czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Nella. Piękno nieoczekiwanego - Kelle Hampton



Będę szczera - gdy napisała do mnie Pani z Wydawnictwa Rodzinnego i zaproponowała mi przeczytanie "Nelli..." w pierwszej chwili po przejrzeniu materiałów pomyślałam sobie - nie, nie chcę, mam swoje problemy, nie chcę się smucić problemami innych, co innego czytać o nich w powieściach, co innego, kiedy dotyczą realnych osób. Potem przypomniałam sobie, jak mniej więcej rok temu inna Pani z tego wydawnictwa namawiała mnie do przeczytania "Przełamać noc" Liz Murray - miałam dokładnie te same myśli. Ale jednak wtedy uległam i dzięki temu mogłam poznać tak niesamowitą i fantastyczną dziewczynę jak Liz. Cóż, stwierdziłam, że nie mogę być egoistką i nie mogę myśleć tylko o swoim dobrym samopoczuciu, czasem trzeba pozwolić lekko "zdrapać" swoją powierzchnię ochronną. I w ten właśnie sposób Kelle Hampton ze swoją rodziną pojechała ze mną do Chorwacji :)

Kelle żyła sobie spokojnie i w swojej "bajce" do czasu, gdy urodziła się jej druga córeczka Nella. Kelle nie robiła sobie badań prenatalnych, stąd dopiero po pierwszym przytuleniu dziecka zauważyła, że coś jest nie tak. Okazało się, że Nella ma zespół Downa. Wymarzony idealny świat Kelle legł w gruzach.

Książka jest zapisem pierwszego roku życia z Nellą. Ale tak naprawdę jest zapisem przeobrażenia Kelle, bardzo szczerym, czasami do bólu, zapisem jej odczuć, emocji, jej najskrytszych myśli. Tego, że na początku zwątpiła i nie od razu pokochała swoją córeczkę, tego, że na początku wypierała ze świadomości zespół Downa i nie chciała na jego temat nic wiedzieć. Tego, jak naturalnie Nella została przyjęta przez pozostałych członków rodziny. I wreszcie tego, jak wielkim wsparciem okazały się dla Kelle przyjaciółki, kobiety poznawane na różnych etapach jej życia.

Na początku trochę przeszkadzało mi takie typowo "amerykańskie" cukierkowe podejście - historia z sali porodowej jest tego przykładem, ale potem zaczęłam tak naprawdę tego zazdrościć. Jak oni to robią, że zamiast się zamartwiać, narzekać, wolą widzieć tylko dobre rzeczy i cieszą się nawet najdrobniejszymi? Zaglądam czasem na bloga Kelle, ale i na inne prowadzone przez Amerykanki - to nie jest fikcja, to nie jest powieść - one tam naprawdę takie są! Muszę przyznać, że są po prostu wspaniałe - dbające o rodzinę, o dom, o ciepło rodzinne, współczujące, naturalnie dzielące się z potrzebującymi tym, czym tylko mogą. Nie zdziwiła mnie ta rozrastająca się "sieć" przyjaciółek Kelle.

Gdzieś w czyjejś recenzji przeczytałam takie zdanie, że łatwo chorować czy wspierać innych, gdy się jest dobrze sytuowanym. Nie do końca się zgodzę - to właśnie oznaka takiego typowo polskiego narzekania - przecież przyjaźń pielęgnuje się niezależnie od zamożności drugiego człowieka, a poza tym czyż nie właśnie w biedzie poznaje się prawdziwego przyjaciela? Nic nie stoi na przeszkodzie budowania własnej "sieci" - to się samo nie zrobi, na to trzeba samemu pracować.

O samym zespole Downa za dużo informacji tu nie ma, ale też nie takie było założenie Kelle. Kelle dojrzewając i akceptując własne uczucia wobec dziecka, godząc się z zawodem, że niektórych rzeczy Nella nigdy nie będzie mogła zrobić przekazuje bardzo ważną rzecz - rodzice dzieci o "migdałowych oczach" nie oczekują od nas współczucia czy litości, oczekują traktowania ich jako rodziców Nelli, Kasi czy Basi, jako zwykłych rodziców po prostu.

Uff, nie wspomniałam nic o mężu Kelle, o jego synach z pierwszego małżeństwa, o rodzeństwie Kelle, o jej ojcu, o jej Lainey - pierwszej córeczce, ale zaczyna mnie już ściskać w gardle. Tam jest jeszcze dużo, dużo więcej, ale najlepiej, jak przeczytacie sami. I zajrzyjcie koniecznie na stronę Kelle - tam znajdziecie to, czego mi zabrakło w książce - piękne kolorowe zdjęcia Nelli, Lainey i innych - niektóre są po prostu urzekające, jak to, na którym dziewczynki "czytają " książki albo to, na którym Nella zasnęła na schodach :)

Bardzo się cieszę, że mogłam mieć możliwość poznania kolejnej wspaniałej silnej kobiety, mogącej być wzorem dla innych, a przy tym skromnej, szczerej i z sercem na dłoni - dziękuję Pani Kasiu :)

Kelle, jak i Liz, już na zawsze zostanie gdzieś ze mną, zainspirowała mnie zresztą do wdrożenia pomysłu na innego bloga, ale na razie to wciąż w fazie wymyślania wpisów i tematów, więc trzeba jeszcze trochę poczekać.

A jeszcze na koniec moja króciutka refleksja na temat zespołu Downa - tak się składa, że kontakt z dziećmi i osobami, nie jakiś bardzo intensywny, mam od lat, nigdy nie było to dla mnie "coś" dziwnego. Miałam wielkie szczęście, że w mojej szkole podstawowej ( a trzeba pamiętać, że to było jakieś ... 20 lat z kawałkiem) była klasa integracyjna, a w późniejszym czasie zdarzało mi się z koleżankami zajmować zabawianiem takich maluchów na spotkaniach ich rodziców. Dlatego tak bolą czasem te wszystkie bezmyślne komentarze w internecie ...

Chyba da się wyczuć, że książkę odebrałam bardzo emocjonalnie? Polecam i Wam!
wtorek, 21 sierpnia 2012, maniaczytania
Tagi: hampton

Polecane wpisy

  • Styczeń z książkami - chłodne morze, szympans i sojowy sos

    Nie podsumowałam ubiegłego roku - może jeszcze zrobię jakieś krótkie podsumowanie, a może i nie :), za to teraz nadrabiam to, co w tym roku. Na początek hurtowo

  • Sidney Chambers. Cień śmierci - James Runcie

    Zakochałam się! Absolutnie i nieodwołalnie (no, przynajmniej na razie ;) )! Obiekt mojego zauroczenia to młody anglikański ksiądz, Sidney Chambers, z opowieści

  • Judasz - Tosca Lee

    Niedawno w kościele katolickim obchodziliśmy Niedzielę Palmową. Zabraliśmy do kościoła palmy jako symbol triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, ale także wys

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: momarta, *.adsl.inetia.pl
2012/08/22 08:01:41
Da się zauważyć, da się:) Trochę ciężko mi sobie wyobrazić klimat tej książki - czemu pomimo swojej "amerykańskości", potrafi - jak widać - zrobić takie wrażenie? Ja też od takich lektur uciekam - to nie ja, to mnie nie dotyczy, brr! Pomyślę...
Oj, coś ostatnio wekslujesz w stronę takiej literatury:)
-
2012/08/22 08:46:30
Chyba dobra książka, bo to już kolejna pozytywna recenzja. Przypomina mi się inna atmosfera z książki J.Picoult i może milośniczki jej prozy powinny przeczytać.
-
2012/08/22 08:55:42
Jakiś czas temu czytałam tę książkę i również na początku miałam wiele obaw, by po nią sięgnąć. Mimo wszytko nie żałuje, że ją przeczytałam, choć także wywarła na mnie dość duże emocjonalne piętno.
-
2012/08/22 11:33:49
Sama nie wiem. Też mam swoje problemy i jestem na etapie ich wypierania. Nie wiem, czy w tej chwili chcę czytać o kimś, kto potrafil wziąć byka za rogi.
W każdym razie twoja recenzja przynajmniej zwróciła uwagę na to, że nie od początku było cukierkowo.
P.S. też bym chciała wiedzieć, jak "one" to robią (chodzi o to neizamartwianie się, itd.).
-
2012/08/22 14:02:15
Zazwyczaj człowiek - zdrowy człowiek, mający zdrową rodzinę - nie myśli o tym, że w każdej chwili on sam może zachorować lub zachoruje ktoś z jego rodziny.
Oczywiście Zespół Downa jest chorobą, z którą można się tylko urodzić.
Na co dzień nie spotykam za wielu ludzi dotkniętych tą chorobą, z żadną nie mam też kontaktu. Myślę, że warto uświadomić sobie, że ludzie z chorobami genetycznymi i ludzie, którzy się nimi opiekują ISTNIEJĄ, są wśród nas i żyją być może podobnie do nas, a wynikający z ich odmienności strach, lęk wynika z niewiedzy bądź z obawy przed tym, że teoretycznie nas też to mogło spotkać, że to nie są bujdy pokazywane w telewizji, ale prawdziwe życie. Dziękuję Ci za tę recenzję, a książkę z pewnością przeczytam. Pozdrawiam! Marta :)
-
2012/08/22 18:57:58
Momarto - ta amerykańskość najpierw strasznie mnie drażniła, na początku myślałam - no nie dam rady, ten cukier aż mi zgrzytał w zębach, ale im dalej się zagłębiałam w książkę, tym było lepiej, aż skończyłam zazdroszcząc tej "amerykańskości" i chyba zacznę ją wprowadzać w życie. Z tym 'wekslowaniem" to tak się jakoś trafiło, na razie kolejne lektury raczej lżejsze już były, a jeśli nawet nie, to mniej chyba angażujące emocjonalnie.
Ciekawa jestem, jak Ty odebrałabyś "Nellę..." :)
-
Gość: momarta, *.adsl.inetia.pl
2012/08/22 19:06:55
Kusisz, kusisz:) Ja ostatnio waham się od ściany do ściany: z jednej strony zaklinanie rzeczywistości (nie będę o tym myśleć, w tym także czytać o takich strasznych rzeczach, to nic złego mnie nie spotka), a z drugiej myślenie, że im więcej będę wiedzieć, tym bardziej będę potrafiła cieszyć się tym, co mam, a może i dać coś od siebie.
Blog mamy Nelli piękny. Nie mam teraz czasu, ale w przyszłości na pewno do niego wrócę i spokojnie poczytam.
-
2012/08/22 19:08:20
Książkowcu - na temat skojarzenia z atmosferą z książki J. Picoult nie mogę nic powiedzieć, ponieważ nie przeczytałam ani jednej jej powieści i nawet za bardzo nie zamierzam. Poza tym u J. Picoult atmosfera jest siłą rzeczy fikcyjna, tu prawdziwa. Nie wiem więc, czy miłośniczki jej prozy powinny przeczytać "Nellę...", chyba że masz na myśli poszerzenie ich horyzontów ;) Uważam, że dużo ludzi powinno "Nellę..." przeczytać :)

-
2012/08/22 19:11:11
Cyrysiu - myślę, że mimo obaw powinniśmy od czasu do czasu sięgać po takie książki - wydaje mi się, że jakoś bardziej wpływają one na nasz rozwój niż niektóre czytadła ;)
-
2012/08/22 19:17:36
Izabella - czasem przeczytanie o cudzych problemach pozwala spojrzeć na własne z innej perspektywy, ale to sama musisz wyczuć, czy tego teraz potrzebujesz. Gdybyś potrzebowała czegoś, w czym mogłabym w jakiś sposób pomóc, to nie krępuj się i daj znać.
Co do P.S. - powoli staram się to odkryć, myślę, że jedną z kluczowych kwestii jest u nich takie podejście - "count your blessings not your problems" czy dziękowanie za to, co dobrego wydarzyło się dziś, wczoraj (jak cała piękna idea święta dziękczynienia), czyli skupianie uwagi na rzeczach dobrych i, a może przede wszystkim, na tych, na które mamy wpływ.

P.S. też bym chciała wiedzieć, jak "one" to robią (chodzi o to neizamartwianie się, itd.).
-
2012/08/22 19:21:19
Murilego - zgadzam się z tym, co napisałaś. Szkoda tylko, że w dobie, gdy mamy tak ogromny dostęp do wiedzy, wciąż są ludzie, którzy zachowują się tak, jakby np. ZD można się było zarazić. Będzie mi miło, jeśli przeczytasz "Nellę...', a po jej przeczytaniu dasz znać, jak ją odebrałaś. Pozdrawiam również :)
-
2012/08/22 19:24:19
Momarto - po raz drugi - i tu chyba ponarzekam jednak ;) na bloxową niemożliwość odpowiadania na komentarz bezpośrednio pod czyimś komentarzem.
Świetnie opisałaś i moje rozterki, choć ja się bardziej w życiu skłaniam jednak do tego, żeby wiedzieć więcej.
O tak, ja też sobie obiecuję, ze w wolnym czasie spędzę na jej blogu trochę więcej chwil :)
Spis moli