czyli mania czytania i inne takie
Blog > Komentarze do wpisu
"Książę Parnasu" i "Wielki Gatsby" - "this is a man's world ... but it wouldn't be nothing nothing without a woman or a girl"
czyli hurtownia książek po raz kolejny (tym razem w wersji mini).

Dłuższy czas poszukiwałam jakiegoś wspólnego mianownika dla tych dwóch powieści (a właściwie minipowieści), aż w końcu usłyszałam w głowie piosenkę Jamesa Browna - "to jest męski świat, męski świat, ale byłby niczym, niczym bez kobiety lub dziewczyny". Tak, to był strzał w dziesiątkę :) Napisane przez mężczyzn i z mężczyznami w głównych rolach, ale przecież wszystko, co czynili bohaterowie, czynione było z myślą o ukochanych kobietach.




"Wielki Gatsby" to oczywiście klasyka, ale dla mnie do tej pory nieznana. Coś tam kojarzyłam z filmu z Robertem Redfordem i Mią Farrow, ale raczej mgliście, bo za młoda chyba byłam ;) Jako, że znowu zrobiło się o Gatsbym głośno za sprawą najnowszej ekranizacji z Leonardo DiCaprio, postanowiłam się z nim zapoznać. Z Jayem, nie z Leonardem ;) I ... no cóż, najwyraźniej trzeba było to przeczytać w młodości durnej i chmurnej, może wtedy by mi się spodobało.
Fabuła jest dość prosta - młody chłopak Jay Gatsby zakochał się w ślicznej Daisy. Problem stary jak świat - pochodzą z różnych światów, panna nie ma jednak wystarczającej odwagi, by zerwać ze swoim środowiskiem i żyć w biedzie, ale z miłością i nie stawia się na zaplanowaną ucieczkę. Zawiedziony chłopak wyrusza ... na wojnę (I światową), po czym zdobywa bogactwo nie do wyobrażenia, kupuje największą willę w Nowym Jorku i planuje olśnić dawną ukochaną i skłonić do wspólnego dalszego szczęśliwego życia. Ukochana została wszakże w międzyczasie żoną Toma i matką małej dziewczynki, ale to nie jest przecież żadną przeszkodą w dekadenckich czasach prohibicji, mafiozów i upadku moralnego rozczarowanego życiem pokolenia powojennego. Cała historia kończy się tragicznie, również dla męża Daisy i jego kochanki Myrtle. Kto chce, a nie czytał, niech sam pozna szczegóły.
I choć doceniam portret 'straconego pokolenia', niezwykle sugestywne opisy Nowego Jorku - to miasto "widać, słychać i czuć", czy dobrze skreślone postaci - to nie wciągnął mnie F. Scott Fitzgerald w tamten świat, dylematy bohaterów są mi obce, a całość przytłacza smutkiem.




Z kolei C. R. Zafon klasykiem oczywiście nie jest, ale kto wie - może kiedyś będzie? Ci, co czytają mojego bloga od jakiegoś czasu, wiedzą, że to jeden z moich ulubionych pisarzy. I sama się sobie dziwię, że tak długo wyczekałam z kupnem jego najnowszej powieści "Więzień nieba", ale okazało się, że to czekanie się opłacało. Przed Bożym Narodzeniem książka sprzedawana była z prezentem - w pakiecie był cieniutki tomik nowelki, opowiadania właściwie - "Książę Parnasu". A okazja do jego przeczytania trafiła się w hiszpańskiej edycji wyzwania Book-Trotter.
Tytułowy 'książę Parnasu' to Miguel de Cervantes. W 1616 roku jego szczątki doczesne spoczywają w Barcelonie, żegnane przez przyjaciela Antoniego de Sempere, kramarza książek, a także przez ...Andreasa Corellego. Jakie wydarzenia spowodowały, że tych dwóch mężczyzn spotkało się w takich okolicznościach? Wydarzenia sprzed ponad czterdziestu lat, gdy Sancho Fermin de la Torre przyprowadził do Semperego Miguela. Młody przyszły wielki pisarz przybył do Barcelony ze swą ukochaną Francescą, niestety ich wspólna droga była już naznaczona śmiercią. Cervantes prosi o wydanie drukiem jego opowieści "Poeta w piekle", od tego zależy bardzo wiele. O czym opowiada ta tragedia, w jaki sposób Miguel związał swój los z Corellim, co stało się z Don Kichotem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tym hołdzie dla wielkiego pisarza, którego dzieła przetrwały wieki. A tajemnicza historia związana z niepotwierdzoną informacją o istnieniu trzeciej części "Don Kichota", a także miejscem pochówku jego autora inspiruje jak widać pisarzy do dziś. Tak tylko dla formalności dodam - dla fanów Zafona pozycja obowiązkowa!

Na koniec refleksja - i sto, i czterysta lat temu, to był męski świat, mężczyźni nim rządzili, kobiety nie miały wiele do powiedzenia, były męską 'własnością'; ale zdarzali się mężczyźni, którzy dla nich gotowi byli poświęcić wiele, a może nawet prawie wszystko - czy jednak było warto? Czy ich życie nie wyglądałoby inaczej? Ale może ta miłość, choćby tylko na chwilę, dodała innej, wyższej wartości ich życiu?
poniedziałek, 29 lipca 2013, maniaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/07/29 20:26:47
Ja także nie poznałam się na Gatsbym z powodów podobnych do wymienionych przez Ciebie. Natomiast film z Leonardo obejrzałam z przyjemnością, ale to chyba zasługa Baz Luhrmanna, którego filmy po prostu lubię; tak obrzydliwe bogactwo i tak kiczowata sceneria wg mnie stanowi doskonałe spuentowanie książki o pokoleniu straconym, powierzchownym, pustym.
-
2013/07/29 20:33:01
Kochana Guciamal - nawet nie wiesz, ile mi sprawiasz tym komentarzem radości :) Ja filmu raczej nie obejrzę jednak (ze względu na awersję lekką do Leonardo), ale przyznam się po cichu, że "Moulin Rouge" nie widziałam (ale to akurat chętnie zobaczę :) )
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/07/30 19:03:38
Moulin Rouge polecam bardzo, jeśli nie masz z kolei awersji do N.Kidman. Ja się zakochałam w odtwórcy głównej roli :) - a jako kobieta wiekowa mogę się już do tego przyznać.
-
2013/07/30 19:55:02
A nie, akurat Nicole mi jakoś nie przeszkadza ;) , zwłaszcza w "Innych" i w "Australii", więc szansa jest wielka, że "Moulin Rouge" mi się spodoba - muszę poszukać :)))
Spis moli