czyli mania czytania i inne takie
niedziela, 18 marca 2012
Dziewczynka, która widziała zbyt wiele - Małgorzata Warda



Jest sobie rodzeństwo - Ania i Aaron. Bardzo zżyte, mogące polegać tylko na sobie. Aaron jest starszy, jest więc również bardziej opiekuńczy, troskliwy, próbuje ratować Anię i siebie przed złem. Ich ojciec nie żyje, Ania go nawet nie znała, matka od czasu śmierci ojca jest właściwie "nieobecna", nieustannie w depresji. Rodzeństwem od czasu do czasu zajmuje się siostra ojca, Gabi.

Książka zaczyna się od "trzęsienia ziemi" - Ania składa doniesienie na policję oskarżając Aarona o ... gwałt, a potem napięcie tylko rośnie. Stopniowo, z urywków wspomnień Ani, Aarona, sprzed lat, ale i sprzed kilku miesięcy poznajemy ich niełatwą historię, poznajemy historię przemocy, która dotknęła głównie Aarona. Co takiego więc się stało? Dlaczego Ania poszła na policję? Czy Aaron mógł skrzywdzić siostrę?

Autorka w bardzo delikatny i wyważony sposób prowadzi swoich bohaterów. Opisując jedynie strzępki jakichś wydarzeń pozwala nam budować własne obrazy tego, co się stało. Porusza kilka ważnych kwestii związanych z przemocą, tzw. domową. Dlaczego niektóre osoby mają do niej skłonności? Czy chodzi o chęć dominacji, a może o coś innego? Czy inne osoby, mieszkające razem z katem lub z ofiarą mogą się nie zorientować, czy raczej wybierają wyparcie tego ze świadomości? Jak i czy w ogóle można pomóc dzieciom dotkniętym przemocą, jeśli one same tej pomocy nie chcą lub nie potrafią o nią poprosić? To bardzo trudne pytania, a odpowiedzi nikt nam nie poda, te pytania pozostają z nami, do przemyślenia, zastanowienia, może małego rachunku sumienia?

Książka jest naprawdę świetnie napisana. Achronologiczna akcja sprawiła, że nie mogłam się wprost oderwać od tej, niezbyt przecież przyjemnej, lektury. Czyta się ją naprawdę lekko i szybko, również dzięki prostemu, nieudziwnionemu językowi oraz zapadającym w serce bohaterom. Na duży plus również przedstawienie świata widzianego oczami nastolatków.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na dwie rzeczy, które w recenzjach najczęściej są pomijane lub opisane w sposób, z którym się nie zgadzam.
Niektórzy nie zgadzają się z tytułem, twierdząc, że to przecież bardziej o Aarona tu chodzi. Ja się z tym nie zgadzam absolutnie. Tytuł jest idealnie trafiony. To właśnie Ania ma w sobie odpowiednią kombinację cech, które, co prawda po czasie, pozwolą jej dokonać niezwykłego czynu. To o nią chodzi Aaronowi, to ją próbuje chronić, to ona wreszcie była świadkiem przemocy, choć dużo czasu zajęło jej uświadomienie sobie tego. To o jej stopniowym dojrzewaniu do prawdy jest ta powieść. To właśnie Ania widziała zbyt wiele i to ona musiała położyć temu kres. Skąd znalazła w sobie siłę?
Druga rzecz to Gabi. Wiele osób pisze, że najbardziej zaciekawiła ich jako postać, jako osoba, która pozwalała swojemu chłopakowi znęcać się nad Aaronem, jako osoba, która powinna była być tą silną i tą, która powie stop. Co nią kierowało, dlaczego tak postąpiła? Dlaczego nie doniosła na policję? Dla mnie odpowiedź jest prosta - to ona była przyczyną i całym motorem tego, co się później stało. Musiała pewnie bać się również konsekwencji tego, co sama zrobiła, jak sama zapoczątkowała molestowanie. Kompletnie nie mam dla niej żadnej wyrozumiałości. Dla matki zresztą ciężko też wykrzesać jakieś współczucie, niemniej jednak istnieje wiele okoliczności, które w jakimś stopniu mogą ją usprawiedliwić, czy może wytłumaczyć.

Nie będę się dużo więcej rozwodzić - sprawdźcie sami. Mnie się podobało, aczkolwiek wzbudziło też trochę mieszane uczucia. Zabrakło mi rozwinięcia pewnych wątków, zwłaszcza tego z ojcem rodzeństwa. Niemniej jednak polecam bardzo i myślę, że autorkę trzeba koniecznie dodać do listy obserwowanych - obiecujących.


Książka z wydawnictwa

wtorek, 13 marca 2012
Nie jestem seryjnym mordercą - Dan Wells


Kryminał o nastolatku, ale czy na pewno dla nastolatków? "Nie jestem seryjnym mordercą" to pierwsza część trylogii Dana Wellsa o młodocianym socjopacie z Clayton, niewielkiej mieściny, gdzieś w USA. Muszę przyznać, że nawet przez chwilę się zastanawiałam, czy na pewno dobrze robię czytając ją, to, gdy już zaczęłam, łatwo wciągnęłam się w świat Johna Cleavera. I nawet element "fantastyczny" (których zazwyczaj nie lubię w książkach, poza może wampirami czasami ;) ) nie zepsuł mi przyjemności z lektury.

John Wayne Cleaver ma 15 lat. Mieszka z mamą w domu, w którym mieści się również zakład pogrzebowy prowadzony przez jego mamę i jej siostrę bliźniaczkę. John ma jeszcze siostrę, ale stosunki rodzinne są u nich dość "powikłane", ojciec pojawia się tylko raz, gdy przysyła paczkę na święta i niestety nie zdaje egzaminu na ojca roku. John chodzi do liceum i oprócz problemów rodzinnych ma tez kłopoty z nawiązaniem więzi z rówieśnikami - przyjacielem (czy na pewno?) Maxem czy sąsiadką Brooke.
Od kilku lat John ma bowiem nietypowe hobby - interesuje się seryjnymi mordercami, wie na ich temat niemal wszystko. Analizując ich wspólne cechy dochodzi do wniosku, że sam jest jednym z nich. Ponieważ jednak nie chce mordować, opracowuje sobie cały system różnych zasad, które pomagają utrzymać w ryzach jego drugie ja - Pana Potwora.
Niespodziewanie małą mieściną wstrząsa seria bardzo brutalnych i dziwnych morderstw. Kto za nimi stoi? Dlaczego morderca (powtórzenia są celowe - John uważa, że jest ogromna różnica między zabójcą a mordercą) zabiera niektóre części ciała? Dlaczego tylko John będzie mógł go powstrzymać? I najważniejsze, czy mu się to uda? Tego musicie dowiedzieć się z książki!

Jak już napisałam wcześniej książka bardzo mnie wciągnęła. Główna zasługa to świetnie nakreślony bohater - wyrazisty, wbrew swojej socjopatycznej naturze wzbudzający sympatię. Podobało mi się też bardzo podejście do niego jego matki - przechodzącej przez różne etapy - zagubienia, niezrozumienia, nieufności, akceptacji, doceniania, troski. Zresztą w ogóle relacje międzyludzkie są nakreślone ciekawie, takimi drobnymi słowami, jakimś krótkim opisem, urwanym dialogiem.
Poza tą całą sferą "Johnową" jest to też kryminał, a rozwiązywanie zagadek kryminalnych potrafi wciągnąć. I choć w tym przypadku nie musimy odgadywać, kto jest mordercą, to i tak, z wypiekami niemal, śledzimy akcję.

Język powieści jest dynamiczny, krótkie rozdziały, ciekawe dialogi. Widać, że autor bardzo solidnie przygotował się do pracy, co szczególnie da się zauważyć np. w opisach pracy w zakładzie pogrzebowym. Na okładce książki pojawia się napis "uwaga! drastyczne sceny" i ja też ostrzegam - takie są. Nie wywarły jednak one na mnie aż takiego wrażenia, żebym miała nie spać po nocach ;)

Polecam nie tylko nastolatkom (choć w tym przypadku, to raczej tym starszym), a sama jestem w trakcie czytania drugiej części i znów szybko wsiąkłam w klimat Clayton :)


Książka z wydawnictwa
 

19:05, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
środa, 07 marca 2012
Trucicielka - Eric - Emmanuel Schmitt


Sprawdziłam najpierw, jak długo trwał mój Schmittoodwyk - ostatnią recenzję zamieściłam 23 listopada 2010r. - wytrzymałam dłużej niż rok. Wracałam z zainteresowaniem, tym większym, że ten niewielki tomik, zawierający cztery opowiadania, otrzymał w 2010 nagrodę Goncourtów.

Najbardziej podobało mi się opowiadanie drugie - "Powrót". Mężczyzna, marynarz dowiaduje się na morzu, że stracił córkę, niestety w informacji zabrakło imienia, co było o tyle istotne, że miał on córek cztery. O którą chodziło? Której byłoby mu najbardziej żal, a której utrata byłaby mu obojętna? Czy był / jest dobrym ojcem, co wie o swoich córkach? Czy coś jeszcze można naprawić?

Bardzo interesujący był pomysł na trzecie opowiadanie "Koncert Pamięci anioła" - dwóch rywali, tragiczne wydarzenie, później całkowita odmiana losów. Pomysł był świetny, jednak to, co się wydarzyło pod koniec oraz przemiana bohaterów - niezbyt wiarygodne.

Podobnie, jak przemiana bohaterki ostatniego opowiadania - "Elizejska miłość" - nie uwierzyłam w nią, w tą ohydną cukierkowatość zakończenia. A też się dobrze zapowiadało - pierwsza dama Francji ma dość plastikowego wizerunku swojego małżeństwa, zaczyna dziwną walkę o powrót do prawdy ... i tu mogło się skończyć, ale autor postanowił wpisać w to dramat i cudowną odmianę.

Dlatego tym lepiej wypada tytułowa "Trucicielka" (z pierwszego opowiadania) - jej metamorfoza, choć wydaje się szczera, pod wpływem pewnej informacji nie dochodzi jednak do końca - i to jest bardziej prawdziwe. Starsza kobieta, otoczona legendą, miejscowa "atrakcja turystyczna", zabiła swoich mężów i kochanka. Zabiła czy nie? Dlaczego nagle próbowała odwrócić swoje życie? Co wydarzyło się między nią i młodym nowym księdzem?

Wszystkie historie łączą dwie rzeczy - obsesja oraz postać świętej Rity - od spraw trudnych i beznadziejnych. Czy można żyć z obsesją i jej nie ulec? Czy raczej jest to sprawa beznadziejna? Przekonajcie się sami, jakich odpowiedzi udziela autor.

Mnie nie przekonał do siebie ponownie, więc raczej znów będzie długa przerwa. Cóż, być może nie jestem czytelnikiem z talentem, jak chciałby Eric Emmanuel Schmitt. Tak, tak, takie "złote myśli" znaleźć można w dołączonych na końcu fragmentach dziennika pisarza - dla mnie zbiorze przedziwnych rzeczy, ukazywaniu wyższości opowiadań, a właściwie ich twórców nad tymi, którzy piszą powieści (jak choćby we fragmencie o spotkaniu autorskim w Ameryce, gdzie pisarze czytali swoje teksty, ale Schmitt miała wrażenie, że "to nieudolna kuchnia, że żywi, ale nie syci. (...) Łatwo więc mi było wejść na podium z kompletnym opowiadaniem i czytając je, zadowolić publiczność" * ) i tym podobnych wynurzeń. Dla mnie ta część tylko pogłębiła moją rosnącą niechęć do niego. O sztampowości, o pisaniu banałów w wyrafinowany sposób już pisałam - odrobił lekcję z P. Coelho, bo mało kto się tego czepia. Mnie razi coraz bardziej jako "aspirujący mentor".

Tym, co lubią Schmitta, pewnie i tak polecać nie muszę, inni niech się sami przekonają!

Za możliwość przeczytania "Trucicielki" dziękuję mojej koleżance J., od której pożyczam wszystkie "Schmitty" i z którą mogę na jego ( i nie tylko) temat dyskutować długo i namiętnie, dziękując jej za to, że chociaż często się nie zgadzamy, to kłócimy się "merytorycznie" próbując zrozumieć argumenty drugiej strony - takie dyskusje to ja lubię :)


* cytat - Eric- Emmanuel Schmitt "Trucicielka", str. 230, wyd. Znak, 2011

Książkę zaliczam do wyzwań: Francuska Kawiarenka Literacka (etap III - Laureaci Nagrody Goncourt) i Pod skrzydłami aniołów.
sobota, 03 marca 2012
Strajk na Boże Narodzenie - Sheila Roberts


Kto powiedział, że o Bożym Narodzeniu można tylko w grudniu? Oczywiście nikt, a gdyby nawet, to kto by się tym przejmował :)

Czas przed Bożym Narodzeniem to u nas okres wzmożonej pracy, biegania za prezentami, szykowania potraw na świąteczne stoły itp. Ale to i tak nic w porównaniu do tego, co dzieje się w krajach z kręgu anglosaskiego, tam to już istne szaleństwo - wysyłanie kartek świątecznych (nie żadnych tam smsów czy maili), dekorowanie całego domu (nie tylko choinka, jeszcze musi być szopka, wieniec adwentowy, kalendarz adwentowy, lampki, światełka - obłęd!), przyjęcia przedświąteczne dla znajomych, rodziny, sąsiadów, coroczne zdjęcia pociech z Mikołajem, jasełka w szkole, kościele - zwariować można! A przecież trzeba jeszcze iść do pracy. Nic dziwnego więc, że pewnego dnia mieszkanki małego miasteczka wymyśliły strajk!

Choć akurat jedna z pomysłodawczyń, Joy, miała trochę inną motywację - jej mąż nie za bardzo lubił takie rozbuchane żywiołowe świętowanie, pomyślała więc, że jeśli będzie mógł spędzić Boże Narodzenie na swój sposób, dostrzeże i zatęskni za urokami wspólnego rodzinnego hałaśliwego celebrowania.

Wieści szybko rozchodzą się po mieście - głównie dzięki lokalnej gazecie i zaczyna się prawdziwa przedświąteczna gorączka.

Jak odnajdą się mężowie w nowej dla nich często sytuacji? Czy mąż Joy przestanie być "Grinchem"? Czy strajk odniesie zamierzony sukces? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ja na chwilę znów poczułam wspaniałą świąteczną atmosferę, uśmiałam się w niektórych momentach serdecznie (jeden z mężów stwierdził, że te wszystkie przygotowania to pestka, nie wiedział, co mówi - jego próby załatwiania spraw ze świątecznej listy są najzabawniejszymi scenami), ale i wzruszyłam również.
Do tego Sheila Roberts w dość wyważony sposób, bez nachalnego dydaktyzmu pokazuje, co jest najważniejsze w tym czasie. I bardzo spodobał mi się wątek Joy i jej męża - czy zawsze musimy próbować na siłę zmienić partnera tak, aby spełniał nasze oczekiwania?

Małym dodatkiem są liczne nawiązania do bożonarodzeniowych filmów, powieści i piosenek - wyjaśnione w przypisach - można dowiedzieć się więcej o amerykańskich zwyczajach.

Jeśli nie udało Wam się przeczytać tej książki przed ubiegłorocznymi świętami, przeczytajcie ją koniecznie w tym roku, gdy będziecie chcieli poczuć jedyną i niepowtarzalną atmosferę w roku - atmosferę świąt Bożego Narodzenia!



Książka otrzymana od wydawnictwa Świat Książki.
środa, 29 lutego 2012
Pałac lodowy - Tarjei Vesaas


Książka przeczytana w ramach klubu dyskusyjnego na blogu Czytanki.anki. Wzięłam w nim udział pierwszy raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni :)

"Pałac lodowy" to dość krótka książeczka, ale nie dałam rady szybko jej przeczytać. Moje pierwsze odczucia były raczej nieprzychylne, to było bardziej rozczarowanie. Teraz, po dyskusji i kilku przemyśleniach, zaczęłam ją doceniać, ale raczej nie będzie należała do moich ulubionych.

Siss i Unn - dwie koleżanki z klasy, dwie jedenastolatki. Bardzo się różnią - Siss jest duszą towarzystwa, najpopularniejszą koleżanką, mieszka z rodzicami; Unn stoi zawsze na uboczu, jest nieśmiała czy harda?, o jej rodzicach wiemy niewiele, po śmierci mamy zamieszkała z ciotką i jest nowa w szkole. Pewnego dnia Unn zaprosi Siss do siebie, a to spotkanie spowoduje w niewielkiej społeczności duże zmiany.
Wielką rolę odgrywa tu przyroda z naprawdę fascynującymi opisami, przede wszystkim tytułowego pałacu lodowego, czyli zamarzniętego wodospadu. Sami jesteśmy pod wielkim jego urokiem i mamy ochotę wślizgnąć się do jednej z jego komnat, gdy czytamy o tych przebłyskach, odbiciach, lśnieniach i kolorach lodu.

Jak napisała w dyskusji jedna z uczestniczek, Iza, w tej książeczce wszystko jest właściwie pozostawione do interpretacji czytelnika, mogło być tak albo zupełnie inaczej. Autor nie podaje odpowiedzi, podrzuca tylko tropy. Co zaszło między dziewczynkami w pokoju Unn? Jaką tajemnicę Unn skrywała? Czy w ogóle jakąś miała?

Tym, co na pewno można zapisać na plus to atmosfera, pełna chłodu (akcja toczy się zimą gdzieś w Skandynawii), mrozu, napięcia i tajemnicy, a także świetnie poprowadzona bohaterka - Siss. Jej myśli, uczucia, sposób myślenia, reagowania, poszczególne etapy godzenia się z losem - doskonałe. Zabrakło jednak przez to miejsca na inne postaci, zwłaszcza rodzice są bardzo odsunięci na bok.

Podsumowując, dla mnie to jest opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu, wkraczaniu do "lodowego pałacu", jakim jest świat dorosłych - nęcący, kuszący mirażami, ale kryjący wiele niebezpieczeństw. Zdecydowanie książka o dzieciach dla dorosłych. W dyskusji byłyśmy proszone o podanie tytułów innych takich powieści - ja poleciłam "Co widziały wrony" :) , które pozostają niedoścignionym wzorcem.

Aniu - dziękuję za możliwość wzięcia udziału w dyskusji - ciekawe doświadczenie :)
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
0. Email
0. Wyzwania prowadzone przeze mnie
1a. Przeczytane
1b. 2012
1c. 2011
1g. Książkowe - blogi
1h. Książkowe - różne
2a. Stosikowe losowanie u Anny
2b. Wyzwanie - Projekt Nobliści
2c. Rosja w literaturze
2d. Francuska Kawiarenka Literacka
2e. Wyzwanie - Od zmierzchu do świtu
2f. Wyzwanie - Nagrody literackie
2g. Wyzwanie - Bracie, siostro, rodzino
2h. Wyzwanie - Amerykańskie Południe w literaturze
2i. Wyzwanie - Kraje nordyckie
2j. Wyzwanie - Literatura na peryferiach
2k. Wyzwanie - Kolorowe czytanie
2l. Wyzwanie - Podróże w czasie
Czas wolny
Domowe inspiracje
Filmy
Przepisy różne, osobiście przeze mnie wypróbowane
Ulubione
Ze szczególną rekomendacją
Tagi
Spis moli