystkie sekwencje wideo, pokazy pirotechniczne itp.) i wszystkie te elementy doprowadzał do perfekcji. Cóż to by było za show!

Jeśli miałabym wybrać swoje ulubione sceny to byłoby to niewątpliwie "Smooth Criminal" z sekwencjami "wgrania" Michaela w film "Gilda"; uroczy początek i dramatyczna dalsza część "Earth Song" z buldożerem wjeżdżającym na scenę i ... "Beat It" (bo to moja ulubiona jego piosenka :) ).

Kto jeszcze nie widział - biegiem do kina, bo zdaje się, że tylko do następnego czwartku jeszcze będzie.

czwartek, 26 listopada 2009, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/27 19:39:08
Byłam, oglądałam i muszę przyznać, że podobał mi się ten prywatny koncert :)
Chyba każdy z tego filmu wychodzi zadowolony.
A i niejedna łza się w oku kręci...
-
2009/12/07 19:24:38
Claudete - witam na blogu :)
Też mam nadzieję, że podobał się każdemu, kto go obejrzał.
Spis moli