czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Matka Ryżu - Rani Manicka


Dopiero co pisałam, że wymęczyła mnie pierwsza "stosikowa" książka, druga - lutowa okazała się z kolei tym, co tygrysy lubią najbardziej - niezwykle wciągającą, pochłaniającą, emocjonalnie angażującą lekturą.

I aż dziw mnie bierze, że kiedyś jej nie skończyłam, przerwałam i odłożyłam na "kiedyś tam". Dzięki Aniu za ideę stosikowego losowania, bo pewnie czekałaby tam jeszcze i jeszcze :)

"Matka Ryżu" jest jakby zapisem wypowiedzi kilku osób z jednej rodziny. Rodziny, której głową nie był mężczyzna, ale kobieta - Lakszmi - nazywana tygrysicą, pajęczycą, Matką Ryżu wreszcie.

Poznajemy historię tej rodziny, głęboko dotkniętej przez Los, od ok. 1916 do 2001 roku. Historię pełną najróżniejszych wydarzeń, tych dobrych i tych strasznych, okrutnych, których niestety jest więcej. Czy można było niektórym z nich zapobiec, czy można było skierować przeznaczenie na inne tory?

Dzięki zabiegowi zapisów wypowiedzi poszczególnych członków rodziny, możemy też spojrzeć na te same zdarzenia z różnych perspektyw, co jest również bardzo interesującym aspektem - jak różna potrafi być interpretacja!

Przypomniałam sobie, dlaczego ją poprzednim razem porzuciłam - nie byłam wtedy gotowa na taką ilość okropieństw, zwłaszcza tych wojennych - o których tak naprawdę wciąż wiemy bardzo mało - o inwazji japońskiej na Malaje i inne kraje tego regionu. Pewnie większość z nas wolałaby o tym nigdy nie usłyszeć - jak dziki, zezwierzęcony był to naród - Japończycy. Z japońskimi okrucieństwami już się literacko zetknęłam w "Szkarłatnym drzewie nadziei", mimo wszystko czytanie o tym znów było ciężkim przeżyciem. Jak dziwnie wpisała mi się ta lektura w obecny czas - trzęsienie ziemi i tsunami.

Ale warto to przeczytać - ku przestrodze i pamięci. Także, aby dowiedzieć się, że nawet najgorsze rzeczy można przetrwać, przeżyć. Jaki miały wpływ na życie bohaterów? Na Lakszmi i jej szóstkę dzieci o pięknych imionach: Lakszmana, Mohini, Anna, Sevenese, Dżejan, Lalita? Czy wnuki przełamały złą passę? Co stało się z piękną i ukochaną wnuczką Dimple - czy człowiek kuszony przez zło jest w stanie mu się oprzeć? Dlaczego córka Dimple - Nisa - straciła pamięć i ile musiało się wydarzyć, żeby odzyskała wspomnienia, rodzinę i tożsamość?

Bo "... zapomniałam, że miłość jest jak farba, która barwi stroje i płowieje. Mylnie wzięłam ją za strój. Strój to rodzina. Niech Nisa nosi swoją rodzinę z dumą". *

"Matka Ryżu" to też wspaniała egzotyczna opowieść. Pojawiają się w niej zaklinacze węży, niezwykle zdolne mistrzynie cukiernictwa, tajemniczy przepowiadacze przyszłości, świątynie hinduskich bogów, dziwne metody leczenia chińskich znachorów (brr, jak sobie przypomnę, czym leczyli astmę!). Można wiele się dowiedzieć o obyczajach hinduskich, malajskich, chińskich, poznać obrzędy związane z weselem, narodzinami, pogrzebem. Wszystko w malowniczej scenerii najpierw Cejlonu, później już Malajów.

Żeby jeszcze bardziej Was zachęcić, dodam, że napisana jest bardzo sugestywnym, pięknym językiem, wręcz wchłania w swój świat.

Naprawdę gorąco, gorąco polecam!

* cytat - "Matka Ryżu" Rani Manicka, tłum. Andrzej Grabowski, wyd. Świat Książki 2003, str. 429.

środa, 16 marca 2011, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/16 19:47:42
Piękna książka z tego co piszesz, zdecydowanie muszę przeczytać :)
-
2011/03/16 20:26:21
Nawet nie wiesz, jak mocno podskoczyło mi serce, gdy zobaczyłam, że ktoś zrecenzował tę książkę. Kocham ją, ubóstwiam, a gdybym miała zabrać jedną rzecz na bezludną wyspę to byłaby pewnie ta książka. Jest ze mną odkąd tylko została wydana i bardzo się cieszę, że teraz została wznowiona przez Wyd. Albatros. Ale na razie zbaczam z tematu. Samej byłoby mi ciężko napisać coś o tej książce, mogłabym pisać i pisać. A Twoja recenzja jest cudowna. Niemal idealna. Dlatego bardzo Ci dziękuję za niewątpliwą radość, jaką mi nią sprawiłaś.

To teraz grzecznie Ci polecę "Dotknięcie ziemi" ;). Tematyka inna, ale równie cudowna i smutna książka. Chociaż z zupełnie innej perspektywy. A "Japońską parasolkę" Ci raczej odradzę, bo moja ukochana autorka się nie popisała ;).
-
2011/03/16 20:27:15
Mnie również bardzo się podobała, cieszę się, że do niej wróciłaś:)
-
2011/03/16 20:37:41
Toska - koniecznie! I mam nadzieję, że jak napiszesz recenzję, to dasz znać - chętnie ją przeczytam :)

Alino - aż się zaczerwieniłam! Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Masz rację - o tej książce można by pisać i pisać, a i tak słów za mało wciąż. Miałam ogromny problem z napisaniem recenzji. Cieszę się, że mogłam sprawić Ci radość :) Z wielką chęcią sięgnę po "Dotknięcie ziemi"!

Abielo - to dzięki Tobie właściwie :)
-
2011/03/16 20:43:01
Ależ nie ma za co! Ta recenzja jest warta każdej pochwały :).
-
2011/03/17 20:32:19
Po Twojej recenzji jeszcze bardziej sie cieszę na czytanie "Matki ryżu" - póki co grzecznie sobie stoi na półce i czeka. (Jak wiadomo oczekiwanie na przyjemność przedłuża przyjemność ;) )
-
2011/03/18 20:48:10
Alina - :) - dziękuję.

Lilybeth - z tą przyjemnością to masz rację! Ale z tą książką to za długo nie czekaj - ciekawa jestem Twojej recenzji :)
Spis moli