czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Dziecko Noego - Eric-Emmanuel Schmitt
I ostatnia przeczytana przeze mnie książka z serii "Opowieści o Niewidzialnym".



Ta chyba najbardziej mi się ogólnie podobała, chociaż stwierdzam, że na razie mam Schmitta dość (w kolejce do zrecenzowania czekają jeszcze opowiadania i przy ich okazji pewnie napiszę coś więcej). Oczywiście i w tej mamy właściwie wszystkie elementy schematu, o którym pisałam w recenzji "Pana Ibrahima i Kwiatów Koranu".

"Dziecko Noego" opowiada o czasach II wojny światowej. O małym chłopcu - belgijskim Żydzie, którego rodzice, pragnąc go ocalić przed nazistami, oddają do ukrycia. Chłopiec zostaje ukryty w "Żółtej willi", prowadzonej przez katolickiego księdza -ojca Ponsa.  Joseph zaprzyjaźnia się z księdzem, ksiądz zastępuje mu w zasadzie ojca, a jeszcze bardziej łączące ich więzy zadzierzgają się, gdy Joseph odkrywa sekret ojca Ponsa. Otóż ksiądz w pewnym dobrze schowanym przed Niemcami miejscu tworzy niezwykłą kolekcję - zbiera różne przedmioty związane z judaizmem - menory, egzemplarze Tory, itp. Czyni to, aby ocalić Żydów przed zagładą, unicestwieniem. Później będzie to robił również dla innych zagrożonych narodowości.

To, co bardzo mi się podobało, to rozmowy Josepha i księdza o różnicach i o tym, co łączy religię katolicką z judaizmem. Ale jakby mogło być inaczej, skoro, jak się wczytałam w notki biograficzne, Schmitt  ma bardzo skomplikowany światopogląd (więcej choćby tutaj).

Bardzo piękna jest historia Josepha i ojca Ponsa. Jest kilka niezwykle poruszających scen - zwłaszcza jedna, kiedy tuż po wojnie rodziny zaczynają się szukać i do kolegi Josepha przyjeżdża jego matka - pianistka. Ale jest i zgrzyt jak dla mnie, żeby za dużo nie zdradzić - zgrzyt związany jest, jak zwykle w tej serii, z podejściem Schmitta do rodziców, zwłaszcza jako rodzic nie mogę tego jakoś tak po prostu zaakceptować. Przypuszczam, że gdybym przeczytała je dawno temu, kiedy nie byłam jeszcze matką, i przy "Oskarze i pani Róży", i przy "Panu Ibrahimie i Kwiatach Koranu", i przy "Dziecku Noego" i przy "Zapasach z życiem" płakałabym pewnie jak przysłowiowy bóbr, wzruszała się niezwykle i podniośle, ale czytając je teraz inaczej to odbieram ( a "wzruszliwa" jestem nienaturalnie wręcz, więc sama się sobie dziwię ;) ). Uff, wyrzuciłam to z siebie :) Więcej o mojej wzrastającej niechęci napiszę wkrótce przy okazji wspomnianej wyżej recenzji.

Aha - jakby nie było - polecam jednak :)
piątek, 10 września 2010, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Spis moli