czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Gra w klasy - Julio Cortazar


To chyba najdłużej przeze mnie czytana książka. O tym, że tak było, niech świadczy to, że została mi ona "ustrzelona" w Stosikowym losowaniu, jako książka na marzec ;)

Kilka razy miałam ochotę przerwać, odłożyć i więcej nie wracać. Ale już dawno temu postanowiłam, że teraz wszystkie książki czytam do końca, a poza tym tyle się naczytałam i nasłuchałam, jaka to super powieść, że musiałam się o tym przekonać.

Ciekawi jesteście, czy po tak długiej "męczarni" uważam ją za gniota czy za wielkie dzieło? Absolutnie za to drugie :) Jednak nie od początku tak myślałam, nie, nie.

Książkę, według sugestii autora można czytać na dwa sposoby - od początku do 56 rozdziału (reszty się już nie czyta) albo "skacząc" po wszystkich 155, przy czym "skacząc" oznacza najróżniejsze kombinacje skoków, na szczęście na końcu każdego rozdziału mamy numer następnego do przeczytania.  Ja wybrałam skakanie, wkleiłam na końcu książki karteczkę z numerami rozdziałów i wykreślałam przeczytane - dzięki temu mniej więcej wiedziałam, ile jeszcze mam do końca, bo tego, ile stron mi jeszcze zostało nie wiedziałam nigdy :)

Właściwie można wyróżnić w niej jakby trzy części. Pierwsza to Paryż i spotkania klubu przyjaciół, polegające na piciu mate, paleniu dziwnych rzeczy i rozmowach o sensie życia, cierpienia, o literaturze, muzyce itp. Druga to Argentyna i dziwny trójkąt, a może czworokąt? Trzecia to coś pomiędzy, to fragmenty notatek niejakiego Morelliego, pisarza, którego spotkał główny bohater Horacio Oliveira. Pisarz ten chce napisać książkę - antyksiążkę, złożoną z różnych notatek ułożonych w różnej kolejności, zrozumiałej tylko dla niego - czyli książka w książce - przyznam, że od momentu, gdy okazało się, kim jest Morelli, zaczęło mi się wreszcie podobać.Notatki te są bardzo różne, niektóre króciutkie, jednozdaniowe cytaty z innych dzieł, czasem dłuższe, o tematyce tak różnorodnej, że chyba nie ma jakiegoś jednego spoiwa.

Główny bohater, to jak już wspomniałam Horacio Oliveira, emigrant z Argentyny. Przebywa on w Paryżu nie robiąc właściwie nic konkretnego, ot włóczy się w dzień po mieście, by  znaleźć Magę (nigdy się nie umawiają, a i tak zawsze spotkają) i pójść do przyjaciół, aby spędzić noc na niekończących się dysputach i słuchaniu jazzu. Muszę przyznać, że te ich rozmowy niesamowicie mnie męczyły, ja chyba jestem zbyt pragmatyczna i za mocno dotykam stopami ziemi, aby odpłynąć w takich filozoficznych rozważaniach. Niestety, pewnej nocy dochodzi do tragicznego zdarzenia, które uniemożliwi powrót do dawnego trybu.

Horacio wraca do Argentyny, gdzie wita go jego dawny przyjaciel Traveler i jego żona Talita. Między tą trójką rozgrywa się dziwna gra, gra, w której stawką jest Talita? Traveler pomaga przyjacielowi znaleźć pracę, najpierw w cyrku, a później w domu dla obłąkanych, gdzie pracują i mieszkają wszyscy razem. Horacio wciąż próbuje znaleźć sens życia, rozpamiętuje paryskie czasy, o których jednak nie chce rozmawiać, w Talicie widzi Magę. To doprowadza do kolejnego brzemiennego w skutki wydarzenia, którym kończy się powieść. Ale czy na pewno tak się kończy? A może ten koniec to sen? A może ułuda?

Nie o fabułę jednak w tej książce chodzi moim zdaniem. Fabuła jest jedynie pretekstem do zabawy słowem. Bo prawdziwym głównym bohaterem tej książki jest słowo. Mamy tu ogromne bogactwo form, środków stylistycznych, gier słownych i innych "fajerwerków". Jest np. zdanie, które trwa ponad dwie i pół strony, jest wiele powtórzeń, jest rozdział, który trzeba czytać co drugą linijkę, jest rozdział tylko z neologizmami, które chyba do dziś nie istnieją naprawdę. I jeden minus - jest wiele wtrętów francuskich i hiszpańskich - niestety nie wszystkie są tłumaczone choćby w przypisach. Ale i tak - wielki podziw dla tłumacza pani Zofii Chądzyńskiej - oddać te niuanse słowne -majstersztyk!

Na koniec moje ogólne odczucia. Jak pisałam wyżej - część paryska nie podobała mi się, nie mogłam w ogóle zrozumieć, czym tu się zachwycać. Od momentu pojawienia się książki w książce zaczęło się robić ciekawiej. Część argentyńska była już bardzo wciągająca. Myślę sobie jednak, że jest to książka, którą każdy odczyta inaczej, na inne rzeczy zwróci uwagę, co innego będzie mu się podobało. Polecam - spróbujcie odnaleźć w niej coś dla siebie!
niedziela, 19 czerwca 2011, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/06/19 10:21:55
Zgadzam się, że wątek argentyński jest bardziej wciągający niźli paryski. I gdybym miał wybrać podróż, to zdecydowanie w rejony pomyślnych wiatrów.
-
2011/06/19 10:29:58
Jazzwitaminek - prawda? Jednak, jeśli chodzi o podróż, to ja wybieram Paryż :) Witam serdecznie.
-
2011/06/19 10:45:20
Witam i ja :) Podobno dobre połączenie samolotowe jest przez Paryż...
-
2011/06/19 11:50:09
Och klasyka. Czytałem na studiach (w zasadzie zostałem zmuszony, ale nie żałuję), bardzo absorbująca lektura.
-
2011/06/19 18:49:11
Jazzwitaminek - z Paryża to generalnie wszędzie jest dobre połączenie :)

Drkohoutek - zgadzam się, absorbująca :)
-
Gość: zaczytana-w-chmurach.blogspot.com, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/06/20 17:18:05
Mam ja w planach, ale nie wiem czy gdzieś dorwę ;)
-
2011/06/21 19:02:28
Zaczytana w chmurach - powinna być w każdej bibliotece - w końcu to już prawie klasyka ;)
-
Gość: zaczytana-w-chmurach.blogspot.com, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/06/24 12:29:53
W takim razie muszę sprawdzić :)
-
2011/06/25 14:03:37
Powodzenia :)
-
2011/06/25 16:54:13
ja utkwiłam na Paryżu, i niestety, nie ruszyłam dalej;)
-
2011/06/25 21:14:08
Chiaro76 - dalsza część ciekawsza, ale nie spiesz się do niej. Zresztą wcale nie uważam, że koniecznie trzeba ją przeczytać ;)
-
Gość: małgorzata, *.matcom.com.pl
2012/07/13 17:27:07
Ja właśnie jestem w trakcie czytania, przy czym jest to moje drugie podejście do tej książki. Za pierwszym razem czytałam normalnie, od 1 do 56 rozdziału, teraz już czytam skacząc po całych 155. Przyznam, że czasami wbija mnie w fotel, niekoniecznie z dobrego odczucia :) ale rzeczywiście, zgadzam się, że jest to raczej książka poświęcona zabawie słowem, eksperymentowaniu nim, ale też przy okazji przedstawienia pewnych filozofii. Wątek paryski, jak dla mnie, bardzo ciekawy, zobaczymy jak będzie z tym argentyńskim :) powieść bardzo tajemnicza, czasami czytam jedno zdanie po kilka razy i dalej nie rozumiem jego sensu. Mam nadzieję jednak, że wytrwam.
Pozdrawiam wszystkich czytelników
-
2012/07/28 14:23:02
Małgorzato - dziękuję za komentarz. Pewnie już przeczytałaś - ciekawa jestem, jak Ci się wątek argentyński spodobał? :)
-
Gość: snejana, *.dynamic.chello.pl
2012/09/09 12:40:15
Gdzie miałaś te strony z neologizmami albo jedno zdanie na 3 strony? Oo
-
2012/09/09 13:05:58
Snejano - nie rozumiem, o co chodzi - mam Ci podać numery stron? To zdaje się w każdym wydaniu może być inaczej.
-
Gość: snejana, *.dynamic.chello.pl
2012/09/09 13:34:24
Nie no na strony nie liczę, tylko mniej więcej w której części, właśnie walczę od kilku dni z tą książką XD
-
2012/09/09 15:45:31
Hmm, tak dokładnie to nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to raczej w tych rozdziałach po 56, czytane w tej metodzie "skokowej". Powodzenia! Mnie też zabrała sporo czasu ;)
-
Gość: Justyna, *.cable.dyn.petrus.com.pl
2013/03/09 15:37:34
"Grę w klasy" zaczynałam czytać nieskończoną ilość razy, po raz pierwszy kiedy miałam 16 lat... I za każdym razem fiasko... Teraz mam lat 28 i widzę postępy, dotarłam do wątku argentyńskiego! Paryski średnio przypadł mi do gustu, były niemniej akcenty bardziej wciągające. Pomimo, że przeczytałam dopiero kilka stron drugiej części, śmiało mogę napisać, że Argentyna wygrywa. Zobaczymy... obym wytrwała.
-
2013/03/11 21:16:45
Justyno - witaj, cieszę się, że dzielisz się swoimi spostrzeżeniami. I gratuluję postępów, mam nadzieję, że tym razem się uda, zwłaszcza, że jest prawdopodobieństwo, skoro część argentyńska już Ci się podoba :) Trzymam kciuki :)
-
Gość: Alex, 213.227.108.*
2014/08/28 13:27:16
Ciągle jestem w Paryżu i dobrze mi tam, żałuję trochę, że to się skończy, ale wygląda z opisów że zamorskie wątki są obiecujące....pozdrawiam ;)
-
2014/08/28 19:04:52
Alex - witaj :) Mnie bardziej urzekła część argentyńska, ale na różnych ludzi co innego bardziej oddziaływuje ;) Daj znać, która była dla Ciebie lepsza! Pozdrawiam :)
Spis moli