czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Atrofia - Lauren DeStefano


Uwaga - będzie laurka (nie, żeby mi się jakoś z imieniem autorki skojarzyło), uwaga - będą achy i ochy, uwaga - będą zachwyty :)

Ale jak tu się nie zachwycać, kiedy wszystko zaspokaja potrzeby czytelnika - od okładki poprzez bohaterów i "lekki" język po niebanalną, bardzo spójną i przemyślaną fabułę.

Zacznę od tego, co najpierw rzuca się w oczy. Dawno nie widziałam tak dopracowanej graficznie, pięknie wydanej książki. Okładka jest sztywna ze skrzydełkami i taka "mięsista" w dotyku. Dodatkowo pola w kółkach są "śliskie", a litery wytłaczane. Sam obrazek i jego kolorystyka są bardzo ładne. Geometryczne motywy graficzne powtarzają się "wewnątrz" - rozpoczynają każdy rozdział i zdobią numery stron. Naprawdę - cacko.

Bohaterowie - a właściwie bohaterki. Bo główne role w tym spektaklu, nie do końca z własnej woli, odgrywają trzy kobiety - młodziutka Cecily, niepokorna Rhine i spokojna, stojąca jakby z boku, Jenna. Autorce udało się, moim zdaniem, stworzyć ciekawe i wiarygodne postacie - niejeden raz denerwowała mnie naiwność Cecily, zadziwiała postawa Jenny, a najważniejsza z nich Rhine - pobudzała do myślenia, czy wolność jest najwyższą z wartości, wartością, dla której warto poświęcić życie.
Mężczyźni są trochę w tle, ale też nakreśleni interesującą kreską. Szlachetny służący Gabriel, który pomaga Rhine; wspólny mąż dziewczyn - Linden - wyrachowany czy nieświadomy?; ojciec Lindena Mistrz Vaughn - najbardziej demoniczna postać, można by rzec "spiritus movens" tego, co się wydarza.

Wspomniałam wyżej również o języku - książka jest napisana bez wulgaryzmów, bez epatowania naturalizmem, mimo w sumie dość ciężkiego tematu język powieści jest lekki, płynie - a czyta się ją bardzo szybko. Bardzo dobrze są też rozłożone akcenty - zwroty akcji, zwłaszcza zawieszenia na końcach rozdziałów -nie dało się odłożyć książki bez przeczytania jeszcze kilku stron i ... jeszcze kilku stron.

A teraz krótko o samej historii - świat przyszłości, ludzkość po katastrofach została tylko w Ameryce Północnej. Ludzkość niemalże doskonała, bo w efekcie różnorodnych eksperymentów genetycznych udało się stworzyć idealne pokolenie - dzieci bez wad, bez chorób. Niestety coś poszło nie tak - w każdej kolejnej generacji kobiety dożywają tylko 20 lat, mężczyźni 25 - dziesiątkuje ich tajemniczy wirus, na który wciąż nie ma lekarstwa. Żeby zwiększyć szanse przetrwania bogaci mężczyźni poprzez tzw. Kolekcjonerów porywają młode dziewczęta i czynią je swoimi żonami. Co dzieje się z tymi, które nie spodobają się nikomu?
Mistrz Vaughn, ojciec Lindena, "kupuje" mu trzy żony. Jego pierwsza żona Rose właśnie bowiem zachorowała i jest umierająca. Na ogromnej plantacji swoje nowe, krótkie i tak życie rozpoczynają Cecily, Rhine i Jenna. Każda z nich prezentuje inne podejście do swojej sytuacji. Cecily jest w zasadzie zachwycona - mąż jest przystojny, miły, w domu nie brak właściwie niczego - o czym więcej mogłaby marzyć? Jenna jakby "izoluje się", jest tylko ciałem pogodzona z losem, ale nie akceptująca go w duchu. A Rhine? A Rhine, pomimo sympatii, którą stopniowo zaczyna odczuwać wobec Lindena, cały czas próbuje wymyślić sposób ucieczki i powrotu do domu, do jedynej prawdziwie bliskiej sobie osoby - brata bliźniaka. Czy jej się to uda?

Na koniec napiszę jeszcze, że nie myślałam, że aż tak wciągnie mnie powieść będąca w zasadzie trochę "fantastyką", jak już kiedyś pisałam najbardziej lubię książki, w których wszystko da się racjonalnie wyjaśnić (oczywiście dopuszczam i czytam o wampirach, wilkołakach i innych stworach, ale to przecież umowna konwencja;)) Ale czy tak naprawdę wiemy, dokąd zmierzają naukowcy zajmujący się genetyką, klonowaniem komórek? Czy świat stworzony przez Lauren nie stanie się kiedyś rzeczywistością? Czytałam gdzieś w wywiadzie z nią, że nie było jej zamiarem poddawanie w wątpliwość wagi badań genetycznych, raczej "zasugerowała się" podświadomie czymś obejrzanym w telewizji. Niemniej jednak po lekturze nasuwa się wiele pytań i wiele rzeczy do przemyślenia.

"Atrofia" to pierwsza część trylogii "Chemiczne światy" - niezmiernie jestem ciekawa, jak to się wszystko dalej rozwinie. Tym bardziej, że równie dobrze, kolejna może "pociągnąć" wątki lub opowiedzieć zupełnie inną historię.
Polecam naprawdę gorąco!


Za odkrycie przede mną nowego literackiego świata dziękuję wydawnictwu






środa, 24 sierpnia 2011, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Lauren DeStefano, Atrofia z Co warto czytać?
              65279   Bardzo chciałam przeczytać tę książkę po dwóch pozytywnych recenzjach, jakie przeczytałam na książkowych blogach. Pewnie dlatego oczekiwałam od niej bardzo wiele i na początku przeżyłam rozczarowanie.   Myślałam, że ... »
Wysłany 2011/09/17 12:35:05
Komentarze
2011/08/24 19:41:11

Ja chcę przeczytać tę ksiażkę! Bardzo!
Lubię takie sf. Światy przyszłości i problemy przyszłości. Kwestie genetyki i moralności.
Zapisuję na karteczkę i zaczynam poszukiwania w katalogach bibliotecznych.
Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła. Ciekawe jak inne cześci.
-
2011/08/24 19:46:17
Felicjo79 - witaj :) Szukaj - warto! A książka ma swój profil na FB i tam można już podejrzeć okładkę drugiej części - zapowiada się interesująco :)
-
2011/08/24 20:01:35
Książka świetna i również z niecierpliwością czekam kontynuacji:))
pozdrawiam!!
-
2011/08/24 20:16:34

Już ją znalazłam w internetowym katalogu pobliskiej biblioteki! Jutro wybieram się na spacer do niej i poszukiwania książki :-). Oby tylko nie było tak burzowo jak dziś ;-) Nie moge się doczekać - jak tylko ją dostanę, zaczynam czytać :-) A potem napiszę recenzję na moim książkowym blogu.

-
2011/08/24 20:26:35
Kasandro_85 - czytałam Twoją recenzję - cieszę się, że Tobie też się tak podobała :)

Felicjo79 - to życzę, żeby ona w tej bibliotece na Ciebie czekała, a chyba jutro ma być słońce i upał, więc nie powinno być problemu z dotarciem ;) Będę czekać na Twoją recenzję!
-
2011/09/16 20:46:09
Dziś napisałam moją recenzję. Trochę się z tym ociągałam, bo książka niestety mnie rozczarowała :-(

Nie jest zła jak na czytadło, ale ja myślałam, że będzie też czymś więcej. Trochę pisana jak książka dla nastolatek w złym tego słowa znaczeniu. Rzeczywiście łatwy język, ale narracja uboga. Postaci mało przekonujące. Sam pomysł niewykorzystany właściwie wcale.

Równie dobrze takie porwanie mogłoby się zdarzyć teraz w jakimś kraju z poligamicznymi małżeństwami, a dziewczyny przeżyłyby podobną historię zamknięcia w złotej klatce, bo tylko o życiu w zamkniętej bogatej rezydencji trzech żon i męża opowiada moim zdaniem ta książka... Niestety.
-
2011/09/16 21:34:33
Felicjo - masz dużo racji, zwłaszcza z tym, że i teraz coś takiego mogłoby się zdarzyć. Mnie jednak ta książka oczarowała naprawdę i dla mnie postaci były dość przekonujące, szczególnie Cecily. Czasem chyba lepiej nie czytać recenzji przed czytaniem książki - wymagania zdecydowanie rosną - ja np. teraz bardzo obawiam się sięgnięcia po "Pokój", naczytałam się wielu dobrych recenzji, a tu ostatnio po recenzji Padmy - zwątpiłam i to bardzo!
Pozdrawiam :)
-
2011/09/16 22:02:14
To prawda - moje wymagania po przeczytaniu Twojej recenzji były nie do sprostania :-)

Zawsze tak jest, gdy ułożymy sobie obraz tego, co ma dopiero nadejść. I w tym problem: dzięki recenzjom dowiaduję się o nowych książkach, a jednocześnie przed czytaniem mam już w głowie jakieś oczekiwania i nadzieje. A każdy przecież inaczej odbiera dany utwór.

W Internecie widziałam kilka pozytywnych recenzji tej książki, nie spotkałam żadnej z uwagami krytycznymi. A mój odbiór tej powieści okazał się zupełnie inny.

-
2011/09/16 22:12:03
O właśnie - masz świętą rację! Czytać recenzję czy nie czytać - OTO jest pytanie ;)
Spis moli