czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Światła września - Carlos Ruiz Zafon


O tym, że lubię książki Zafona, nie muszę już chyba pisać :) "Światła września" były moim ubiegłorocznym prezentem imieninowym, ale celowo przekładałam czytanie. Dlaczego? Bo była to jedyna nieprzeczytana jeszcze przeze mnie powieść tego autora, a na nową, kolejną po "Grze anioła", nie do końca było wiadomo, jak długo przyjdzie jeszcze czekać. Na szczęście "Więzień nieba" ukazał się niedawno, mogłam więc z przyjemnością zabrać się za lekturę.

To opowieść o jednym, krótkim, jakże jednak znaczącym dla bohaterów lecie. Lecie 1937 roku spędzonym na wybrzeżu Normandii. To tam właśnie przyjeżdża pani Sauvelle, wdowa z dwójką dzieci, aby podjąć pracy w rezydencji Cravenmoore należącej do tajemniczego Lazarusa. Jej córka Irene wspólnie z poznanym tam chłopcem Ismaelem zostaną zmuszeni do rozwikłania nie lada zagadki związanej z samą rezydencją, Lazarusem i pewną kobietą Almą.

Jak zakończy się ta historia? Z kim lub czym będą mierzyć się bohaterowie? Czy rodzinę Sauvelle spotka w nowym miejscu szczęście? Czym są tytułowe "światła września"? Tego trzeba się dowiedzieć z książki :)

Dla mnie, jak zwykle u Zafona, nie fabuła była najistotniejsza. Na trop głównej zagadki wpadłam dość szybko, ale i tak nie umniejszyło to atrakcyjności książki. Najważniejszy w "Zafonowskich" powieściach jest nastrój, atmosfera, budowanie akcji, te wszystkie tajemnice, mrok, ułudy, złudzenia, miraże. I to wszystko było i tutaj, chociaż sama końcówka trochę mnie jednak zaskoczyła, bo do innych zakończeń byłam już przyzwyczajona u tego autora. Oprócz innych "widm" gdzieś tam pojawia się też nadciągające już nad Europę zło, najokropniejsze, stworzone przez człowieka, a nie żadne moce "nieczyste".

Oprócz tego, co typowe, mamy tu również przepięknie opisane narodziny miłości - tej pierwszej, niewinnej czystej o potężnej mocy, jak i dojrzałej, ale czy możliwej do spełnienia? A jeśli ktoś lubi morze, to znajdzie tu także wiele dla siebie.

I cóż, oczywiste jest, że polecam ją bardzo wszystkim, i tym, którzy tego autora znają, jak również tym, którzy swoją przygodę chcą dopiero rozpocząć. Sama zacznę chyba pisać już list do Mikołaja z prośbą o "Więźnia nieba", tym bardziej, że w "Światłach września", jedynej z wcześniejszych, tak zwanych "młodzieżowych", powieści Zafona, pojawia się taki "smaczek" - wyraźne nawiązanie do dużo późniejszej "Gry anioła" - postać Andreasa Corelliego. 
poniedziałek, 30 lipca 2012, maniaczytania
Tagi: Zafon

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/07/31 10:31:40
"Światła września" bardzo mi się podobały. Nastrój i atmosfera powieści to unikalna magia Zafona :)
-
2012/08/04 17:52:35
Tommyknocker - dokładnie, on mógłby napisać w taki sposób chyba nawet książkę telefoniczną i całą bym przeczytała! :)
Spis moli