czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Co widziały wrony - Ann-Marie MacDonald

Książka, która długo czekała na swoją kolejkę do czytania. Kupiłam ją już dawno temu, zaczęłam nawet, ale po paru stronach porzuciłam na bliżej nieokreślony czas. I pewnie stałaby sobie dalej spokojnie, gdyby nie Stosikowe losowanie u Anny. Została wylosowana, a więc ... trzeba było ją przeczytać ( nie oszukuję w tych losowaniach ;) ). I cóż - żałuję, że tak długo zwlekałam - to jest jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam!

A z recenzją mam problem jeszcze większy, bo o tylu rzeczach chciałabym napisać, a uważać muszę, żeby za dużo fabuły nie zdradzić.

To może najpierw fabuła w duuużym skrócie ( ponad 840 stron!): książka dzieli się jakby na dwie części - pierwsza obejmuje mniej więcej rok na przełomie lat 1962/1963, druga ma miejsce ok. dwudziestu kilku lat później. Kanada, mała baza wojskowa - latem 1962r. przybywa tu na kolejną zmianę rodzina - ojciec, matka i dwoje dzieci: dwunastoletni Mike i dziewięcioletnia Madeleine - główna bohaterka powieści. Ojciec obejmuje zarządzanie bazą, żona spełnia się w domu jako wzorowa gospodyni, dzieci chodzą do szkoły i zawiązują wiele przyjaźni. Jednak na życiu mieszkańców spokojnego zazwyczaj miejsca zaciążą dwa wydarzenia: śmierć dziewczynki, koleżanki Madeleine z klasy, śmierć, która była bardzo brutalna, a także "mała" afera szpiegowska, w którą został wplątany ojciec Madeleine. Zbrodnia zostaje ukarana, wszystko wraca do "normy". A jednak dwadzieścia kilka lat później Madeleine zaczyna miewać dziwne stany, zaczynają ją nękać różne dziwne dolegliwości, które łączą się z wydarzeniami z przeszłości. Postanawia więc ona wrócić do przeszłości i ostatecznie spróbować rozwikłać zagadkę. Wspomnę jeszcze, że tematy poruszane to m.in. molestowanie, homoseksualizm, problemy dojrzewania, odrzucenie, ale także poczesne miejsce zajmuje kryzys kubański, zimna wojna, zbrodnie hitlerowskie, odkrycia naukowe, NASA i loty kosmiczne.

To tyle o fabule. Teraz o tym, co dla mnie jest dużą wartością dodaną tej historii - prawda i fakty. Przekopałam trochę internet, aby zweryfikować część informacji, które serwuje nam autorka. A jest tego naprawdę sporo. Zacznę może od wątku naukowo-nazistowskiego. Zawarte w książce informacje są jak najbardziej prawdziwe - historia amerykańskiego dążenia do bycia pierwszymi w Kosmosie naznaczona jest krwią niewinnych ofiar hitleryzmu i obłudą tajnych agencji - Wernher von Braun, pierwszy dyrektor centrum lotów kosmicznych był oficerem SS, rzeczywiście istniał zakamuflowany obóz pracy Mittelbau-Dora i naprawdę niestety miała miejsce operacja "Spinacz", polegająca na przerzuceniu do USA przez ich służby specjalne naukowców niemieckich, będących członkami NSDAP i SS, ratując ich poniekąd przed osądzeniem i skazaniem za zbrodnie hitlerowskie.

Dodatkowo, po przeczytaniu kilku różnych notek o pisarce, np. tej, można wywnioskować, że jest to powieść, częściowo przynajmniej autobiograficzna. Tak, jak Madeleine, Ann-Marie przyszła na świat w bazie lotniczej niedaleko Baden-Baden w Niemczech, jej ojciec też był wojskowym, to, kim została Madeleine i z kim się związała w dorosłym życiu też jest podobne do drogi Ann-Marie.

A teraz najważniejsze - podobnie jak Madeleine, autorka spędziła część dzieciństwa w podobnej bazie jak Centralia. Doszło tam wtedy do tragedii - zginęła młoda dziewczyna, sprawca został ukarany i osądzony. Młody czternastoletni wtedy chłopak - Steven Truscott, został w 1959 roku skazany na śmierć za ten czyn. Później karę zamieniono mu na więzienie, ale ... w 2007 roku, po tylu latach, wreszcie sąd orzekł, że to była pomyłka i Steven został całkowicie uniewinniony! To właśnie historia Stevena zainspirowała MacDonald.

Na koniec jeszcze kilka uwag, bardziej dotyczących już samego sposobu pisania. To, co na początku irytuje - to tempo, przerzucałam kartki z myślą, kiedy wreszcie zacznie się jakaś akcja, a tam nic się nie dzieje. Potem jednak, patrząc wstecz, zauważałam, jak wiele się jednak wydarzyło. Poddałam się więc niespiesznej narracji i absolutnie przyznaję MacDonald medal mistrzyni świata w kreacji nastroju. Tak powoli, tak delikatnie, tak niezauważalnie prawie, dokonała przewrotu całkowitego - z sielskiej, radosnej, szczęśliwej atmosfery początku, na końcu zostaje smutek, żal, obrzydzenie, poczucie krzywdy i to, że to, co najgorsze mogło się zdarzyć- tu się zdarzyło.

Książkę powinni przeczytać wszyscy rodzice - drugi mistrzowski medal za ukazanie psychiki dziecka, sposobu myślenia dziecka. Zwłaszcza po tym, kiedy okazuje się, że w szkole ma miejsce molestowanie. Rodzice nie łudźcie się - może się zdarzyć (jak zostało tu ukazane), że w naprawdę normalnej i mającej świetne więzi z dziećmi rodzinie, nie zauważy się krzywdy dziecka. Sposób, w jaki dziewczynki sobie z tym radziły i jak sobie tłumaczyły zachowanie nauczyciela jest porażający. Wiele razy w trakcie czytania wracałam myślami do szkoły i porównywałam koleżanki Madeleine do swoich, przypominałam też sobie to, o czym wtedy myślałam, czego chciałam, jak bardzo wszystkie małe dziewczynki są do siebie podobne i jakie to szczęście, że moja szkoła była bardziej "normalna".

Podsumowując - czytajcie, czytajcie, czytajcie, nie zniechęcajcie się przydługim początkiem, poddajcie się rytmowi! Dodatkową zachętą niech będzie dla Was to, że piszę recenzję ponad miesiąc od jej skończenia i nadal jestem pod wrażeniem, i nadal często o niej myślę, i nadal męczę koleżanki opowiadając o niej. Dla mnie to jak już wspomniałam - jedna z najlepszych przeczytanych książek.

piątek, 05 lutego 2010, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/06 17:25:36
Mnie również bardzo się podobała, równie mocno jak przerażenie do czego zdolne są małe dziewczynki.
-
2010/02/10 09:33:47
zapraszam do mnie po odebranie wyróżnienia:)
-
2010/02/10 23:32:40
Miałam podobnie :) Zaczęłam, odłożyłam na dłuuugi czas, w końcu przeczytałam i byłam pod dużym wrażeniem:)
Pozdrawiam!
-
2010/02/10 23:34:54
A tak nie na temat :P Wspaniała nazwa bloga ;) obciąć "czytania" i będzie moje nazwisko :D
-
2010/02/12 23:14:41
Clevero - niestety podobne rzeczy się zdarzają :(

Abielo - jeszcze raz pięknie dziękuję!

M.tucha - witam u mnie :) Widocznie za pierwszym razem trudno przejść ten początek - cieszę się, że podobnie jak ja, nie zniechęciłaś się, tylko spróbowałaś jeszcze raz. A co do nazwy bloga - dziękuję :) tak naprawdę najpierw był nick gazetowy, a blog miał wcześniej inną nazwę i z początku książki miały być tylko dodatkiem. Ale z takim nickiem - zmiana musiała nastąpić :))) A z nazwiskiem to ciekawe :)
-
Gość: Anna Maria, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/29 21:56:08
Nie czytałam, ale bardzo chcę przeczytać po przeczytaniu "Zapach cedru" tej pisarki.
Gorąco polecam
-
2010/11/29 22:48:58
Anno Mario - witam :) Polecam bardzo!!! Mnie "Zapach cedru" podobał się średnio, pewnie dlatego tak długo zwlekałam z przeczytaniem "...wron..." - niepotrzebnie, bo to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu.
-
2011/10/23 11:21:59
Chetnie sie poddam. :) Przeczytalam recenzje jane_doe (to od niej tu trafilam) i te. Swietne. Jak jeszcze dodac ilosc stron powiesci i moja milosc do opaslych tomisk to jest pewne, ze wkrotce sie na nia rzuce ;P
-
2011/10/23 11:34:36
Bookfo - miło mi bardzo, że do mnie trafiłaś :) I w takim razie będę czekać na Twoją recenzję z wielką niecierpliwością, tym bardziej, że łączy nas miłość do opasłych tomisk :)))
-
2011/10/23 11:48:23
:)))
-
2011/10/23 12:34:28
Ja też lubię tłuste tomiszcza, tylko one grożą uszkodzeniem twarzy, kiedy czytamy w łóżku:).
-
2011/10/23 16:18:58
Jane_doe - ja w takich przypadkach układam się na boczku ;)))
-
2012/09/03 12:06:55
dzięki za link do twojej recenzji :) widze podobne odczucia :)
fakt, sprawdziłam sobie, że niektóre wydarzenia miały miejsce, zresztą mozna sie tego było domyślić. ale nie wiedziałam, że historia głównej bohaterki jest tak silnie związana z zyciorysem pisarki oraz, że faktycznie miały miejsce te dramatyczne wydarzenia. książka napisana po mistrzowsku, oby więcej takich! ;)
-
2012/09/04 14:58:51
Bsz - dokładnie - książka to prawdziwe mistrzostwo! A co do życiorysu, sama byłam bardzo zadziwiona, jak zaczęłam szukać informacji o autorce i okazało się, jak wiele wspólnego ma z Madeleine. Pozdrawiam, jak trafisz na coś choćby podobnego w wyrazie, to daj znać - trudno znaleźć podobnie poruszającą lekturę!
Spis moli