czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
Mam na imię Księżniczka - Sara Blædel


Na początku października ubiegłego roku pisałam o książce nowej, na naszym rynku, autorki ze Skandynawii (która chyba jest szczególnym zagłębiem zbrodni ;) ). "Handlarz śmiercią" to była pierwsza część serii o policjantce Louise Rick, a na drugą na szczęście nie trzeba było długo czekać.

Ciekawa byłam zwłaszcza tego, co wydarzy się w życiu prywatnym Louise i jej przyjaciółki dziennikarki Camilli. Tym razem jednak samej Camilli było stosunkowo niewiele, za to jej ukochany okazał się ... No właśnie, kim? Asystent kryminalna Rick stanie za to przed niezłym dylematem - dotąd wydawało jej się, że chyba nie do końca chce wyjść za mąż za swojego narzeczonego, nie pojechała przecież za nim do Szkocji, czy teraz spojrzy inaczej na swój związek? Czy można wybaczyć coś, po czym utraciło się zaufanie do drugiej osoby?

Ale sam główny wątek kryminalny (choć w sumie dość 'oklepany') bardzo mi się podobał. Młoda kobieta zostaje brutalnie zgwałcona w swoim mieszkaniu. Okazuje się, że dokonał tego znajomy poznany dzięki internetowi. Niestety z powodu niezbyt charakterystycznego wyglądu oraz zachowanych przez niego środków ostrożności - wydaje się niemożliwy do "złapania". Louise rejestruje się więc na portalu randkowym i próbuje zwabić sprawcę. Stanie też przed bardzo trudnym zadaniem - będzie musiała wystąpić w charakterze policyjnego negocjatora. Czy uda się zaaresztować gwałciciela?

Motyw "oklepany", opisany już prawie przez wszystkich pisarzy "kryminalnych". Zastanawia mnie jednak, że bardzo często ten motyw okrutnej, polegającej na zmuszeniu do uległości przemocy wobec kobiet poruszany jest przez Skandynawów - ich część świata wydaje się przecież być jedną z najbardziej "partnerskich" i równouprawnionych pod względem płci. Czyżby to tylko iluzja, a niektórzy mężczyźni w taki sposób wyładowują swoją frustrację? Chyba ciężko znaleźć odpowiedź, ale coś w tym musi być ...

To, co tu było trochę inne, to poświęcenie naprawdę dużej uwagi ofierze takiego czynu. Ukazanie tego, jak przechodzi ona przez różne fazy godzenia się z tym, co się stało, pokazanie, jak powinna wyglądać cała policyjna procedura w takim przypadku, jak można potem dostać pomoc i jak szukać tej pomocy.

Tak, jak w poprzednim tomie, autorka dość drobiazgowo opisuje pracę policjantów. Ale, jak już pisałam poprzednio, mnie to bardzo odpowiada. Nie ma tu efektownych strzelanin, pościgów, 'fajerwerków', nie ma super błyskotliwych rozwiązań ot, tak wpadających do głowy. Jest żmudna rzetelna praca osób, którym zależy (oczywiście nie wszystkim, niektórym w wydziale zależy wszak bardziej na karierze).

Widać, że seria się 'rozkręca', drugi tom był lepszy od pierwszego i dobrze rokuje - zakończenie, zwłaszcza dla Camilli, jest takie, że ... znowu jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się w prywatnym życiu bohaterek :)


"Mam na imię Księżniczka" to moja 'zagraniczna powieść z dreszczykiem' w grudniowej edycji Trójki e-pik.

P.S. książka z wydawnictwa Prószyński i S-ka, które przekazało mi również imiennie zaadresowany list od autorki ;)
czwartek, 31 stycznia 2013, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/02/01 10:52:55
A ja wypożyczyłem pierwszą część serii tej autorki. Wkrótce przeczytam :)
-
2013/02/02 21:11:42
W takim razie czekam na recenzję :)
Spis moli