czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Historia rodziny Roccamatio - Yann Martel


Moja lektura na lipiec ze Stosikowego losowania.

Po przeczytaniu "Życia Pi" wiedziałam, że chcę więcej Martela :) Pisałam zresztą tutaj, że należy do autorów, z którymi chętnie bym się spotkała. Bardzo mnie interesuje jego sposób myślenia, a właściwie raczej postrzegania świata. Musi być niezwykle wrażliwą osobą.

"Historia rodziny Roccamatio" to jednak nie jest powieść, a zbiór czterech opowiadań, z, jak sam pisze we wstępie, jego wczesnych prób pisarskich, kiedy nie był do końca pewien, czego chce od życia i co chciałby robić.

Tytułowe opowiadanie to zapis trwania przy chorym na AIDS młodym przyjacielu, który wirusem HIV zaraził się w wyniku transfuzji krwi w czasie wakacji na Jamajce (po wypadku samochodowym). Niestety u Paula rozwój wirusa następował bardzo szybko. Żeby jakoś oderwać jego myśli od choroby, narrator (Yann? wszystkie te opowiadania brzmią jakby on opowiadał coś, co mu się przydarzyło naprawdę) proponuje mu napisanie wielkiego dzieła - historii jednej rodziny na tle wydarzeń prawie stulecia - od 1900 do 1986 roku. Z każdego roku, na zmianę wybierają jedno wydarzenie. "Musicie teraz zrozumieć, że nie poznacie historii rodziny Roccamatio z Helsinek."* To, co poznamy my, czytelnicy, to zapis tych wydarzeń z konkretnych lat, wydarzeń, które w miarę upływu czasu i rozwoju choroby Paula stają się coraz bardziej znaczące i wiele mówią o nich samych.

Kolejne opowiadania to:
"Gdy usłyszałem koncert Johna Mortona ku czci szeregowca Donalda J. Rankina na smyczki i dysonujące skrzypce" - tytuł mówi właściwie wszystko, a wiecie, ile tam jest treści? To niesamowite!
"Ostatnie godziny: warianty" - to kilka, kilkanaście wersji listu, jaki mógłby zostać napisany przez naczelnika więzienia do matki skazanego na śmierć o tym, jak wyglądały jego ostatnie godziny - ile wersji, tyle różnych uczuć, odczuć, galopad myślowych - jak to właściwie powinno wyglądać? Czy którakolwiek wersja może być właściwą?
"Wytwórnia luster Vita Aeterna. Lustra na całą wieczność" - wiecie, jak się dawniej robiło lustra? Ja nie wiedziałam.

Yann Martel ma niezwykły zmysł obserwacyjny - wszystkie opowiadania mówią niby o prostych zwyczajnych rzeczach, a tyle w nich przekazu, tyle wartości, że naprawdę chwilami zapiera dech. Tak, jak w "Życiu Pi" - niby nic się nie dzieje, prawie nie ma akcji, ale! Sfera uczuć, relacji międzyludzkich opisana jest tak delikatnie, prawdziwie.

Widzę, że wyszło mi trochę górnolotnie, ale mnie się naprawdę bardzo podobało. Porównałabym go trochę do E. E. Schmitta, trochę podobny rodzaj wrażliwości, ale w wykonaniu Martela jakoś bardziej mi odpowiada. Nie jest tak ... przewidywalnie i sztampowo. Bardzo polecam!!! A do "Życia Pi" wręcz nakłaniam - zwłaszcza, że niedługo szykuje się ekranizacja, do której podchodzę tak, że chciałabym i boję się :)


* cyt. "Historia rodziny Roccamatio" Yann Martel, wyd. Znak, 2004r., str.25
wtorek, 27 września 2011, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/09/27 20:26:57
Życie Pi czeka na swoją kolej, więc i po "Historię rodziny Roccamatio" też pewnie sięgnę:)
pozdrawiam!!
-
2011/09/27 20:58:49
Życie Pi czytałam, ale mam wrażenie, że te opowiadania bardziej by mi się spodobały:-) Wiem, jak były robione lustra (i szkło), bo czytałam At Home Billa Brysona - polecam, jest co najmniej jedna jego książka po polsku.
-
2011/09/27 21:15:06
Im więcej czytam recenzji, tym częściej dochodzę do wniosku, że nie powinnam tego robić, bo zamiast 1500 książek, które chcę przeczytać mam kolejne piętnaście, które chciałabym. Bo i ten opis mi się podoba (niestety dla mnie, stety dla książki).
-
2011/09/28 14:02:44
"Życie Pi" podobało mi się bardzo, ale nie przepadam za opowiadaniami... Mam ogromną chęć na inną pozycję z dorobku Martela, więc może się przełamię i sięgnę po ten zbiór opowiadań. :)
-
2011/09/29 16:18:52
Kiedyś czytałem "Ja", również bardzo interesująca książka.
-
Gość: mira_belle, *.85-237-186.tkchopin.pl
2011/09/29 17:07:09
Dawno temu wpadła mi w ręcę książka "Ja", Martella właśnie. Do dziś nie mogę zapomnieć niektórych opisów, tak były przesiąknięte emocjami, choć ich przedmiotem były zwykłe czynności lub wspomnienia. Nie wiem cóż mnie powstrzymywało dotychczas przed innymi pozycjami tego autora, ale na opowiadania się może skuszę :)
-
2011/09/29 18:01:43
Kasandro - przesuń "Życie Pi" w kolejce, nie pożałujesz :)

Annomario - ciekawa bym była Twoich spostrzeżeń na temat tych opowiadań, a za Brysonem się rozejrzę - dzięki :)

Guciamal - dokładnie wiem, o co chodzi, bo mam tak samo, i lista tych, które chciałabym przeczytać wydłuża się i wydłuża, a czas się jakoś rozciągnąć nie chce ;)))
-
2011/09/29 18:21:37
Invissible - to są bardzo piękne opowiadania, skuś się :)

Drkohoutek - o "Ja" słyszałam, chyba pora poszukać... :)

Mira_belle - mam nadzieję, że się nie oprzesz :) Hmm, ciekawe, że i Tobie i Drkohoutek się "Ja" podobało, bo ktoś chyba kiedyś pisał, że nudna jakaś?! Muszę się sama przekonać!
Spis moli