czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson


Oj, opierałam się i opierałam, ale w końcu i ja uległam, i dałam się skusić. Zachwycona nie jestem, ale i nie żałuję.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to pierwsza część trylogii "Millennium", trylogii o bardzo specyficznej parze - Lisbeth Salander, młodej, pozornie nieprzystosowanej do życia, niezwykle inteligentnej outsiderce i Mikaelu Blomkviście, dojrzałym mężczyźnie po przejściach, dziennikarzu, właścicielu pisma "Millennium".

Ta dwójka spotyka się niejako dzięki pewnemu starszemu biznesmenowi, który u schyłku życia chce rozwiązać wreszcie tragiczną zagadkę, dręczącą go od 40 lat. Zleca Mikaelowi poszukiwania zaginionej bratanicy, do których po różnych splotach akcji dołącza Lisbeth. Tropiąc zbrodnie sprzed lat odkrywają także całkiem współczesne ciemne strony rodziny Vangerów - dzieła "mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet".

Przed przeczytaniem tej książki nie znałam szczegółów fabuły, oczywiście słyszałam o trylogii (kto nie słyszał? :) ), ale w sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać. I dlatego jestem tak trochę w "rozkroku".

Intryga kryminalna podobała mi się średnio, zbrodnia współczesna jest akurat taką, która wzbudza we mnie wielkie emocje, ale tu została jakoś tak potraktowana bez należytego szacunku. Dużo lepiej, również w warstwie psychologicznej relacji kat-ofiara, napisała o tym Kathy Reichs w powieści, o której już na blogu pisałam "Poniedziałkowa żałoba".

To, czego się nie spodziewałam, a co mi się spodobało, to świetnie opisane życie w takiej, małej zamkniętej przestrzeni i społeczności oraz "saga" rodzinna.

Książkę czyta się dość szybko mimo jej grubości, która według mnie jest zagraniem marketingowym - marginesy po bokach i duża czcionka dodają objętości, która w "zwykłym" wydaniu byłaby pewnie najmniej o połowę chudsza.

I jeszcze coś, co mi zgrzytnęło (nie wiem, czy błąd autora, tłumaczki czy redaktora - a może zresztą mój?) - od kiedy to dziennikarze pracują wszędzie na "zastępstwa"? Z tego, co wiem, pracują jako "wolni strzelcy", jeśli nie można było użyć tego określenia, to chyba i jakieś inne słowo by się znalazło.

Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał - to zachęcam - ciekawe doświadczenie i można już właściwie tak powiedzieć - kultowe/ kulturowe zjawisko.


sobota, 09 października 2010, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/10/10 15:02:53
Czytałam po angielsku i nie mam pojęcia, gdzie mowa o "zastępstwach"? Czy tak w polskim tłumaczeniu przetłumaczono szwedzki odpowiednik angielskiego freelance (po duńsku zresztą mówi się właśnie z angielskiego freelance, nie wiem, może po szwedzku też)? Jeśli tak, to rzeczywiście zgrzyt.
-
2010/10/13 18:23:40
Annomario - tak się też domyślam, że o to chodzi :) I całkiem bez sensu jest w tej książce to użyte, tym bardziej, że i "freelancer" i "wolny strzelec" u nas funkcjonują :)
-
2010/10/13 21:26:30
Mogę tylko napisać, że 2 tom prezentuje się znacznie lepiej :) Swoją drogą po jego przeczytaniu jeszcze bardziej moje dobre zdanie o "Mężczyznach..." uległo spadkowi. Teraz na przeczytanie czeka ostatnia część, która mam nadzieję będzie jeszcze lepsza od poprzedniej :)
-
2010/10/14 20:12:23
Odcien-purpury - drugi tom właśnie czytam, chociaż jakoś powoli się rozkręca jak dla mnie :) Po Twoim komentarzu mam jednak większą nadzieję :)
-
2010/10/15 11:42:56
Ja wprawdzie nie czytałam pierwszego tomu ale przeczytałam drugi i jestem w połowie trzeciego tomu i jestem pod wrażeniem pisarstwa Larsona. W książce przewija sie wiele faktów , danych. Facet musiał poswiecic duzo energii aby stworzyć takie książki.
-
2010/10/15 20:16:53
Beatko - wreszcie się odezwałaś :) Ja wiem, że oglądałaś chyba film - I część, ale może ją przeczytaj jednak? No i też muszę przyznać, że dużo jest fajnie splątanych informacji, chociaż z drugiej strony strasznie też dużo reklamy, jakby pisane na zamówienie różnych firm związanych z komputerami ;)
-
2010/10/23 18:31:00
A ja jak na razie nie zamierzam czytać. Głównie właśnie dlatego, że wokół trylogii jest dużo hałasu. A ja tego nie lubię:). Nawet jeśli książka jest wniebogłosy zachwalana. Poza tym (wstyd się przyznać) objętość tomów trochę mnie przeraża przy moim ostatnim studenckim "brakiemczasunawszystko" ;)
pozdrawiam,
monika
-
2010/10/23 20:54:55
Monika - :) ja też nie miałam zamiaru, ale mi dosłownie "wciśnięto" ją do ręki i jak tak wieczorem zajrzałam do niej, żeby zerknąć, o czym to i jak napisane, to poszło gładko :) A objętością się nie przejmuj, tam są bardzo duże litery ;) Pozdrawiam weekendowo!
Spis moli