czyli mania czytania i inne takie
poniedziałek, 23 października 2017
Czasami kłamię - Alice Feeney


Amber to główna bohaterka tej książki.

Wiemy o niej trzy rzeczy:
1. Jest w śpiączce
2. Jej mąż jej nie kocha
3. Amber czasami kłamie ...

Amber trafia do szpitala w czasie świąt Bożego Narodzenia. Dlaczego się tam znalazła, co się wydarzyło i dlaczego jest w śpiączce? Chociaż, niby jest w śpiączce, ale tak naprawdę to przecież ona sama próbuje znaleźć odpowiedzi na te pytania. A właściwie chyba jej ... dusza, jaźń, jestestwo? Czymkolwiek tego nie nazwiemy, nie zmienia to faktu, że to właśnie z jej perspektywy poznajemy całą historię. 

Czasami cofamy się o kilka dni, czyli do połowy grudnia i poznajemy stopniowo rodzinę Amber, pracę Amber, wydarzenia, które mogły mieć wpływ na pobyt w szpitalu. Czasem znienacka pojawiają się fragmenty pamiętnika dziesięciolatki. Czy to pamiętnik Amber? Jakie tajemnice skrywa i czy może mieć znaczenie dziś, po tylu latach? Jednocześnie śledzimy również to, co dzieje się w szpitalu, a wbrew pozorom dzieje się tam sporo. Amber jest odwiedzana przez różne osoby, głównie przez męża i siostrę. Czy coś jest między nimi? Czy ma to znaczenie? Czy oni wiedzą, co się stało?

Oj, niełatwo jest znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. Zwłaszcza, że autorka nie ułatwia zadania, serwując wiele twistów. Poszarpana narracja, przeskoki w czasie są jej narzędziem do wywoływania zamętu w głowie czytelnika. Wychodzi jej to dość dobrze, choć ja domyśliłam się kilu rzeczy wcześniej. 

Pochwalić muszę za to sposób kreowania bohaterów. Postaci są niejednoznaczne i gdy już, już, wydaje nam się, że o nich wszystko wiemy, nagle robią coś takiego, co sprawia, że zmieniamy o nich zdanie. Co więcej, jestem przekonana, że odrobina Amber czy Claire, kryje się w każdym z nas i sami nie wiemy, co by mogło się stać, gdybyśmy dopuścili je do głosu.

Z początku książka powoli się rozkręca, ale mniej więcej od połowy akcja zaczyna wciągać tak mocno, że trudno odłożyć lekturę na bok, żeby nie dowiedzieć się, jak się skończy. A kończy się ...

A nie, nie napiszę oczywiście, musicie sami przeczytać. Pod warunkiem, że lubicie nieszablonowe bohaterki, że lubicie 'zakręcone' powieści, że lubicie być zaskakiwani :)
18:59, maniaczytania , Książki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lutego 2017
Styczeń z książkami - chłodne morze, szympans i sojowy sos
Nie podsumowałam ubiegłego roku - może jeszcze zrobię jakieś krótkie podsumowanie, a może i nie :), za to teraz nadrabiam to, co w tym roku. Na początek hurtowo styczeń. Hurtowo brzmi jakby to było dużo, a w rzeczywistości to były trzy książki ;)




Moja pierwsza tegoroczna lektura została wybrana do pierwszego tygodniowego wyzwania książkowego na FB (to taka specjalna grupa pasjonatów czytania - jedna z lepszych i fajniejszych!) - książka na literę 'O". Długo na półce odczekała i bardzo się cieszę, że wreszcie ją przeczytałam. To jedenaście opowiadań, których akcja dzieje się nad morzem, ale w różnych czasach. Są tu historie związane z wojną, z dawnymi mieszkańcami nadmorskich terenów, o ludziach różnych wierzeń. Łączy je ten specyficzny klimat - surowy, do którego tylko nieliczni są w stanie się przyzwyczaić. Klimat, w którym trzeba nauczyć się żyć ze stratą, bo morze daje, ale i często zabiera. Świetne wyraziste postaci. Dość oszczędny język, ale bardzo piękny. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to bardzo polecam!





Druga z kolei to książeczka dla dzieci, również opowiadania, a właściwie legendy murzyńskie (też TWC - "więcej niż cztery słowa w tytule"). Bardzo zabawne, ale i mądre historyjki o różnych afrykańskich zwierzętach i choć większość z nich jest nieprawdziwa, to jednak wiele się można dowiedzieć o cechach tych stworzeń. Lektura dla małych, ale i dla dużych :)





Postanowiłam w tym roku z powrotem przyłożyć się do stosikowego wyzwania u Anny i ostatnia styczniowa książka została mi wybrana właśnie tam. Wbrew okładce ;) to nie jest jakaś romantyczna szmira o miłości egzotycznej, ale całkiem niezła powieść obyczajowa o poszukiwaniu samego siebie. O zawieszeniu między dwoma światami, o spełnianiu cudzych oczekiwań, o rozdarciu między tradycją a 'nowoczesnością', o tym, czy da się wyrzec korzeni. I o produkcji sosu sojowego też się tu trochę informacji znajdzie ;) A wszystko w olśniewającej miejskiej scenerii Singapuru - zobaczcie, jak tam pięknie :)


19:53, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 września 2016
Sidney Chambers. Cień śmierci - James Runcie


Zakochałam się! Absolutnie i nieodwołalnie (no, przynajmniej na razie ;) )! Obiekt mojego zauroczenia to młody anglikański ksiądz, Sidney Chambers, z opowieści Jamesa Runcie. Autor dobrze wie, o czym pisze, bo sam jest synem arcybiskupa Canterbury. To, że jego matka jest pianistką, również ma znaczenie, o czym trochę dalej.

Sidney jest młody (ma 33 lata), ale już robi karierę - objął probostwo w Grantchester, niedaleko Cambridge. Ma za sobą walkę na wojnie, teraz chce po prostu dobrze służyć swoim parafianom. Nie do końca będzie mu to dane, bo detektywistyczne powołanie będzie go dość mocno absorbować i odciągać od obowiązków duszpasterskich.

Pierwszy tom Zagadek Grantchester zaczyna się jesienią 1953r., a kończy mniej więcej rok później i sześcioma rozwiązanymi sprawami. Niektóre dotyczą poważnych spraw (morderstwo, eutanazja), inne nieco lżejszych (kradzież pierścionka zaręczynowego). We wszystkie zamieszane są osoby bliskie księdzu, łącznie z jego rodziną. Niektóre dzieją się blisko, niektóre w Londynie. Sprawy kryminalne zdarzają się i wśród tzw. ciemnego światka, jak i arystokracji. Sidney świetnie dedukuje, do tego ma naturalną zdolność słuchania i wyławiania tego, co ważne spomiędzy słów, dzięki czemu jest niezwykle skuteczny. Każda zagadka znajduje swoje rozwiązanie, bardziej lub mniej satysfakcjonujące czytelnika.

To, co jest wielkim atutem tej powieści, to przede wszystkim główny bohater, ale również bohaterowie drugoplanowi oraz tło. Mamy tu bardzo różnorodne postaci, z kilku warstw społecznych. Jest piękna i podobno bystra (choć w jednej zagadce zabrakło jej sprytu i przebiegłości) Amanda, przyjaciółka siostry Sidneya, z którą łączy go uczucie, choć, jak na razie myśli, niemożliwe do spełnienia. Jak powieść kryminalna, to musi być i policjant, i jest naprawdę niezły - inspektor Keating, archetyp ;) - zmęczony życiem, rodziną, sprawami, muszący trzymać się litery prawa. Jest i ekscentryczny wikary, bardzo uduchowiony Leonard, który nie miał jeszcze wielkiego pola do popisu. Nieco humoru wprowadza gospodyni - pani Maguire, która jest bardzo zdecydowaną osobą i ma pogląd na każdą rzecz i osobę, bardzo nie lubi psiaka Sidneya ;) Jest jeszcze rodzina Sidneya mieszkająca w Londynie - rodzice, młodszy brat i siostra Jennifer, są przyjaciele z lat studenckich, w tym typowany na przyszłego premiera Nigel Thompson, jest wreszcie Johnny, chłopak Jennifer i jego rodzina z półświatka. To z jego rodziną związany jest najciekawszy dla mnie rozdział - "Właściwa chwila", który rozgrywa się w nocnym klubie ojca Johnny'ego, w czasie jazzowego koncertu. Sidney jest bowiem wielkim fanem jazzu, tej "obcej" i dziwnej w tamtym czasie muzyki. I koncert, i jazzowy pogrzeb opisane są naprawdę świetnie, a nostalgia, tęsknota i dramaty wyśpiewywane przez Glorię Dee niemal przenikają przez karty książki.

Jeszcze słowo na temat społecznego tła i tego, co w nim. Choć autor urodził się pod koniec lat pięćdziesiątych, znakomicie opisał nastroje tamtego czasu. Od wojny minęło już prawie 10 lat, ale wciąż wyczuwalny jest jej 'duch'. Wiele wojennych wdów, niechęć do niemieckich mieszkańców okolicy, zmieniające się obyczaje, bo przecież po wojnie nie da się już wszystkiego utrzymać tak, jak dawniej. Surowe prawo, karzące karą śmierci za morderstwo, a jednocześnie wiele luk, przez które złoczyńcy mogą umknąć. Staroświeckość przepycha się jeszcze z nowoczesnością, której nic nie powstrzyma.

Bardzo podoba mi się zachowanie chronologii opowieści, to, że każda zagadka rozgrywa się po poprzedniej z osadzeniem w konkretnej dacie. Dzięki temu nie tylko widzimy rozwój osobistych przypadków księdza i jego bliskich, ale również możemy podziwiać wspaniałe opisy tego, jak zmienia się świat, zwłaszcza, że nasz proboszcz wszędzie jeździ rowerem lub spaceruje z Kusym :)

Co tu dużo więcej pisać - ja jestem oczarowana tamtym dawnym światem, którego już nie ma, zakochana w totalnie niedzisiejszym bohaterze, który wątpliwości zawsze rozstrzyga na korzyść człowieka. A jeśli lubicie takie 'angielskie' kryminały, to nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko czytać! I czekać niecierpliwie razem ze mną na kolejny tom :)
 


11:56, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 marca 2016
Judasz - Tosca Lee


Niedawno w kościele katolickim obchodziliśmy Niedzielę Palmową. Zabraliśmy do kościoła palmy jako symbol triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, ale także wysłuchaliśmy "Męki pańskiej". Cały tydzień przygotowywaliśmy się do najważniejszego święta - Zmartwychwstania, Wielkiej Nocy.

Wszyscy wiemy, jak doszło do tego, że Jezus został pojmany, osądzony, a potem ukrzyżowany; wiemy, kto go zdradził i jaką dostał za to zapłatę. Ale czy na pewno? Czy na pewno wiemy, że zdradził, a nie wydał? Jakie motywy kierowały Judaszem?

Te pytania postawiła sobie Tosca Lee, a próbę odpowiedzi, znalezienia motywacji, tego, co kierowało Judaszem, zawarła w powieści jemu poświęconej.

Judasza poznajemy najpierw, gdy był małym chłopcem, miał szczęśliwą rodzinę. Niestety zamieszki, bunt, powstanie sprawiły, że to wszystko uległo ogromnej zmianie. A później mamy przeskok do momentu, gdy dorosły już Judasz, szanowany obywatel Jerozolimy, skarbnik przy świątyni, udaje się nad Jordan, by zobaczyć Jana Chrzciciela. Co się działo dalej wiemy z Ewangelii, ale to wbrew pozorom wcale nie 'ułatwia' czytania. Tu wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy Judasza, a to jest bardzo ciekawe spojrzenie.

Tosce Lee na pewno trzeba przyznać jedno - jak mało kto potrafi w jednej chwili, już od pierwszej strony przenieść czytelnika o tysiące lat wstecz, o tysiące kilometrów. Czytając byłam całkowicie 'zanurzona' w świecie powieści. Choć niby znaną, to jednak pochłaniałam tę historię z wielką zachłannością. Nie była to łatwa lektura, wielokrotnie musiałam ją odkładać na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. Ból, jakieś takie dziwne, dojmujące odczucie smutku towarzyszyły mi w zasadzie od początku.

Postaci stworzone są wspaniale - Judasz, Jezus, Jan Chrzciciel, inni apostołowie są tak pełnokrwiści, tak wielowymiarowi ze swoimi słabościami, że miałam wrażenie, że wcale nie czytam o postaciach nie żyjących od tylu wieków.

Nie zdradzę oczywiście, w jaki sposób autorka 'wytłumaczyła' postępowanie Judasza. Dla mnie dość ciekawy to trop, wielce prawdopodobny. Łatwiejszy do przyjęcia niż ten z tzw. Ewangelii Judasza. Zresztą również Jezus jest ukazany inaczej niż zazwyczaj, bardziej, hmm, jak człowiek?

Cała powieść jest niezwykle mroczna, jakby cały czas wisiało nad Jerozolimą nieszczęście. Wszystko jest opisane bardzo sugestywnym językiem - obrazy same się 'wyświetlały', słyszałam gwar ulic, czułam niemalże wszystkie opisywane zapachy. Dawno nie czytałam z taką intensywnością.

Muszę przyznać, że na początku podeszłam do lektury niezbyt chętnie, ale 'złapała' mnie już od początku i nie puściła. Okazała się wspaniałym dopełnieniem Wielkiego Postu; sprawiła, że w tym roku jeszcze głębiej to przeżywam.

Na koniec krótki cytat z jednej z wielu rekomendacji, które zamieszczono na wstępie - ""Judasz" przedstawia najbardziej wiarygodne motywy Judasza, jakie kiedykolwiek opisywano w powieściach. To nie rozwścieczony, przerysowany, żądny zła Judasz, którego mógłbyś kopnąć i odejść niewzruszony. To Judasz, którym mógłbyś być ty czy ja". Bardzo, moim zdaniem, trafny.

Poważna kandydatka do książki roku! Tak naprawdę brakuje mi słów, żeby ją opisać tak, jak na to zasługuje. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem, są w jego myślach, sercu. Z tych, o których jeszcze więcej myślimy, im więcej czasu mija od ich przeczytania. Które skłaniają nas do przemyślenia wielu spraw i spojrzenia na to, co znamy z innej sprawy. Które wybijają nas z utartego toru. Które nie są rozrywką, a właśnie tym czymś, czego szukamy, czego ja szukam.
00:07, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 lutego 2016
Sekret zegarmistrza - Renata Kosin


Malownicze, senne trochę Podlasie. Niewielki, prawie stupięćdziesięcioletni dom, w którym od lat mieszkała rodzina Leny. Lena w zasadzie też woli mieszkać w nim, niż z mężem i córką w Białymstoku. To tu czuje się najlepiej, z 'duchami' swoich dziadków, u których się wychowywała.

Trochę 'zamętu' w jej ustabilizowane i nudne odrobinę życie wprowadza nowa tajemnicza sąsiadka Nadia oraz niespodziewany remont. Remont, który odkryje sekretny pamiętnik. Do kogo należał? Dlaczego babcia nigdy nie mówiła Lenie o wszystkich członkach rodziny? Kim jest Emilie de Fleury? Jakie tajemnice skrywa Nadia i czy jej poszukiwania dalekiej krewnej łączą się jakoś z rodzinnym domem Leny?

Tropy prowadzą do Prowansji, a niektóre rodzinne sekrety może pomóc rozjaśnić tylko stara Derehajłowa, Honorata. Cóż z tego, skoro na każdym kroku pilnuje jej kuzyn Leny - Szczepan?

Brzmi trochę kryminalnie? Zapewniam, że tylko trochę, a ci, którzy spodziewają się krwawych ;) scen - rozczarują się na pewno. Dużo ważniejsze w tej powieści są bowiem więzi rodzinne. Świetnie opisana wielopokoleniowa familia z tradycjami, powoli jednak rozpadająca się. Skrywane tajemnice, próby ukrycia niemiłych, niewygodnych wydarzeń nigdy nie kończą się dobrze. Do tego dochodzą nigdy niewypowiedziane na głos żale, pretensje - czy można o nich zapomnieć i żyć udając jakby nic złego się nie wydarzyło? Jeszcze trudniej, gdy dwie strony mają zupełnie inne wspomnienia tych samych zdarzeń - czyja wersja jest prawdziwa? A może obie? Jak to pogodzić? Wiem, że może nie dramat rodziny jest na pierwszym planie, ale to właśnie to zwróciło najbardziej moją uwagę.

A w tle / nie w tle jest jeszcze sporo - ciekawe nawiązania do powstańców styczniowych, do sławnych osób powiązanych z miejscami bliskimi Lenie - J. Kochanowskiego, M. Skłodowskiej-Curiem, P. Picassa. Wspaniale autorka odmalowuje Prowansję - urocze miejscowości Vallauris i Biot (możecie je teraz również zwiedzić wirtualnie na stronie R. Kosin). Bardzo interesującym 'smaczkiem' są wszechobecne zegary - dziadek Leny był zegarmistrzem, puszka z nieodebranymi zegarkami odegra ważną rolę w tej historii, ale marzę wprost o choćby jednej sztuce biżuterii przez Lenę wytwarzanej - połączeniu szlachetnych metali, kamieni z mechanizmami zegarków!

Bardzo polubiłam wszystkich w zasadzie bohaterów tej powieści - i pogubioną trochę Lenę, i jej dzielną córkę Ksenię, i nieszczęśliwą obarczającą się winą Nadię. I cały szereg tych postaci z drugiego planu w tym, tą, która mnie najbardziej 'porwała', czyli stara Derehajłowa -cóż za 'stara wiedźma' - cwana, bystra, i z sercem, choć niekoniecznie na dłoni ;)

Jeżeli lubicie rodzinne opowieści, a także skrywane przez lata tajemnice to ta powieść jest dla Was! Gorąco polecam, a sama po cichu liczę, że R. Kosin szykuje już drugą część :)
17:49, maniaczytania , Książki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
0. Email
0. Wyzwania prowadzone przeze mnie
1a. Przeczytane
1b. 2012
1c. 2011
1g. Książkowe - blogi
1h. Książkowe - różne
2a. Stosikowe losowanie u Anny
2b. Wyzwanie - Projekt Nobliści
2c. Rosja w literaturze
2d. Francuska Kawiarenka Literacka
2e. Wyzwanie - Od zmierzchu do świtu
2f. Wyzwanie - Nagrody literackie
2g. Wyzwanie - Bracie, siostro, rodzino
2h. Wyzwanie - Amerykańskie Południe w literaturze
2i. Wyzwanie - Kraje nordyckie
2j. Wyzwanie - Literatura na peryferiach
2k. Wyzwanie - Kolorowe czytanie
2l. Wyzwanie - Podróże w czasie
Czas wolny
Domowe inspiracje
Filmy
Przepisy różne, osobiście przeze mnie wypróbowane
Ulubione
Ze szczególną rekomendacją
Tagi
Spis moli