czyli mania czytania i inne takie
sobota, 21 kwietnia 2018
Charlie, Ania i babcia, czyli ... hurtownia książek dla dzieci
Jako że pierwszą przeczytaną przeze mnie w tym roku książką była książka dla dzieci, pierwszy wpis od bardzo dawna poświęcę kilku takim pozycjom - może wybierzecie którąś z nich na prezent dla znajomego dziecka? W końcu niedługo Dzień Dziecka :)

 

Na początek Roald Dahl i Charlie Bucket, którego znają chyba wszyscy. A przynajmniej pierwszą część jego przygód, która jest również lekturą szkolną (a do tego została sfilmowana, nowsza wersja z J. Deppem jest świetna!). Młodziutki Charlie wygrywa jeden z pięciu złotych biletów, które uprawniają do wizyty w fabryce czekolady pana Willy'ego Wonki. Potem jest oczywiście opisana cała ta wizyta, ale tu już oszczędzę Wam szczegółów, bo lepiej o nich poczytać. Myślę jednak, że niewiele osób wie, co się działo dalej, już po tym, gdy to Charlie został jedynym wybrańcem. O tym w drugiej części, w czasie której rodzina Charliego i pan Wonka podróżuje szaloną szklaną windą po ... kosmosie ;)
Cóż mogę więcej napisać - wyobraźnia Dahla jest niesamowita, jego poczucie humoru dość specyficzne, podejście do wielu rzeczy również dość pokrętne, aczkolwiek bardzo często się z nim zgadzam :) Do tego to, co mnie bardzo urzeka w jego książkach, to łamanie norm językowych, zabawa językiem, gry słów (wielkie uznanie dla tłumacza - pani Magdaleny Heydel). I tylko żal, że już się nie dowiemy, jak Charlie zarządzał fabryką i jak się skończyło spotkanie w Białym Domu. 



Książka - powrót do jednej z ukochanych lektur z dzieciństwa. Od pierwszej klasy, gdy mama zapisała mnie do biblioteki publicznej (dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego), ta książka na zmianę z "Jednorożcem" była w stałym zestawie wypożyczanych - tzn. wypożyczałam po 4-5 książek i zawsze w tym zestawie była któraś z tych dwóch na zmianę :)

Bardzo fajnie było do niej wrócić i odkryć, że miała na mnie duży wpływ, co widzę teraz. A w czym? W podejściu do dzieci - to jest naprawdę niesamowite i fantastyczne uczucie dokonywać takich odkryć (niedawno miałam tak też z Anią z Zielonego Wzgórza).

To historia małego chłopca, który tęskni za tym, żeby mieć babcię i ją ... wymyśla oraz historia pewnej babci, której bardzo przyda się towarzystwo i pomocna dłoń :)


   


A skoro wyżej wspomniałam o Ani, to na koniec trzy pierwsze części, które przeczytałam w ramach powtórki (kolejne niedługo). Ponieważ prawie wszyscy znają fabułę, to tylko króciutko - pierwszy tom to historia młodziutkiej sieroty, która przypadkiem, przez pomyłkę trafia na Zielone Wzgórze do domu starszego rodzeństwa Mateusza i Maryli. W drugiej części Ania próbuje swoich sił jako nauczycielka w szkole w Avonlea, mierząc się dodatkowo z wyzwaniem wychowania dwójki bliźniaków Toli oraz Tadzia (który jest moją ulubioną postacią w tej opowieści), a w trzecim studiuje na wymarzonym uniwersytecie, gdzie przeżywa przede wszystkim różne zawirowania  miłosne :)

To mój sentymentalny powrót po latach bardzo wielu. Dostrzegłam w pierwszej części wiele prostych i mądrych rzeczy, które chyba mnie jakoś ukształtowały, choć nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, zwłaszcza jako rodzica. Natomiast doceniam teraz ogromnie jak wspaniale udało się Lucy Maud Montgomery w "Ani na uniwersytecie" pokazać dziewczęta na progu dorosłości, już nie dzieci, a przecież jeszcze nie do końca dojrzałe kobiety ...

Wszystkie trzy i kolejne części oraz pozostałe wyżej wymienione polecam z czystym sumieniem!
niedziela, 01 czerwca 2014
Harry Potter i kamień filozoficzny - Joanne K. Rowling
Z okazji Dnia Dziecka dla wszystkich dzieci, małych i tych większych, i tych całkiem już dużych - wszystkiego wymarzonego :)

No i nie może w dniu dzisiejszym na blogu pojawić się inna książka niż z literatury dziecięcej. Jak stali czytelnicy wiedzą, Młody Czytelnik jakiś czas temu rozpoczął swoją przygodę z Harrym (nadal jest przy piątym tomie - ładna pogoda trochę go od czytania odciąga, ale mi to nie przeszkadza, bo mimo wielkiej miłości do słowa pisanego, uważam, że rower i przebywanie na świeżym powietrzu jest w tym wieku lepsze od komputera, telewizora i książek ;) ). A ponieważ ma podobny charakter do mnie i lubi dzielić się wrażeniami, postanowiłam, że też podejmę rękawicę i przeczytam. Na razie za mną tom pierwszy i o nim właśnie poniżej.



Może na początek napiszę, że nie dziwię się temu szałowi Potterowemu. Książka jest świetnie napisana już od samego początku. Każdy prawie rozdział kończy się 'cliffhangerem', więc jak tu odłożyć lekturę?
Fabułę pewnie wielu z Was zna (bo mam wrażenie, że chyba jestem ostatnią osobą, która nie zna tej serii), więc w skrócie wielkim - Harry Potter jest sobie zwykłym chłopcem, może trochę bardziej nieszczęśliwym niż inni, bo wychowywanym przez niezbyt mu przychylną rodzinę matki. Jego rodzice nie żyją, ale ich śmierć owiana jest mgłą tajemnicy. I nagle przychodzą 11 urodziny chłopca, a wraz z nimi list z zaproszeniem do szkoły magii i czarodziejstwa zwanej Hogwartem. I wtedy się zaczyna ;) Poznawanie czarodziejskiego dziedzictwa Harry'ego, poznawanie akademii czarów (ech, któż nie chciałby chodzić do takiej szkoły?), poznawanie dziwnych profesorów, magicznych stworzeń i innych dziwów. Wraz z Harrym przeżywamy naukę latania na miotle, pierwsze przyjaźnie, problemy z nauczycielami, kolegami, odkrywamy tajemnice jego pochodzenia, a także ten największy i najpilniej strzeżony sekret ukryty na 3 piętrze. Czym jest kamień filozoficzny? Dlaczego nie powinien dostać się w niepowołane ręce? Kto zagraża Harry'emu? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w pierwszym tomie.

Muszę przyznać, że na początku trudno mi się to czytało - wprowadzenie w świat Hogwartu trwało zdecydowanie za długo, choć oczywiście zrozumiałe jest, że i ten świat, i reguły nim rządzące musiały zostać wyjaśnione - ale w pewnym momencie, jak mnie wreszcie wciągnęło!, to już poszło :) Wielkim plusem książki są wyraziste, charakterne postaci; na pochwałę zasługuje przedstawienie przyjaźni, lojalności i poświęcenia dla innych. A wszystko doprawione oczywiście humorem. Na koniec więc dwa ulubione fragmenty Młodego Czytelnika, dotyczące rodziny najlepszego przyjaciela Harry'ego - Rona Wesley'a :) :

"- A teraz wy dwaj ... w tym roku macie mi się zachowywać przyzwoicie. Jak dostanę choćby jedną sowę z wiadomością, że ... wysadziliście w powietrze toaletę albo ...
- Toaletę w powietrze? Nigdy nie wysadziliśmy żadnej toalety.
- Ale to wspaniały pomysł. Dzięki, mamo."
(...)
"Szybko! - zawołała matka i trzej chłopcy wsiedli do wagonu. Wychylili się przez okno, nadstawiając policzki do pocałowania, a dziewczynka zaczęła płakać.
- Nie płacz, Ginny, wyślemy ci mnóstwo sów.
- Przyślemy ci sedes z Hogwartu.
- George!
- Tylko żartuję, mamo."


cyt.:
"Harry Potter i kamień filozoficzny" J. K. Rowling, wyd. Media Rodzina, 2000r., str. 104-106
niedziela, 03 marca 2013
Puc, Bursztyn i goście - Jan Grabowski


Dziś, w kolejnym odcinku wspólnych międzypokoleniowych 'czytanek' przenosimy się w czasie. Ta książeczka była moją lekturą szkolną w drugiej klasie, dziś jest nią nadal, ale pojawia się w klasie trzeciej (co nie zniechęciło Młodego Czytelnika przed wzięciem jej ze szkolnej biblioteki).

To, co pamiętałam ze szkolnych lat, to zarys fabuły. Do dwóch psiaków wiejskich przyjeżdżają goście z miasta i niezbyt dobrze te miejskie pieseczki sobie radzą. Ot, tyle. Ciekawa byłam bardzo, jak też spodoba się to dzisiejszemu 'targetowi'.

Ku mojemu małemu zaskoczeniu okazało się, że Puc i Bursztyn nie do końca mieszkały na wsi, raczej we dworku pod niedużym miasteczkiem, do którego swobodnie sobie biegały, by na rynku powymieniać ploteczki z miejscowymi psami. W gości przyjechała krewna właścicieli z dwoma psami - Mikado i Tjuzdejem. I, o ile Tjuzdej przejawiał wyłącznie zdegustowanie, Mikado ciekawsze o wiele życie "prowincjonalne" bardzo przypadło do gustu. Jeszcze bardziej panna Krysia, która, nie wahając się ani chwili i narażając własne zdrowie, uratowała Mika z ... A nie, nie zdradzę, ciekawa jestem, czy pamiętacie? :)

Młodemu Czytelnikowi, ta prosta przecież i niezbyt zawiła fabularnie, historyjka bardzo się spodobała. I nie przeszkadzało mu wcale ani słownictwo, które niekoniecznie dziś występuje powszechnie, ani przestarzałe niekiedy przedmioty czy zwyczaje (książka została pierwszy raz wydana w 1933r. jak podaje Wikipedia, w naszym egzemplarzu bibliotecznym wzmianka o prawach autorskich pochodzi z 1946r.). Niezwykle emocjonująco podchodził do losów piesków przeżywając ich przygody - śmiał się w głos, gdy było wesoło, zamierał ze strachu, gdy było strasznie, kręciły mu się łzy w oczach, gdy było smutno. Czyż trzeba czegoś jeszcze od dobrej lektury?

A tu mamy jeszcze coś, na co kompletnie nie zwróciłam uwagi jako dziecko. Jan Grabowski przepięknie i z ogromnym szacunkiem i miłością pisze o zwierzętach (te wszystkie zdrobnienia - Pucunio, Bursztyńsio :)) - to rzadko spotykane! Do tego wykazuje dogłębną znajomość zwierzęcej psychiki, zachowań - widać, że musiał mieć z nimi styczność i że je kochał. I, jak mało o nim wiemy, jak mało jego książek czytamy, a przecież to, jak na tamte czasy, był człowiek wielu talentów - uczył matematyki (był autorem podręczników), studiował historię sztuki, pisał monografie zabytków, przewodniki po Warmii i Mazurach. Ale najwięcej serca poświęcał podobno pisaniu książek dla dzieci - i to się czuje!

Warto wrócić od czasu do czasu do lektur szkolnych - a może i tam odnajdziemy po latach perełki?
niedziela, 27 stycznia 2013
Czytane wspólnie - Janosch kulinarnie



Niewielkie jest nasze wspólne doświadczenie z Janoschem. Wcześniej czytaliśmy tylko "A w Wigilię przyjdzie Niedźwiedź", które mnie niezbyt przypadło do gustu (bo moim zdaniem to chyba nie jest książka dla dzieci ;) ), młodemu czytelnikowi podobały się tylko niektóre fragmenty i wybrani bohaterowie, na szczęście nie zwrócił uwagi na to, co mnie najbardziej niepokoiło w owym czasie ;)

Ta jednak niewielka książeczka o tytule "Na pociechę  coś pysznego" z podtytułem - gotuj z Misiem i Tygryskiem - zawierająca przepisy kulinarne obydwojgu nam się spodobała.

Młody czytelnik był pod urokiem psotnego Tygryska, mnie spodobało się terapeutyczne potraktowanie jedzenia.

Mamy tu np. coś na sercowe zmartwienia, przekąska na moc ducha i coś, co dobrze wpływa na samopoczucie. Różni bohaterowie przygotowują najróżniejsze potrawy, a nam leci ślinka i zaczynamy zastanawiać się nad tym, jak ważne jest wspólne jedzenie z bliskimi osobami i jak wiele można przez potrawy przekazać.

Jeśli ktoś lubi specyficzny humor Janoscha, to nie trzeba go do tej książeczki zachęcać, a tym, którzy go jeszcze nie znają, mogę ją śmiało polecić na początek - przy tej całkiem "łagodnie" można sprawdzić, czy nadajemy z autorem na podobnych falach.


A po książeczkę sięgnęłam z ukrytym celem :) - zaliczam ją bowiem do grudniowej edycji wyzwania "Book-Trotter" :)
niedziela, 13 stycznia 2013
Czytane wspólnie
Dziś, z powodu działań tzw. siły wyższej i innych priorytetów, cotygodniowy wpis o lekturach dla młodego czytelnika nie będzie zawierał opisu żadnej książki, tylko krótkie wprowadzenie do tematu, które pewnie powinno było pojawić się najpierw :) Wprowadzenie, które wyjaśni niektóre pojęcia, określi definicje i tym podobne...

Przede wszystkim winna jestem sprecyzować, kto to młody czytelnik, czyli  tzw. target docelowy ;) Otóż, najbliższy mnie młody czytelnik chodzi już do szkoły, jest w wieku tzw. (tak, dzisiejszy wpis jest sponsorowany przez ten właśnie skrót ;) ) wczesnoszkolnym. To, myślę, określa również profil książek, opowiadań i innych form opisywanych w ramach tej, nowej na blogu, kategorii.

Kolejnym określeniem, które wymaga wyjaśnienia, jest "czytane wspólnie". W naszym przypadku, o ile nie będzie zaznaczone inaczej, dotyczy to czytania na głos. Tak właśnie. Tyle, że to na szczęście nie ja czytam :) Pewnie pojawią się też takie książeczki, które czytaliśmy wspólnie, ale osobno.

A jakie książeczki będziemy przedstawiać? Najróżniejsze, zarówno klasykę - baśnie, legendy, książki mojego dzieciństwa, bo chętnie je wyciągam, te najnowsze również. Taka 'przeplatanka' :)

No i muszę jeszcze koniecznie pochwalić swojego młodego czytelnika. Na koniec pierwszej klasy dostał nagrodę - za największą liczbę przeczytanych książek ze szkolnej biblioteki (a pierwszaki mogły dopiero w drugim półroczu) - niech się Wam nie wydaje, że wystarczało tylko co tydzień wymieniać książkę - pani za każdym razem sprawdzała :)

No, to tyle tytułem wprowadzenia -do następnego razu :)
 
1 , 2
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
0. Email
0. Wyzwania prowadzone przeze mnie
1a. Przeczytane
1b. 2012
1c. 2011
1g. Książkowe - blogi
1h. Książkowe - różne
2a. Stosikowe losowanie u Anny
2b. Wyzwanie - Projekt Nobliści
2c. Rosja w literaturze
2d. Francuska Kawiarenka Literacka
2e. Wyzwanie - Od zmierzchu do świtu
2f. Wyzwanie - Nagrody literackie
2g. Wyzwanie - Bracie, siostro, rodzino
2h. Wyzwanie - Amerykańskie Południe w literaturze
2i. Wyzwanie - Kraje nordyckie
2j. Wyzwanie - Literatura na peryferiach
2k. Wyzwanie - Kolorowe czytanie
2l. Wyzwanie - Podróże w czasie
Czas wolny
Domowe inspiracje
Filmy
Przepisy różne, osobiście przeze mnie wypróbowane
Ulubione
Ze szczególną rekomendacją
Tagi
Spis moli