czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Bronte


O przeczytaniu historii guwernantki Jane i tajemniczego mrocznego pana Rochestera zaczęłam myśleć bardzo dawno temu, mniej więcej od wtedy, gdy w szkole podstawowej przeczytałam kilka pierwszych tomów Jeżycjady (nie wiem, czy pamiętacie, ale siostry Borejko po kolei czytały właśnie powieść Charlotte Bronte zagryzając jabłkami zagłębione w wygodnym fotelu i przeżywając ogromnie - też tak chciałam ;). Ale jakoś nigdy mi się nie złożyło. W międzyczasie obejrzałam kilka ekranizacji, potem trafiłam na książkę właśnie w takim wydaniu, jak wyżej - kupiłam i owszem, i ... zamiast czytać odłożyłam na półkę, zwłaszcza, że taka trochę grubawa jest ;) I tak by sobie stała jeszcze, gdyby mi jej Iza w październikowym stosikowym losowaniu nie wybrała. Cóż było robić, trzeba się było wziąć za czytanie.

Ach, nie żałuję ani jednej minuty spędzonej na lekturze tej książki! I, co prawie nigdy mi się nie zdarza, specjalnie spowalniałam czytanie, żeby dłużej się delektować. Cudowna książka!

Fabułę każdy chyba mniej więcej zna, nie będę się więc na jej temat rozpisywała ;) Oczywiście w książce wszystkie postaci i wątki są trochę bardziej rozbudowane niż w ekranizacjach, aczkolwiek niektóre z nich były dość wierne. Co mnie zaskoczyło, to zakończenie, bo z reguły filmy kończyły się chwilę wcześniej, bez dopowiedzenia pewnych rzeczy, które nastąpiły po dwóch, zdaje się, latach.

Ale to, co najbardziej fascynujące i co mnie całkowicie urzekło - język, jakim ta powieść jest napisana. Absolutnie fantastyczny - poetycki, piękny, intensywny, 'gęsty'. Jakież wspaniałe użycie wszelkich środków stylistycznych - niektórych metafor czy porównań mogliby Charlotte pozazdrościć romantyczni poeci. Do tego w zasadzie nie ma tam zbędnych słów, scen czy opisów - wszystko ma znaczenie. Największe wrażenie zrobiły na mnie przemyślenia Jane i jej rozmowy z panem Rochesterem. A gdy sobie uświadomimy, że to wszystko zostało napisane ponad sto pięćdziesiąt lat temu, a wciąż jest bardzo aktualne i nie trąci 'myszką', to podziw dla umysłu, wyobraźni i talentu autorki może tylko wzrosnąć.

Książka pochłania czytelnika całkowicie, bardzo trudno się od niej oderwać. I już dawno nie zdarzyło mi się tak intensywnie odczuwać lektury. Od emocji i uczuć skrywanych pod skórą aż kipi, ten żar, który łączy bohaterów niemal parzy przez kartki. Od wyznań pana Rochestera robi się gorąco. Z Jane przeżywamy całą gamę uczuć - rozpacz, bezsilność, smutek nadzieję, rozkwitającą stopniowo radość i miłość. Och, chciałoby się częściej czytać takie książki! I naprawdę tęsknię za takim pięknym językiem literackim, współcześni pisarze niestety zbyt często próbują "zaszokować" (celowo w cudzysłowie, bo czy kogoś to jeszcze szokuje przy takim zalewie?) językiem dosadnym, wulgarnym, potocznym.

Gorrąco polecam! :)

P.S. w ostatnim czasie na stronie wyzwania "Klasyka literatury popularnej" był prawdziwy wysyp recenzji tej książki (pewnie jakiś wpływ miała najświeższa ubiegłoroczna wspaniała ekranizacja), ale ja chciałabym bardzo Waszej uwadze polecić bardzo interesującą recenzję Ysabell - przeczytajcie koniecznie :)
piątek, 04 stycznia 2013, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/01/05 06:43:53
Do tej pory myślałam, że to romansidło. Argument o języku jest dla mnie istotny. Może w końcu zrozumiałabym fenomen piszących sióstr. Przesuwam w kolejce, tylko że moje świąteczne zamówienia się realizują i nie mogę się znowu oderwać od polskiego podłoża:)
-
2013/01/05 06:55:42
Ale mi frajdę zrobiłaś recenzją:) Uwielbiam tę ksiażkę, a na półce mam chyba ze 4 różne wydania.
-
2013/01/05 11:22:22
Książkowcu - myślałam tak samo, jak Ty i bardzo, ale to bardzo zostałam zaskoczona. To jest naprawdę świetna powieść, a wątek miłosny jest tylko jednym z wielu i nie przez cały czas na pierwszym planie.

Anetko - tyle wydań? Rzeczywiście musisz ją lubić :)
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/01/05 13:07:37
Jeśli chodzi o język to tylko jedna uwaga- nie kupujcie, czy też nie wypożyczajcie wydawnictwa Zielona Sowa. Ja właśnie na tej pozycji przekonałam się o tym, ile błędów można zawrzeć na jednej stronie powieści. A czytanie, w którym potykamy się się o byki (od ortograficznych, stylistycznych, literowych...) niestety rzutuje na odbiór dzieła. Dlatego jeśli chcecie mieć przyjemność z lektury czytajcie raczej inne wydania tej książki, bo na pewno warto.
-
2013/01/05 21:07:02
To moja ulubiona książka sioóst bronte. Ostatnio obejrzałam najnowszą jej ekranizację i chociaż jest ciekawie skonstruowana pod względem kolejności przedstawienia wydarzeń, to jednak najbardziej lunię serial BBC. Wszystkie wątki są w nim świetnie rozwinięte.
-
2013/01/05 22:18:32
Guciamal - dzięki za informację :) Ja czytałam właśnie tą ze zdjęcia w recenzji - nie mam w zasadzie zastrzeżeń. Szkoda, że tak Ci się trafiło, bo aż żal taką powieść zepsuć takimi błędami!

Lenka - mnie się obie podobają :) Muszę je teraz koniecznie znowu obejrzeć ;)
-
2013/01/10 13:18:26
Dla mnie Jane została 'zajeżdżona" przez liczne skrócone wersje, które przyszło mi czytać na różnych etapach anuki angielskiego.
Do dziś się nie przełamałam. I tak- wiem, że warto:).
-
2013/01/12 15:26:45
Izabello - nic nie napiszę ;) - ja mam tak samo z tych samych powodów z "Wielkimi nadziejami" i "Tess d'Urberville" :)
Spis moli