czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Dziewczynka, która widziała zbyt wiele - Małgorzata Warda



Jest sobie rodzeństwo - Ania i Aaron. Bardzo zżyte, mogące polegać tylko na sobie. Aaron jest starszy, jest więc również bardziej opiekuńczy, troskliwy, próbuje ratować Anię i siebie przed złem. Ich ojciec nie żyje, Ania go nawet nie znała, matka od czasu śmierci ojca jest właściwie "nieobecna", nieustannie w depresji. Rodzeństwem od czasu do czasu zajmuje się siostra ojca, Gabi.

Książka zaczyna się od "trzęsienia ziemi" - Ania składa doniesienie na policję oskarżając Aarona o ... gwałt, a potem napięcie tylko rośnie. Stopniowo, z urywków wspomnień Ani, Aarona, sprzed lat, ale i sprzed kilku miesięcy poznajemy ich niełatwą historię, poznajemy historię przemocy, która dotknęła głównie Aarona. Co takiego więc się stało? Dlaczego Ania poszła na policję? Czy Aaron mógł skrzywdzić siostrę?

Autorka w bardzo delikatny i wyważony sposób prowadzi swoich bohaterów. Opisując jedynie strzępki jakichś wydarzeń pozwala nam budować własne obrazy tego, co się stało. Porusza kilka ważnych kwestii związanych z przemocą, tzw. domową. Dlaczego niektóre osoby mają do niej skłonności? Czy chodzi o chęć dominacji, a może o coś innego? Czy inne osoby, mieszkające razem z katem lub z ofiarą mogą się nie zorientować, czy raczej wybierają wyparcie tego ze świadomości? Jak i czy w ogóle można pomóc dzieciom dotkniętym przemocą, jeśli one same tej pomocy nie chcą lub nie potrafią o nią poprosić? To bardzo trudne pytania, a odpowiedzi nikt nam nie poda, te pytania pozostają z nami, do przemyślenia, zastanowienia, może małego rachunku sumienia?

Książka jest naprawdę świetnie napisana. Achronologiczna akcja sprawiła, że nie mogłam się wprost oderwać od tej, niezbyt przecież przyjemnej, lektury. Czyta się ją naprawdę lekko i szybko, również dzięki prostemu, nieudziwnionemu językowi oraz zapadającym w serce bohaterom. Na duży plus również przedstawienie świata widzianego oczami nastolatków.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na dwie rzeczy, które w recenzjach najczęściej są pomijane lub opisane w sposób, z którym się nie zgadzam.
Niektórzy nie zgadzają się z tytułem, twierdząc, że to przecież bardziej o Aarona tu chodzi. Ja się z tym nie zgadzam absolutnie. Tytuł jest idealnie trafiony. To właśnie Ania ma w sobie odpowiednią kombinację cech, które, co prawda po czasie, pozwolą jej dokonać niezwykłego czynu. To o nią chodzi Aaronowi, to ją próbuje chronić, to ona wreszcie była świadkiem przemocy, choć dużo czasu zajęło jej uświadomienie sobie tego. To o jej stopniowym dojrzewaniu do prawdy jest ta powieść. To właśnie Ania widziała zbyt wiele i to ona musiała położyć temu kres. Skąd znalazła w sobie siłę?
Druga rzecz to Gabi. Wiele osób pisze, że najbardziej zaciekawiła ich jako postać, jako osoba, która pozwalała swojemu chłopakowi znęcać się nad Aaronem, jako osoba, która powinna była być tą silną i tą, która powie stop. Co nią kierowało, dlaczego tak postąpiła? Dlaczego nie doniosła na policję? Dla mnie odpowiedź jest prosta - to ona była przyczyną i całym motorem tego, co się później stało. Musiała pewnie bać się również konsekwencji tego, co sama zrobiła, jak sama zapoczątkowała molestowanie. Kompletnie nie mam dla niej żadnej wyrozumiałości. Dla matki zresztą ciężko też wykrzesać jakieś współczucie, niemniej jednak istnieje wiele okoliczności, które w jakimś stopniu mogą ją usprawiedliwić, czy może wytłumaczyć.

Nie będę się dużo więcej rozwodzić - sprawdźcie sami. Mnie się podobało, aczkolwiek wzbudziło też trochę mieszane uczucia. Zabrakło mi rozwinięcia pewnych wątków, zwłaszcza tego z ojcem rodzeństwa. Niemniej jednak polecam bardzo i myślę, że autorkę trzeba koniecznie dodać do listy obserwowanych - obiecujących.


Książka z wydawnictwa

niedziela, 18 marca 2012, maniaczytania
Tagi: Warda

Polecane wpisy

  • Styczeń z książkami - chłodne morze, szympans i sojowy sos

    Nie podsumowałam ubiegłego roku - może jeszcze zrobię jakieś krótkie podsumowanie, a może i nie :), za to teraz nadrabiam to, co w tym roku. Na początek hurtowo

  • Sidney Chambers. Cień śmierci - James Runcie

    Zakochałam się! Absolutnie i nieodwołalnie (no, przynajmniej na razie ;) )! Obiekt mojego zauroczenia to młody anglikański ksiądz, Sidney Chambers, z opowieści

  • Judasz - Tosca Lee

    Niedawno w kościele katolickim obchodziliśmy Niedzielę Palmową. Zabraliśmy do kościoła palmy jako symbol triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, ale także wys

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Życie to nie jest bajka z LostInTheLibrary
Małgorzata Warda Dziewczynka, która widziała zbyt wiele Prószyński i S-ka, 2012, stron 317   Dzięki uprzejmości dabarai mogłam przeczytać tę książkę już teraz. Moja radość nie miała granic, gdyż po przeczytaniu poprzedniej powieści autorki, ... »
Wysłany 2012/03/24 21:39:03
Komentarze
2012/03/18 18:21:43
Ja się wybieram na spotkanie z autorką :-). Czytałam jej "Nikt nie widział, nikt nie słyszał" i bardzo mi się podobało.

warda.bloog.pl/id,330936807,title,SPOTKANIE-ZE-MNA-W-RAMACH-SWIATOWEGO-DNIA-KSIAZKI,index.html
-
2012/03/18 18:32:46
Felicjo - dla mnie trochę za daleko to spotkanie ;) A o książce słyszałam i wciągnęłam na listę - do upolowania ;)
-
2012/03/18 18:38:24
Trudno mi się czyta książki z dziecięcą krzywdą w tle. Wiem, że autorka pisze dobrze; mam jej dwie książki, zaczęłam nawet, ale... Może musi zaistnieć wokół jaśniejszy świat, wtedy sięgnę. Pozdrawiam:)
-
2012/03/18 18:50:17
Książkowcu - to mamy podobnie... I wiesz co, mnie czasami też łatwiej takie książki czytać, gdy na świecie jasno i pogodnie (tylko w wakacje, na urlopie, dałam radę przeczytać wspomnienia Holenderki, która jako dziecko była w japońskim obozie w czasie II wojny światowej) . Pozdrawiam ciepło!
-
2012/03/18 21:26:57
Czytam właśnie i powiem, że mam mieszane uczucia. Jestem mniej więcej w połowie i coś mi tam zgrzyta, czegoś mi brakuje...
-
2012/03/18 22:18:26
Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę i przeczytałam jej opis przywiodła mi na myśl inną powieść wydaną przez Prószyńskiego, mianowicie "Koniec wszystkiego" Megan Abbott. Oczywiście te dwie książki nie są tożsame pod względem tematyki, ale obie niosą ze sobą dosyć spory ładunek emocjonalny i starają się ukazać istotne problemy naszej rzeczywistości.

"Dziewczynkę..." od jakiegoś czasu mam na półce i przyznam szczerze, że nieco boję się po nią sięgać. Lękam się ciężaru jaki ze sobą niesie i jakim może mnie przytłoczyć. Podobne odczucia miałam właśnie przed lekturą "Koniec wszystkiego", ale książka okazała się nie tyle trudna, co naprawdę wartościowa. Mam nadzieję, że w tym przypadku będzie podobnie, gdy wreszcie się odważę.
-
2012/03/18 23:16:13
Bookfo - no właśnie ;) Czekam więc niecierpliwie na Twoją recenzję!

Claudete - nie znam tej książki, o której piszesz.Jeśli zaś chodzi o "Dziewczynkę..." - nie ma innej rady - musisz się sama przekonać :)
-
2012/03/19 14:06:37
"Koniec wszystkiego" polecam, tematyka chyba nie jest tożsama.
-
2012/03/19 23:13:35
Gdzie nie spojrzę, tam ta książka, chyba juz tylko ja jej nie czytałam, ale mam nadzieję, że szybko to się zmieni :)
-
2012/03/20 20:47:02
Iza - w takim razie poszukam, chyba że masz? :)

Toska - to trzymam kciuki :)
Spis moli