|
czyli mania czytania i inne takie
poniedziałek, 16 listopada 2009
Julie & Julia. Rok niebezpiecznego gotowania - Julie Powell
Julie Powell to mężatka po trzydziestce, która będąc lekko sfrustrowana beznadziejną, małoproduktywną pracą, postanowiła zrobić coś ze swoim życiem i pod wpływem impulsu założyła bloga. Bloga, który miał być miejscem specjalnego projektu - realizacji 524 przepisów z książki kucharskiej "Doskonalenie francuskiej sztuki kulinarnej" autorstwa Julii Child w jeden rok. Czy jej się to uda - można sprawdzić czytając tą przezabawną, świeżą i lekką książkę. Sama Julie jest naprawdę fajną babką, taką normalną, mającą wszystkie babskie problemy, ale nie zmanierowaną, potrafi przeklnąć jak trzeba i nie zawsze jest miła jak nie ma humoru. Ważny aspekt to blogowanie oczywiście. Myśli i dylematy Julie są chyba bliskie każdemu, kto pisze bloga. Fajnie spojrzeć na to z boku, choć trochę szkoda, że nie każdemu z nas pisana taka kariera jak jej ;) Książka świetna na jesienne smutne i słotne wieczory - jeśli ktoś jeszcze nie czytał - zachęcam gorąco! P.S. filmu jeszcze nie widziałam... bardzo jestem ciekawa
sobota, 14 listopada 2009
Mama gulum - czekoladowe coś
Przepis na to "coś" pochodzi z książki "Dzieciaki do kuchni" Beaty Lipov i nie pytajcie mnie, co oznacza ta nazwa, bo ani ja nie wiem, ani nie zostało to w tej książeczce wyjaśnione. Co nie zmienia faktu, że jest to bardzo pyszne :) , a ponieważ o tej porze roku i w tej ciemnicy chętka na słodkości u mnie ogromna, to "coś" jest o tyle fajne, że bardzo szybko się je robi (chociaż trzeba bardzo uważać - bo duuużo kalorii !) Przepis oryginalny: pół kostki masła, Roztopić masło, wsypać cukier i kakao, rozpuścić całkowicie. Dodać mąkę, zamieszać, dodać mleko, zamieszać. Odstawić do ostygnięcia. Jeść. Ja jednak bym tego za często, zwłaszcza dzieciom nie dawała, ale znalazłam inne sposoby na wykorzystanie, np. jako polewę do pysznego ciasta czekoladowego (na które przepis przy następnej okazji) albo można do jeszcze gorącej dorzucić co tam się lubi: orzeszki ziemne, migdały, rodzynki -byle dużo, wymieszać i rozłożyć do wyschnięcia - bardzo prosta i smaczna przegryzka :)
środa, 11 listopada 2009
Szafranowe niebo - Lesley Lokko
Nadrabiam zaległości :) Najpierw przeczytałam debiut Lesley Lokko - "Świat u stóp" i bardzo mi się spodobała. Bardzo rozbudowana powieść, kilka głównych bohaterek, retrospekcje to coś, co lubię - takie "powieścidło" :) . Do tego w książce było jeszcze bardzo dużo ciekawych rzeczy o Afryce, kontynencie, który mnie fascynuje w jakiś sposób, o RPA i przemianach, jakie się tam dokonały (sławetne czasy "apartheidu"). Z dużą dozą zaufania sięgałam więc po następną. "Szafranowe niebo" opowiada o rodzinie miliardera Maxa Salla. Głównymi bohaterkami są córka Maxa Amber, nieślubna córka Paola, przyjaciółki Amber - Becky i Madeleine. Poznajemy różne koleje ich losów, na przestrzeni wielu lat i w wielu różnych miejscach. Jest sporo o Afryce, tym razem o Mali. Jest wielowątkowość, są retrospekcje, jest wielu bohaterów, ale ... tym razem jakoś mi się to nie podobało. Chyba to jednak zbyt dokładna kalka z poprzedniej powieści. I nawet wątek romansowy (który jest kompletnie inny od tego, co zapowiada opis na okładce - widać, że pisał to ktoś, kto nie czytał książki) kuleje i to bardzo. Ogólnie - nie polecam raczej, ale po pierwszą można sięgnąć, jest o wiele ciekawsza.
sobota, 31 października 2009
W tzw. niedoczasie
No właśnie, w tak zwanym niedoczasie ciągle jestem i dlatego zbiera mi się zaległości, oj zbiera :) Przeczytałam właśnie dwie książki do wyzwania peryferyjnego ( "Ja, Tituba, czarownica z Salem" Maryse Conde oraz "Kamienie przodków"), brak tu wciąż recenzji dawno przeczytanej "Szafranowe niebo", "Persepolis cz.1" oraz "Julie & Julia. Rok niebezpiecznego gotowania". A ponieważ teraz zastanawiam się, co następnego przeczytać, postanowiłam wziąć udział w losowaniu -wybieraniu u Anny. A co do kulinarnych książek, to mam dwa nowe nabytki: "Pszczółka Maja Gotujemy!" - praca zbiorowa z pomysłami dla dzieci oraz "Nigella Świątecznie" Nigelli Lawson, żebym się mogła powoli do świąt nastrajać :)))
czwartek, 22 października 2009
Bękarty wojny
Udało mi się pójść do kina na nowy film Quentina Tarantino. Nie wszystkie jego filmy widziałam. Oczywiście za klasykę uważam "Pulp Fiction", bardzo też podobała mi się "Jackie Brown". Jednak nawet chyba najzagorzalsi fani musieli się zdziwić tematyka, jaką podjął w swym najnowszym filmie, czyli II wojną światową. Film jest podzielony na pięć rozdziałów. Każdy z nich ma swoją dramaturgię, swoje tempo, swój klimat, kolorystykę. Powoli poznajemy głównych bohaterów: Shosannę, młodą Żydówkę, jedyną ocalałą z masakry swojej rodziny, prowadzącą później kino w Paryżu; zakochanego w niej niemieckiego bohatera narodowego Fredericka Zollera; grupę "bękartów wojny" - kilku Żydów, którzy z Ameryki przyjechali na wojnę, aby siać postrach wśród nazistów niecodziennymi metodami tortur i zabijania z dowodzącym nimi porucznikiem Aldo Raine na czele; esesmana Hansa Landę z wielkim zaangażowaniem, nie prymitywnym, ale wydelikaconym, traktującym swoją pracę jako szczególną misję ( wykład na ten temat dał w I rozdziale); angielskiego porucznika Archiego Hicoxa, który ma dokonać zamachu na Hitlera i agentkę pod przykrywką sławnej niemieckiej aktorki, Bridget Von Hammersmark, która ma mu w tym pomóc. Prędzej czy później, jak to u Tarantino, ich losy się splatają tworząc spójną całość. Jeśli chodzi o fabułę i o to, czy sposób ukazania wojny okiem Tarantino jest właściwy, dobry, czy się podoba, czy nie, to ... każdy musi sobie wyrobić własne zdanie. Bardzo trudno jest na te pytania odpowiedzieć. Natomiast to, na co ja chciałam zwrócić uwagę, to filmowa strona filmu. Jako dzieło kinematografii "Bękarty wojny" są wspaniałe. Wszystko jest absolutnie doskonałe jak dla mnie - scenografia, muzyka odpowiednio oddająca nastroje, kostiumy dobrane z wielką dbałością, sposób prowadzenia kamery, zdjęcia, obrazki, sposób narracji - perfekcja! Do tego świetna obsada - znakomity Christoph Waltz jako Niemiec Hans Landa, Brad Pitt jako Aldo Raine przywódca "bękartów", zjawiskowo piękna Diane Kruger jako agentka Bridget i mało znana Melanie Laurent jako Shosanna. Bardzo dobry jest zresztą także drugi plan - Til Schweiger, Michael Fassbender, Mike Myers, Daniel Bruhl, Eli Roth. A w epizodycznych rolach Gedeon Burkhard (komisarz Rex) i Ken Duken ( czyli Kuragin z najnowszej wersji "Wojny i pokoju"). Ale najlepsze chyba to są dialogi, w różnych konfiguracjach, w różnych miejscach, fantastyczne perełki, zwłaszcza kwestie Landy. Jest też wiele scen, które zapadają w pamięć i są wyjątkowo "malownicze. Polecam wszystkim - nawet jeśli nie będzie się podobał, to trzeba zobaczyć!
niedziela, 18 października 2009
Zawsze Prowansja - Peter Mayle
To moje drugie spotkanie z Prowansją w interpretacji Petera Mayle'a. I bardzo mi się ta interpretacja podoba:) Nie będę się za dużo rozpisywać - to trzeba przeczytać. Trzeba przeczytać, żeby w tych krótkich felietonach odnaleźć ciekawych ludzi, pokazanych z przymrużeniem oka, ale i wielką sympatią, ciekawe podejście do życia, takie typowo "południowe", gdzie zawsze jest czas na wszystko, a przede wszystkim na życie. Gdzie można znaleźć absolutnie fantastyczne gawędy o jedzeniu, o kulturze jedzenia ( i przezabawną historię o psie, który tropił trufle ;) ), o tym, jak ludzie do jedzenia mają szacunek, o którym zapominamy w zabieganiu. Dla tych, którzy lubią Francję ( jak ja - zakochana we Francji i francuskim po wsze czasy) - pozycja obowiązkowa, dla pozostałych jak najbardziej lektura uzupełniająca :)
sobota, 10 października 2009
Zielony trabant - Katarzyna Stachowicz- Gacek, Agnieszka Szczepańska
I ostatnia przeczytana w ramach Kolorowego wyzwania książka ( co nie oznacza oczywiście, że kolory nie wrócą :) ), przeczytana w zasadzie rzutem na taśmę w ostatnim tygodniu trwania wyzwania. Dwie przyjaciółki zaczynają kolejny etap swojego życia w odziedziczonym przez jedną z nich podmiejskim hotelu. Słowo "hotel" to zresztą trochę na wyrost. Borykają się z wieloma problemami - od niewiernego męża, niepokornej kierowniczki przez brak kucharza - do ... gangsterów. Wszystko podane w takiej dość luźnej formie, dość humorystycznie, choć pod koniec już tak wesoło nie jest. Przemiana głównej bohaterki Lilki - z zahukanej żony spełniającej wszystkie plany i zamiary męża, a wcześniej toksycznej matki, w bizneswoman prowadzącą hotel wypada trochę mało wiarygodnie. Miejscami czyta się naprawdę fajnie, miejscami niestety czuć jakieś nierówności. To, co mi się podobało, to że czytałam o miejscach, które trochę znam ( bardzo lubię, kiedy w książkach trafi mi się miejsce, w którym mieszkałam lub choćby przez dzień byłam). Ogólnie - na pewno nie jest to książka, do której jeszcze kiedyś wrócę, bardziej taka na raz, ale na jesienny wieczór będzie całkiem akurat. Boże Narodzenie w Lost River (A Redbird Christmas) - Fannie Flagg
Książka, którą z wielką przyjemnością zaliczam do Kolorowego wyzwania. Miała poczekać na czas przedświąteczny, ale nie doczekała :) Dodatkowo, czytając ją miałam wyrzuty sumienia, że zamiast czegoś "kolorowego", czytam coś innego - ale gdy na koniec zauważyłam tytuł oryginalny - uśmiechnęłam się od razu :) Oś fabuły stanowią losy starszego, rozwiedzionego mężczyzny, który z powodu ciężkiej choroby zmienia otoczenie i przeprowadza się do małego miasteczka w Alabamie. Tam zostaje wciągnięty w różne lokalne działalności przez dość przedsiębiorcze miejscowe panie :) Żeby za dużo nie zdradzić, napiszę tylko, że główne role grają jeszcze pewna mała, doświadczona gorzko przez los dziewczynka i pewien mały ciałem, ale wielki duchem ptaszek (tytułowy Redbird zresztą :) ) z rodziny kardynałów. Tak naprawdę fabuła nie jest najważniejsza w książkach Fannie Flagg - ja je po prostu smakuję - powoli, z rozmysłem chłonąc leniwą atmosferę małych miasteczek z południowych stanów. Jakie to szczęście, że przeczytałam dopiero dwie! Wyniki urodzinowego losowania
Karteczki z nickami zostały uroczyście wrzucone do maszyny losującej, w obecności komisji ( mój mąż) - mój synek wylosował osobę, do której w poniedziałek zostanie wysłana książka. Ta osoba to Katja127 - proszę o podanie adresu do wysyłki na maila gazetowego. Oczywiście dane nie będą w żaden sposób przetwarzane itp. :)
niedziela, 04 października 2009
Pierwsze urodziny i ...urodzinowe candy
Dziś właśnie mija rok od mojego pierwszego wpisu. Dużo się przez ten rok zmieniło - przede wszystkim sam blog ewoluował. Gdy zaczynałam go pisać, nosił tytuł "Przemiany" i służyć miał głównie uporządkowaniu chaosu w moim życiu, domu i głowie, miał być świadkiem moich przemian. Tymczasem blog zaczął żyć własnym życiem i wpisy najczęściej mówiły o tym, co naprawdę kocham i lubię, o tym, od czego nazwę wziął mój nick gazetowy, czyli o książkach i moim dla nich uwielbieniu. Tym samym musiałam zmienić nazwę :) Ale żeby nie było - trochę się i u mnie w życiu pozablogowym poprawiło, polepszyło, bardziej panuję nad chaosem :) i powoli zaczynam zbierać odwagę na następne zmiany i spełnianie swoich marzeń - trzymajcie kciuki - to moje urodzinowe życzenie - obym za rok mogła napisać, że się spełniło :) A na koniec - mój prezent - oczywiście książka: Katherine Scholes - "Kamienny anioł" Opowieść o trudnych powrotach, wybaczeniu, miłości w różnych odmianach. Katherine Scholes to autorka książki dla mnie jednej z najlepszych przeczytanych w życiu - "Królowa deszczu". Chętnych na książkę, proszę o wpis w komentarzach, jeśli chcecie i/ lub możecie - dajcie notkę u siebie. Losowanie - powiedzmy w sobotę. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
1a. 2009
1b. 2008 - niepełny
1c. Książkowe - blogi
1d. Książkowe - różne
2a. Wyzwanie - Kolorowe czytanie
2b .Wyzwanie - Literatura na peryferiach
2c. Wyzwanie - Projekt Nobliści
2d. Wyzwanie - Podróże w czasie
Czas wolny
Domowe inspiracje
Filmy
Inspiracje kulinarne
Przepisy różne, osobiście przeze mnie wypróbowane
Ulubione
|