czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Z Miśkiem w Norwegii - Aldona Urbankiewicz


Nadrabiania zaległości ze Stosikowego losowania ciąg dalszy. Tym razem lektura wylosowana w maju, książka recenzyjna.

No i cóż - będę chyba jedną z niewielu osób, którym ta książka do gustu nie przypadła. Dlaczego? Jest kilka przyczyn, o czym dalej.

Krótko - nie jest to książka fabularna, to zapis wyprawy, jaką odbyła autorka z mężem i czternastomiesięcznym synkiem do Norwegii. Wyprawa ta trwała kilkanaście dni, w którym to czasie rodzina przejechała w sumie przez siedem krajów (chociaż w zasadzie poza Norwegią, jeszcze tylko Finlandia jest trochę szerzej opisana).

Bardzo mylący jest podtytuł - "jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie". Jeśli myślicie, że znajdziecie tu jakieś podpowiedzi i wskazówki - to lepiej poszukajcie czegoś innego. Wychodzi na to, że tanio będzie, jak zabierze się dużo gotowego jedzenia w słoikach, a łatwo tylko wtedy, gdy się dostosuje rytm podróży do rytmu dziecka (ale do tej wiedzy to i książki nie trzeba).

Rzecz kolejna - Norwegia zawsze mnie fascynowała, chciałabym bardzo kiedyś tam pojechać, by na własne oczy zobaczyć fiordy, renifery, a może i wieloryby. Spodziewałam się więc, że po lekturze będę mogła wymyślić jakąś swoją trasę dzięki konkretnym wskazówkom. Z konkretów brakuje przede wszystkim mapki (a dokładniej dwóch mapek, bo autorka książki najpierw była tam razem z mężem, później byli już we trójkę, a książka to taki miks tych dwóch wypraw) z zaznaczonymi punktami, które są opisywane. Zresztą i te punkty opisywane są czasami jakoś tak bezładnie, brak jakiegoś punktu zaczepienia, jakiejś idei.
Jak już pisało kilka osób w recenzjach - gdyby ta wyprawa była opisywana na blogu, takie zapisywanie na gorąco myśli, wrażeń byłoby jak najbardziej w porządku, ale do wersji książkowej? Nie czytałam wielu książek podróżniczych, nie mam więc jakiejś dużej skali porównawczej, ale wiem, że samo to, że podoba nam się kraj, do którego jedziemy, nie wystarczy do napisania ciekawego i interesującego pamiętnika z podróży. Przydałyby się jakieś anegdoty, ciekawostki dotyczące kraju, regionu - to coś, co pozwoliłoby "poczuć" klimat i atmosferę miejsc.

Ostatnia z denerwujących mnie rzeczy to język. Te wszystkie powtórzenia po kilka razy nie tylko słów, ale i całych zdań niemalże. Coś, czego osobiście bardzo nie lubię wszędzie (w sieci, w książkach, w "realu") - zdrobnienia, te autka, auteczka, rowerki itp. I gdzieś tak od połowy irytowało mnie  ciągłe wspominanie o zaletach karmienia piersią - ok, rozumiem, że dziecko małe, że tak najwygodniej, ale naprawdę wystarczyło napisać o tym raz, bo tak to wyszło trochę nachalnie.

No dobra, to teraz o plusach, bo takie też były :)

Przede wszystkim zdjęcia - piękne, sprawiające, że chce się tam pojechać i to zobaczyć samemu, ukazujące przyrodę wspaniałą i dziką, ale nie tylko.

A poza tym - ja mam dość zbliżone poglądy na wychowanie dziecka, też uważam, że małego człowieka można zabierać ze sobą wszędzie, że nie jest on przeszkodą w realizacji marzeń. I promowanie takiej postawy, promowanie bliskiego kontaktu z dzieckiem bardzo pochwalam.

Podobały mi się też niektóre fragmenty, np. ten o wyprawie na wieloryby czy jeździe po Drodze Trolli.

Jeśli macie ochotę - to przeczytajcie, jest jeszcze druga część "Z Miśkiem w Portugalii" - ja raczej po nią nie sięgnę.
A tutaj jest recenzja Izabeli z bloga tu-czytam - właściwie mogłabym ją całą przepisać - zgadzam się z każdym zdaniem.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka.
sobota, 20 sierpnia 2011, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/08/21 10:19:57
Ja o obu książkach słyszałam wiele pozytywów, więc może, wbrew Twojej recenzji, kiedyś po nią sięgnę.
-
2011/08/21 10:58:46
Linko - ależ oczywiście, że sięgaj. Tak, jak napisałam - wiem, że jestem jedną z niewielu osób, którym się nie podobała, ale nic na to nie poradzę, że się po prostu zawiodłam. Oczekiwałam jakiejś fajnej opowieści, a dostałam ...
-
2011/08/26 16:05:07
Łapałam myśl przez kilka dni, ale w końcu złapałam: wygląda mi to trochę na historię: jak podróżować "mimo dziecka", a nie "z dzieckiem". Kojarzę, że dużo z dzieckiem (i żoną- Kasią chyba) podróżował Marek Kamiński, widziałam zajawki w prasie i to było chyba bliższe temu, czego oczekujesz od literatury podróżniczej (było o tym, że spotkania z ludźmi sprawiają, że dziecko się rozwija, nabiera śmiałości, itd.) Przy czym z dzieckiem w tym wieku raczej kręcili się po PL.
Ciekawe, czy wydali to kiedyś w formie książkowej...
-
2011/08/27 12:25:32
Iza - świetna ta myśl, którą "złapałaś" w końcu. Dokładnie tak jest, a o M. Kamińskim słyszałam i czytałam nawet w lipcowej "Pani" zdaje się - i z wieloma jego spostrzeżeniami na temat podróżowania z dzieckiem się zgadzam. I tak, oni podróżowali po Polsce, odkrywając ją na nowo. W sumie to chętnie bym przeczytała ich książkę.
-
2011/09/04 12:43:36
Mnie również ciekawi Norwegia i w przyszłym roku chciałabym się tam wybrać,myślałam że książka będzie dobrym wprowadzeniem i przygotowaniem,ale po przeczytaniu recenzji jednak po nią nie sięgnę.
-
2011/09/04 23:17:53
Inulec87 - możesz zajrzeć, ale przydatna przed wyprawą raczej nie będzie ...
Spis moli