czyli mania czytania i inne takie
wtorek, 21 lutego 2017
Styczeń z książkami - chłodne morze, szympans i sojowy sos
Nie podsumowałam ubiegłego roku - może jeszcze zrobię jakieś krótkie podsumowanie, a może i nie :), za to teraz nadrabiam to, co w tym roku. Na początek hurtowo styczeń. Hurtowo brzmi jakby to było dużo, a w rzeczywistości to były trzy książki ;)




Moja pierwsza tegoroczna lektura została wybrana do pierwszego tygodniowego wyzwania książkowego na FB (to taka specjalna grupa pasjonatów czytania - jedna z lepszych i fajniejszych!) - książka na literę 'O". Długo na półce odczekała i bardzo się cieszę, że wreszcie ją przeczytałam. To jedenaście opowiadań, których akcja dzieje się nad morzem, ale w różnych czasach. Są tu historie związane z wojną, z dawnymi mieszkańcami nadmorskich terenów, o ludziach różnych wierzeń. Łączy je ten specyficzny klimat - surowy, do którego tylko nieliczni są w stanie się przyzwyczaić. Klimat, w którym trzeba nauczyć się żyć ze stratą, bo morze daje, ale i często zabiera. Świetne wyraziste postaci. Dość oszczędny język, ale bardzo piękny. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to bardzo polecam!





Druga z kolei to książeczka dla dzieci, również opowiadania, a właściwie legendy murzyńskie (też TWC - "więcej niż cztery słowa w tytule"). Bardzo zabawne, ale i mądre historyjki o różnych afrykańskich zwierzętach i choć większość z nich jest nieprawdziwa, to jednak wiele się można dowiedzieć o cechach tych stworzeń. Lektura dla małych, ale i dla dużych :)





Postanowiłam w tym roku z powrotem przyłożyć się do stosikowego wyzwania u Anny i ostatnia styczniowa książka została mi wybrana właśnie tam. Wbrew okładce ;) to nie jest jakaś romantyczna szmira o miłości egzotycznej, ale całkiem niezła powieść obyczajowa o poszukiwaniu samego siebie. O zawieszeniu między dwoma światami, o spełnianiu cudzych oczekiwań, o rozdarciu między tradycją a 'nowoczesnością', o tym, czy da się wyrzec korzeni. I o produkcji sosu sojowego też się tu trochę informacji znajdzie ;) A wszystko w olśniewającej miejskiej scenerii Singapuru - zobaczcie, jak tam pięknie :)


19:53, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 września 2016
Sidney Chambers. Cień śmierci - James Runcie


Zakochałam się! Absolutnie i nieodwołalnie (no, przynajmniej na razie ;) )! Obiekt mojego zauroczenia to młody anglikański ksiądz, Sidney Chambers, z opowieści Jamesa Runcie. Autor dobrze wie, o czym pisze, bo sam jest synem arcybiskupa Canterbury. To, że jego matka jest pianistką, również ma znaczenie, o czym trochę dalej.

Sidney jest młody (ma 33 lata), ale już robi karierę - objął probostwo w Grantchester, niedaleko Cambridge. Ma za sobą walkę na wojnie, teraz chce po prostu dobrze służyć swoim parafianom. Nie do końca będzie mu to dane, bo detektywistyczne powołanie będzie go dość mocno absorbować i odciągać od obowiązków duszpasterskich.

Pierwszy tom Zagadek Grantchester zaczyna się jesienią 1953r., a kończy mniej więcej rok później i sześcioma rozwiązanymi sprawami. Niektóre dotyczą poważnych spraw (morderstwo, eutanazja), inne nieco lżejszych (kradzież pierścionka zaręczynowego). We wszystkie zamieszane są osoby bliskie księdzu, łącznie z jego rodziną. Niektóre dzieją się blisko, niektóre w Londynie. Sprawy kryminalne zdarzają się i wśród tzw. ciemnego światka, jak i arystokracji. Sidney świetnie dedukuje, do tego ma naturalną zdolność słuchania i wyławiania tego, co ważne spomiędzy słów, dzięki czemu jest niezwykle skuteczny. Każda zagadka znajduje swoje rozwiązanie, bardziej lub mniej satysfakcjonujące czytelnika.

To, co jest wielkim atutem tej powieści, to przede wszystkim główny bohater, ale również bohaterowie drugoplanowi oraz tło. Mamy tu bardzo różnorodne postaci, z kilku warstw społecznych. Jest piękna i podobno bystra (choć w jednej zagadce zabrakło jej sprytu i przebiegłości) Amanda, przyjaciółka siostry Sidneya, z którą łączy go uczucie, choć, jak na razie myśli, niemożliwe do spełnienia. Jak powieść kryminalna, to musi być i policjant, i jest naprawdę niezły - inspektor Keating, archetyp ;) - zmęczony życiem, rodziną, sprawami, muszący trzymać się litery prawa. Jest i ekscentryczny wikary, bardzo uduchowiony Leonard, który nie miał jeszcze wielkiego pola do popisu. Nieco humoru wprowadza gospodyni - pani Maguire, która jest bardzo zdecydowaną osobą i ma pogląd na każdą rzecz i osobę, bardzo nie lubi psiaka Sidneya ;) Jest jeszcze rodzina Sidneya mieszkająca w Londynie - rodzice, młodszy brat i siostra Jennifer, są przyjaciele z lat studenckich, w tym typowany na przyszłego premiera Nigel Thompson, jest wreszcie Johnny, chłopak Jennifer i jego rodzina z półświatka. To z jego rodziną związany jest najciekawszy dla mnie rozdział - "Właściwa chwila", który rozgrywa się w nocnym klubie ojca Johnny'ego, w czasie jazzowego koncertu. Sidney jest bowiem wielkim fanem jazzu, tej "obcej" i dziwnej w tamtym czasie muzyki. I koncert, i jazzowy pogrzeb opisane są naprawdę świetnie, a nostalgia, tęsknota i dramaty wyśpiewywane przez Glorię Dee niemal przenikają przez karty książki.

Jeszcze słowo na temat społecznego tła i tego, co w nim. Choć autor urodził się pod koniec lat pięćdziesiątych, znakomicie opisał nastroje tamtego czasu. Od wojny minęło już prawie 10 lat, ale wciąż wyczuwalny jest jej 'duch'. Wiele wojennych wdów, niechęć do niemieckich mieszkańców okolicy, zmieniające się obyczaje, bo przecież po wojnie nie da się już wszystkiego utrzymać tak, jak dawniej. Surowe prawo, karzące karą śmierci za morderstwo, a jednocześnie wiele luk, przez które złoczyńcy mogą umknąć. Staroświeckość przepycha się jeszcze z nowoczesnością, której nic nie powstrzyma.

Bardzo podoba mi się zachowanie chronologii opowieści, to, że każda zagadka rozgrywa się po poprzedniej z osadzeniem w konkretnej dacie. Dzięki temu nie tylko widzimy rozwój osobistych przypadków księdza i jego bliskich, ale również możemy podziwiać wspaniałe opisy tego, jak zmienia się świat, zwłaszcza, że nasz proboszcz wszędzie jeździ rowerem lub spaceruje z Kusym :)

Co tu dużo więcej pisać - ja jestem oczarowana tamtym dawnym światem, którego już nie ma, zakochana w totalnie niedzisiejszym bohaterze, który wątpliwości zawsze rozstrzyga na korzyść człowieka. A jeśli lubicie takie 'angielskie' kryminały, to nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko czytać! I czekać niecierpliwie razem ze mną na kolejny tom :)
 


11:56, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 marca 2016
Judasz - Tosca Lee


Niedawno w kościele katolickim obchodziliśmy Niedzielę Palmową. Zabraliśmy do kościoła palmy jako symbol triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, ale także wysłuchaliśmy "Męki pańskiej". Cały tydzień przygotowywaliśmy się do najważniejszego święta - Zmartwychwstania, Wielkiej Nocy.

Wszyscy wiemy, jak doszło do tego, że Jezus został pojmany, osądzony, a potem ukrzyżowany; wiemy, kto go zdradził i jaką dostał za to zapłatę. Ale czy na pewno? Czy na pewno wiemy, że zdradził, a nie wydał? Jakie motywy kierowały Judaszem?

Te pytania postawiła sobie Tosca Lee, a próbę odpowiedzi, znalezienia motywacji, tego, co kierowało Judaszem, zawarła w powieści jemu poświęconej.

Judasza poznajemy najpierw, gdy był małym chłopcem, miał szczęśliwą rodzinę. Niestety zamieszki, bunt, powstanie sprawiły, że to wszystko uległo ogromnej zmianie. A później mamy przeskok do momentu, gdy dorosły już Judasz, szanowany obywatel Jerozolimy, skarbnik przy świątyni, udaje się nad Jordan, by zobaczyć Jana Chrzciciela. Co się działo dalej wiemy z Ewangelii, ale to wbrew pozorom wcale nie 'ułatwia' czytania. Tu wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy Judasza, a to jest bardzo ciekawe spojrzenie.

Tosce Lee na pewno trzeba przyznać jedno - jak mało kto potrafi w jednej chwili, już od pierwszej strony przenieść czytelnika o tysiące lat wstecz, o tysiące kilometrów. Czytając byłam całkowicie 'zanurzona' w świecie powieści. Choć niby znaną, to jednak pochłaniałam tę historię z wielką zachłannością. Nie była to łatwa lektura, wielokrotnie musiałam ją odkładać na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. Ból, jakieś takie dziwne, dojmujące odczucie smutku towarzyszyły mi w zasadzie od początku.

Postaci stworzone są wspaniale - Judasz, Jezus, Jan Chrzciciel, inni apostołowie są tak pełnokrwiści, tak wielowymiarowi ze swoimi słabościami, że miałam wrażenie, że wcale nie czytam o postaciach nie żyjących od tylu wieków.

Nie zdradzę oczywiście, w jaki sposób autorka 'wytłumaczyła' postępowanie Judasza. Dla mnie dość ciekawy to trop, wielce prawdopodobny. Łatwiejszy do przyjęcia niż ten z tzw. Ewangelii Judasza. Zresztą również Jezus jest ukazany inaczej niż zazwyczaj, bardziej, hmm, jak człowiek?

Cała powieść jest niezwykle mroczna, jakby cały czas wisiało nad Jerozolimą nieszczęście. Wszystko jest opisane bardzo sugestywnym językiem - obrazy same się 'wyświetlały', słyszałam gwar ulic, czułam niemalże wszystkie opisywane zapachy. Dawno nie czytałam z taką intensywnością.

Muszę przyznać, że na początku podeszłam do lektury niezbyt chętnie, ale 'złapała' mnie już od początku i nie puściła. Okazała się wspaniałym dopełnieniem Wielkiego Postu; sprawiła, że w tym roku jeszcze głębiej to przeżywam.

Na koniec krótki cytat z jednej z wielu rekomendacji, które zamieszczono na wstępie - ""Judasz" przedstawia najbardziej wiarygodne motywy Judasza, jakie kiedykolwiek opisywano w powieściach. To nie rozwścieczony, przerysowany, żądny zła Judasz, którego mógłbyś kopnąć i odejść niewzruszony. To Judasz, którym mógłbyś być ty czy ja". Bardzo, moim zdaniem, trafny.

Poważna kandydatka do książki roku! Tak naprawdę brakuje mi słów, żeby ją opisać tak, jak na to zasługuje. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem, są w jego myślach, sercu. Z tych, o których jeszcze więcej myślimy, im więcej czasu mija od ich przeczytania. Które skłaniają nas do przemyślenia wielu spraw i spojrzenia na to, co znamy z innej sprawy. Które wybijają nas z utartego toru. Które nie są rozrywką, a właśnie tym czymś, czego szukamy, czego ja szukam.
00:07, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 lutego 2016
Sekret zegarmistrza - Renata Kosin


Malownicze, senne trochę Podlasie. Niewielki, prawie stupięćdziesięcioletni dom, w którym od lat mieszkała rodzina Leny. Lena w zasadzie też woli mieszkać w nim, niż z mężem i córką w Białymstoku. To tu czuje się najlepiej, z 'duchami' swoich dziadków, u których się wychowywała.

Trochę 'zamętu' w jej ustabilizowane i nudne odrobinę życie wprowadza nowa tajemnicza sąsiadka Nadia oraz niespodziewany remont. Remont, który odkryje sekretny pamiętnik. Do kogo należał? Dlaczego babcia nigdy nie mówiła Lenie o wszystkich członkach rodziny? Kim jest Emilie de Fleury? Jakie tajemnice skrywa Nadia i czy jej poszukiwania dalekiej krewnej łączą się jakoś z rodzinnym domem Leny?

Tropy prowadzą do Prowansji, a niektóre rodzinne sekrety może pomóc rozjaśnić tylko stara Derehajłowa, Honorata. Cóż z tego, skoro na każdym kroku pilnuje jej kuzyn Leny - Szczepan?

Brzmi trochę kryminalnie? Zapewniam, że tylko trochę, a ci, którzy spodziewają się krwawych ;) scen - rozczarują się na pewno. Dużo ważniejsze w tej powieści są bowiem więzi rodzinne. Świetnie opisana wielopokoleniowa familia z tradycjami, powoli jednak rozpadająca się. Skrywane tajemnice, próby ukrycia niemiłych, niewygodnych wydarzeń nigdy nie kończą się dobrze. Do tego dochodzą nigdy niewypowiedziane na głos żale, pretensje - czy można o nich zapomnieć i żyć udając jakby nic złego się nie wydarzyło? Jeszcze trudniej, gdy dwie strony mają zupełnie inne wspomnienia tych samych zdarzeń - czyja wersja jest prawdziwa? A może obie? Jak to pogodzić? Wiem, że może nie dramat rodziny jest na pierwszym planie, ale to właśnie to zwróciło najbardziej moją uwagę.

A w tle / nie w tle jest jeszcze sporo - ciekawe nawiązania do powstańców styczniowych, do sławnych osób powiązanych z miejscami bliskimi Lenie - J. Kochanowskiego, M. Skłodowskiej-Curiem, P. Picassa. Wspaniale autorka odmalowuje Prowansję - urocze miejscowości Vallauris i Biot (możecie je teraz również zwiedzić wirtualnie na stronie R. Kosin). Bardzo interesującym 'smaczkiem' są wszechobecne zegary - dziadek Leny był zegarmistrzem, puszka z nieodebranymi zegarkami odegra ważną rolę w tej historii, ale marzę wprost o choćby jednej sztuce biżuterii przez Lenę wytwarzanej - połączeniu szlachetnych metali, kamieni z mechanizmami zegarków!

Bardzo polubiłam wszystkich w zasadzie bohaterów tej powieści - i pogubioną trochę Lenę, i jej dzielną córkę Ksenię, i nieszczęśliwą obarczającą się winą Nadię. I cały szereg tych postaci z drugiego planu w tym, tą, która mnie najbardziej 'porwała', czyli stara Derehajłowa -cóż za 'stara wiedźma' - cwana, bystra, i z sercem, choć niekoniecznie na dłoni ;)

Jeżeli lubicie rodzinne opowieści, a także skrywane przez lata tajemnice to ta powieść jest dla Was! Gorąco polecam, a sama po cichu liczę, że R. Kosin szykuje już drugą część :)
17:49, maniaczytania , Książki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2016
Złamane pióro - Małgorzata Maria Borochowska


Dziś, walentynkowo, o powieści, w której miłość się pojawia, ale nie jest do końca na pierwszym planie, ale staje się katalizatorem dla czegoś bardzo ważnego.

"Złamane pióro" to historia młodej dziewczyny, Emily. Wiemy o niej tyle, że skończyła studia, że jej rodzice i brat wyjechali, a ona sama nie chcąc rozpocząć pracy nauczycielki osiada na wsi w domku odziedziczonym po babci. Chce spróbować być samodzielna, sprawdzić się, odkryć, czy to co chce robić w życiu ma jakiś sens. Emily czuje bowiem, że jest pisarką, od zawsze żyje w podwójnym świecie. Wyczuć też można, że w jej życiu wydarzyło się coś dramatycznego, Emily zachowuje się czasem dziwnie, jest spięta, nieufna, niechętnie nawiązuje nowe znajomości.

Na wsi odwiedza ją przyjaciółka Alicja, która jest architektem, a także ... wykładowca Alicji - Jacob, który, jak się okazuje, jest właścicielem osiedla, na którym znajduje się domek Emily. Nowy sąsiad to dojrzały mężczyzna, tajemniczy, niewiele zdradzający ze swojej przeszłości. Nie pozostanie to bez wpływu na Emily, której pisarska wyobraźnia podpowie różne rzeczy.

Książka pisana jest jakby dwutorowo, fragmenty rzeczywistości przeplatane są fragmentami powieści Emily. Powieści osadzonej w świecie fantastycznym, pełnym dziwnych postaci. Na początku, co muszę przyznać, trochę mnie to irytowało, ale gdy w końcu powieść naszej bohaterki wychodzi na pierwszy plan, zostałam 'kupiona', choć przecież nie przepadam za fantasy.

Dlaczego tak się stało? O tym za chwilę, poniżej. Teraz jeszcze tylko krótko napiszę, że świetnie udało się autorce powiązać te dwa światy, przenikały się naprawdę interesująco. Od pewnego momentu zaczynamy mocno kibicować Emily i po prostu nie możemy odłożyć książki na bok - skończyłam ją naprawdę późno w nocy.

Malutkie minusy - po pierwsze przydałaby się trochę lepsza korekta, a po drugie - ale to tylko takie moje małe 'uprzedzenie' - nie lubię, gdy bohaterzy książek polskich autorów mają 'obce' imiona i nazwiska.

A teraz już o tym, co mnie ostatecznie 'kupiło'. To znakomita zabawa słowem. Cała powieść napisana jest pięknym językiem (stąd minus za korektę, bo literówki psują to trochę), widać też znajomość tego, o czym autorka pisze - architektury czy gry na fortepianie. Ale prawdziwa zabawa ma miejsce w powieści Emily - bohaterowie jej powieści - komuniści Doliniarze, demokraci Góranie, Mokradanie, Ekonadzy, De Watki, zasady rządzące ich światem to istne perełki. Jeśli chcecie poznać etymologię tych nazw, a także na czym polega komunizm i demokracja w tym świecie - musicie przeczytać "Złamane pióro".

Ale warto też poznać tę książkę ze względu na to, jak ważny temat porusza. To poszukiwanie siebie, odnajdywanie własnej drogi życiowej. Czy lepiej, gdy rodzice ją dla nas wybierają, popychając potem lekko, by utrzymać właściwy tor? Czy może lepiej próbować ją znaleźć na własną rękę przeciwstawiając się woli rodziców? Co zrobić, gdy dodatkowo weźmie się na siebie brzemię zadowalania innych i co, gdy to brzemię stanie się zbyt ciężkie i granice wytrzymałości zostaną przekroczone? Czy da się żyć z poczuciem winy próbując na życie zasłużyć? Czy na życie w ogóle trzeba zasługiwać? Czy trzeba sobie zasłużyć na to, żeby być kochanym? Trudne pytania, a powieść M. M. Borochowskiej raczej skłania do samozastanowienia się niż daje proste odpowiedzi.

19:35, maniaczytania , Książki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2016
Pan Przypadek i fioletowoskórzy - Jacek Getner


To już czwarte spotkanie z detektywem-amatorem Jackiem Przypadkiem. Tym razem ton trzem opowiadaniom nadają ludzie bezdomni. To pewna, dość specyficzna grupka takich osób odegra ważną rolę w trzech różnych zagadkach kryminalnych.

W pierwszym opowiadaniu "Winetu i Old Spejs" Jacka o przysługę prosi jego dawny szkolny kolega, teraz żyjący 'wolno i niezależnie' Winetu. Zaginęła jego ukochana Old Spejs. Co się z nią stało, czy rzeczywiście postanowiła porzucić stan bezdomności, zrobiła sobie operację plastyczną czy może stało się coś złego, a Old Spejs nie ma już na tym świecie? I co wspólnego ma z tym pewien lekarz?
Drugie opowiadanie podobało mi się chyba najbardziej. "Wszyscy jesteśmy winni" to jego tytuł. Mamy przestępstwo - napad na bezdomnego i zuchwałą kradzież wózka z zawartością. I nie problem znaleźć winnego, tych jest aż za dużo, sami się zgłaszają i każdy z pełnym przekonaniem twierdzi, że on jest winien. O co chodzi? Może o pewien spadek, może o sprawy 'wojenne' i zawirowania właścicielskie pewnej kamienicy?
Z kolei ostatnie opowiadanie "Świentoszek" to znakomita satyra na 'pseudoekologów'. Sprawa unicestwienia podfruwajki brązowonosej wzbudza wielkie zainteresowanie. Komu zależy na jej  nagłośnieniu?

Oczywiście, jak zwykle, śledztwa śledztwami, ale najciekawsze zawsze dzieje się na drugim planie. I w tym tomie wszystko gmatwa się jeszcze bardziej, chociaż jedno się wyjaśnia - mam nadzieję, że u Błażeja będzie już tylko dobrze :) Rodzinne perypetie Przypadków zmierzają powoli ku ostatecznym decyzjom; zabawne są sądowe 'podrywaczki'; cudowny ojciec Błażeja; szkoda, że trochę mało było Marzenki.
Jeśli pamiętacie, że w tych opowiadaniach można rozpoznać czasem pewne znane osoby, to tym razem też nie będziecie zawiedzeni. Scena kręcenia odcinka show Bolka Szołtysika jest po prostu znakomita.

Na koniec jeszcze jedna refleksja - już przy wcześniejszych tomach pisałam o znakomitym zmyśle obserwacyjnym autora. Świetnie widać to w tej części przy opisywaniu ludzi bezdomnych, są sportretowani bardzo dobrze, z pewną dozą sarkazmu, ale nie bez życzliwości, bez oceniania, o które tak łatwo.
Niezmiennie - czekam z niecierpliwością na kolejne przygody Jacka, licząc na to, że w końcu znajdzie odpowiednią dla siebie kobietę (moim zdaniem ta odpowiednia jest bardzo blisko, nie wiem tylko, czy autor ma tę samą koncepcję ;) ).


Przy okazji chciałabym przekazać informację od pana Jacka Getnera:
prowadzi on akcję “Przypadek w każdej bibliotece”. W jej ramach każda biblioteka (również szkolna), która do napisze do autora na adres jacekgetner@op.pl i wyrazi chęć otrzymania egzemplarzy “Pana Przypadka i trzynastki” otrzyma ode niego darmowy egzemplarz (koszt przesyłki jest również po jego stronie). 

19:57, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 stycznia 2016
Excentrycy - Włodzimierz Kowalewski


Od piątku na ekranach polskich kin gości najnowszy film Janusza Majewskiego "Excentrycy, czyli po słonecznej stronie życia", oparty na powieści Włodzimierza Kowalewskiego. Odkąd pierwszy raz usłyszałam o filmie, wiedziałam, że muszę go zobaczyć, a właściwie "usłyszeć" :) , ale od początku byłam też pewna, że najpierw muszę przeczytać książkę. I o wrażeniach z lektury dziś, na wrażenia z filmu trzeba jeszcze chwilę poczekać ;)

Ciechocinek, późne lata 50-te. Część ludzi tak, jak Wanda żyje, a właściwie wegetuje - niczego nie pragnąc, do niczego nie dążąc, nie widząc sensu życia. I co najważniejsze - nie wspominając. Bo wspomnienia bolą okrutnie, od wojny, która zabrała wszystko - rodzinę, ukochane osoby, dawne życie, wolność - nie minęło jeszcze wiele lat. W kraju zmieniło się wszystko, o przeszłości lepiej nie mówić, bo można narazić się 'donoszącym'. Nagle Wanda dostaje list od brata Fabiana, który postanawia wrócić do Polski z Wielkiej Brytanii. Po co ktokolwiek może chcieć wracać? Tym bardziej, że poza Wandą, nie ma nikogo bliskiego, kto przeżył ...

A jednak Fabian przyjeżdża i od razu wprowadza życie i energię. Chce stworzyć big-band, który zagra choć jeden raz. Bo swing, ta wspaniała muzyka, płynie po prostu w jego żyłach. Do jej rytmu chodzi, tańczy, gra, oddycha, nią żyje. Znajduje kilku zapaleńców, również 'potłuczonych' przez los i zaczynają próby. Do zespołu dołącza również miejscowa nauczycielka Modesta, niezwykle tajemnicza i dawkująca starannie jakiekolwiek informacje o sobie, kobieta. Fabianowi udaje się także namówić do występów siostrę, choć ona wolałaby zapomnieć o dawnej swojej odsłonie.

Co się wydarzy w sennym kurorcie po sezonie? Czy można być nonkonformistą w takich dziwnych czasach? Kim są zagadkowi ludzie, którzy co jakiś czas zaskakują Fabiana dziwnym hasłem? Kim tak naprawdę jest Modesta? Czy Wandę czeka jeszcze szczęście? tego musicie dowiedzieć się z książki :)

Chociaż początkowo akcja rozwija się niespiesznie, szybko dajemy się porwać autorowi oraz swingowi. Dla mojego i młodszego pokolenia to jest fantastyczna podróż do świata, którego nie znamy, o którym wiemy raczej niewiele. Dla starszych z pewnością może to być podróż sentymentalna. Wiernie odtworzone realia życia w tamtych latach, klimat społeczny, swego rodzaju 'upadek' moralny. Świetnie nakreślone postaci. Fabian - około pięćdziesiątki, wydawałoby się, że niewiele już powinien chcieć, a jemu się chce, on się nie poddaje władzy i narzuconemu sposobowi życia. Wanda - najbardziej chyba 'złamana', ale chyba wzbudzająca największą sympatię. Znakomity drugi plan - muzycy, 'skompletowani' z najdziwniejszych typów - jest i milicjant, i starszy kelner, i stroiciel fortepianów (szukający w literaturze tropów na dowód homoseksualizmu twórców), i lekarz. Wśród nich nieoczekiwany bohater znalezionego przez Fabiana w pokoju pamiętnika dawnego przedwojennego lokatora (jak się okazuje autora wielu przedwojennych szlagierów - szkoda, że ten wątek nie został rozwinięty!). I jeszcze właścicielka pensjonatu, w którym zamieszkują Wanda i Fabian - wiecznie pijana, wiecznie w barłogu, wiecznie wspominająca dawnych kochanków Bayerowa.

Ale poza tymi oczywistymi plusami, jakim są czas akcji oraz doskonale sportretowani bohaterowie, jest jeszcze muzyka. Wiele tu ciekawostek, wiele muzycznych przebojów, wiele muzycznych mądrości. Aż ma się wielką ochotę posłuchać tych wszystkich big-bandowych evergreenów.

Polecam gorąco - przeczytajcie!!! 

A potem idźcie na film, ja się wybieram w najbliższym czasie :), tymczasem wspólnie możemy obejrzeć zwiastun:

https://www.youtube.com/watch?v=hxLLgq_Gtqc
19:36, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (7) »
środa, 13 stycznia 2016
Sekretna herbaciarnia - Vanessa Greene


Próbuję nie robić zaległości w nowym roku, przed Wami więc pierwsza tegoroczna lektura :)

Wydana w serii "Leniwa Niedziela" powieść okazała się idealna na taki leniwy początek roku, jaki miałam. Urokliwa, przyjemna, a przecież i niegłupia.

Scarborough to nadmorskie miasteczko w Anglii. Życie toczy się tam powoli, spokojnie, bez większych dramatów, a przynajmniej nie widać ich na pierwszy rzut oka. Trudno tu jednak mieszkać, gdy jest się samotną matką, jak Kat, ledwie wiążącą koniec z końcem. Problemy ze znalezieniem pracy po dłuższej przerwie na dziecko, były mąż, który nie pomaga - kłopoty to niestety duża część jej życia. Ale jest jedno miejsce w miasteczku, które daje jej schronienie, odskocznię - to urocza, staroświecka nieco, ponad stuletnia herbaciarnia Nadmorska, prowadzona przez Letty z niewielką pomocą syna Euana.

To właśnie w Nadmorskiej przetną się drogi trzech kobiet - Kat, Charlie i Seraphine. Charlie przyjechała tu na chwilę, do siostry, która urodziła trzecie dziecko. Ale herbaciarnia natchnie ją do tematu specjalnego dodatku do pisma, w którym pracuje, a jeśli dodatek okaże się dobry, Charlie zostanie redaktorką naczelną. Seraphine z kolei jest młodziutką Francuzką, która trafiła do Scarborough jako au-pair, opiekunka 10-latki, której zmarła matka była również Francuzką. Jednak Seraphine uciekła również przed zmierzeniem się z wyzwaniem, jakim byłoby powiedzenie rodzicom o swojej miłości, której obiektem jest ... kobieta.

Charlie postanawia poświęcić numer specjalny herbaciarniom, a Letty rekomenduje Kat na jej pomocnicę. Zagubiona Seraphine (która jak mało kto zna się na wypiekach - skończyła we Francji kurs cukierniczy) również dołącza do 'kółka' i we trzy zaczynają zwiedzać okolice i opisywać napotykane herbaciarnie. Tak zawiązuje się ich przyjaźń. Przyjaźń, która okaże się ważna w kluczowych dla nich momentach.

Każda z nich będzie musiała bowiem podjąć trudne, życiowe decyzje. Niekiedy będą one oznaczały całkowitą zmianę trybu życia, niekiedy konieczność odkrycia własnej tożsamości. A do tego jeszcze okaże się, że i Letty skrywa wielką tajemnicę, która po latach wyjdzie na jaw i wpłynie na losy kilku osób.

Oczywiście, pojawią się również wątki miłosne - nie są one jednak dominujące. Dużo ważniejsza jest sfera samych kobiet.

Powieść napisana jest 'naprzemiennie' - na zmianę dowiadujemy się szczegółów z życia poszczególnych bohaterek. Autorka stworzyła bardzo przyjemny klimat- bohaterki w zasadzie od pierwszych stron zdobywają naszą sympatię, nie są irytujące. Myślę zresztą, że wiele z nas bardzo chętnie zamieniłoby się z nimi miejscami, by spedzać czas na podwieczorkach z wykwintnymi kanapkami, pysznymi ciastkami oraz wspaniałą aromatyczną herbatą :) Aż się chce samemu taki zorganizować :)

Jednocześnie, pod tą lukrową warstwą kryją się też i poważne tematy. Vanessa Greene dotyka samotnego macierzyństwa, problemów małżeńskich (trochę nietypowych!), pędu za karierą, radzenia sobie z żałobą, podejścia do wychowania dzieci, dzielenia się opieką nad dzieckiem po rozwodzie, czy wspomnianej już wcześniej orientacji seksualnej. Robi to jednak w delikatny wyważony sposób. 

Bardzo polecam - ta książka to taka książka-pocieszyciel, idealna na pochmurne dni. Zaparzcie więc herbatę i czytajcie :)
19:48, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2015
Tysiąc drzewek pomarańczowych - Kathryn Harrison


Trochę mi się splotły dwie historyczne powieści wydane w tym roku przez wydawnictwo Marginesy - w "Lodach dla królowej" nie pojawia się co prawda jedna z bohaterek tej książki - Maria Luisa, ale tam występują jej rodzice i stryj - Król Słońce Ludwik XIV.

Niestety losy jego bratanicy nie potoczą się tak cudownie, jak było na jego dworze. Maria Luisa zostaje wydana za króla Hiszpanii, wyprawiona do Madrytu i ma spełnić najważniejszą z powinności każdej królowej - dać następcę tronu. To się jednak nie udaje, po wielokroć, zaczyna się więc szukanie winnych. A gdzie najłatwiej ich znaleźć w kraju rządzonym przez nadmierną religijność (osobliwe przywiązanie króla do relikwii) i Świętą Inkwizycję?

I tu główny wątek tej powieści- historia córki hodowcy jedwabników zaczyna wybrzmiewać pełnym głosem. Francisca zostaje oskarżona o czary, jest jedną z wielu, ale to jej losy najmocniej związane były z dworem królewskim przez matkę, która przez pewien czas była mamką króla. Stopniowo poznajemy jej dzieciństwo, przepięknie snute wątki opowieści o produkcji jedwabiu, naznaczone konfliktem dziadka przywiązanego do tradycji oraz ojca, który wiecznie poszukiwał nowych, lepszych metod. Mamy tragedię dziewczynki, gdy opuściła ją matka, by udać się na dwór. Powoli odkrywamy jej grzechy, jej przekorną zbuntowaną naturę i jej wielką namiętność, najpierw do uczenia się pisma, później do tego, który tego pisma ją uczył.

Dwa główne wątki splatają się, mijają, przechodzą mimo. Dwie młode kobiety bez żadnego wpływu na swój los. Dwie kobiety, które pragnęły tego samego - miłości, szczęśliwego spokojnego dobrego życia, chociaż wywodziły się z dwóch odmiennych światów. Obie czeka tragiczny koniec- czy są gotowe się z nim pogodzić?

Niezwykle smutna, przesycona nieuchronnością śmierci, kary jest powieść Amerykanki. Snuje ją powoli jakby tkała jedwabny materiał - delikatnie, żeby nie urwać, nie splątać nici. Bohaterów przedstawia obiektywnie, sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy byli dobrzy, czy źli. Przyznam, że właściwie ani jeden bohater nie zdobył mojej sympatii. Wszyscy, albo mieli dobre intencje, ale źle czynili, albo już i motywacja ich była zła. Chyba jedyną prawdziwie dobrą, bezinteresowną osobą była matka Franciski.

Autorka bardzo naturalistycznie opisuje przedstawiany świat, co pasuje do powieści rozgrywającej się w iberyjskim kręgu kulturowym. Jednak dla mnie czytanie o tym bywa trudne, musiałam robić sobie przerwy dla zaczerpnięcia oddechu po tych wszystkich torturach, ciemnych śmierdzących lochach Inkwizycji czy dusznych przepojonych wonią strachu, żądzy i krwi pałacowych komnatach.

Jeśli ciekawią Was losy hiszpańskich władców, jeśli lubicie niejednoznacznych bohaterów, to jest powieść dla Was - polecam!
19:37, maniaczytania , Książki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 października 2015
Bajki, które zdarzyły się naprawdę - Anna Moczulska


Anna Moczulska prowadzi bardzo interesującego bloga - Kobiety i historia, na którego zaglądam już od jakiegoś czasu. Mnóstwo ciekawych wpisów o bardziej lub mniej znanych bohaterkach, do tego zdjęcia - czegóż chcieć więcej? Może tego, żeby w postaci tomiku leżało sobie gdzieś na półce tak, żeby w każdej chwili można sobie było zajrzeć, poczytać :)
Na szczęście nie tylko ja miałam taki pomysł i dzięki temu możemy cieszyć się pierwszą książką. Celowo piszę "pierwszą", bo jestem przekonana, że to nie jest ostatnie słowo autorki!

Doboru bohaterek dokonano według specjalnego klucza. Klucza bajkowego, bo któraż z małych dziewczynek nie marzyła o tym, żeby być królewną albo chociaż księżniczką? Czy, gdyby to marzenie się spełniło, czekałoby nas wieczne szczęście czy wprost przeciwnie? To próbuje pokazać A. Moczulska na przykładzie tych słynnych kobiet.

Na początku mamy historie czterech Kopciuszków - Elżbiety Rakuszanki - matki królów, carycy Katarzyny I, angielskiej guwernantki Anny Leonowens i austriackiej arcyksiężnej bez żadnych praw Zofii Chotek.
Później są trzy Śpiące Królewny - trzy Jagiellonki, córki Zygmunta Starego i królowej Bony, siostry Zygmunta Augusta - Anna, Katarzyna (moja ulubiona* królewna) i Zofia - wszystkie mądre, wykształcone (Zofia - to prawdziwie dobrane imię!).
Kolejny rozdział to Księżniczki na ziarnku grochu - Jane Grey, Teresa Kunegunda Sobieska, Karolina Matylda Hanowerska, Eliza Radziwiłłówna i Stefania Klotylda Koburg. Następnie Piękne i Bestie - nieszczęsna Klara Zach i Kazimierz Wielki, Joanna Szalona i Filip Piękny, Maria Tudor i jej ojciec Henryk VIII, mąż i siostra, Sydonia von Borck i Ernest Ludwik Piękny oraz Joanna Grudzińska i znienawidzony przez Polaków Konstanty Romanow.
A na końcu poznajemy Królewny Śnieżki ze złymi 'macochami': Halszkę z Ostroga i Beatę Łaską**, Barbarę Radziwiłłównę i Bonę Sforzę, a także Elżbietę Sissi Bawarską i Zofię Wittelsbach.

Ale jeśli myślicie, że są to 'drętwe' suche życiorysy z datami ważniejszych wydarzeń, to grubo się mylicie! To świetnie napisane, żywym, czasem bardzo potocznym, współczesnym językiem, opowieści. Pełne mnóstwa ciekawostek, anegdot, ale też i domysłów autorki. Zresztą 'czuć' bardzo, kiedy obdarza ona swoje bohaterki sympatią, a kiedy wprost przeciwnie, niektórych bohaterów oskarża, innych próbuje usprawiedliwić - można się z nią zgadzać lub nie, ale dzięki temu postacie nie pozostawią Was obojętnymi.

O właśnie, muszę się do czegoś przyznać - Moczulska ma wielki dar - tak bardzo 'uczłowiecza' wybrane przez siebie kobiety, że wzbudziły one we mnie całą gamę uczuć. Kilka mnie bardzo irytowało, kilka rozgniewało, kilka bardzo chciałabym poznać, kilka wzruszyło. Losy jednej, córki Jana III Sobieskiego i królowej Marysieńki, sprawiły, że musiałam książkę odłożyć, żeby powstrzymać łzy ...

Ech, żeby nauczyciele historii umieli tak opowiadać, jak autorka! Lekcje nigdy nie byłyby nudne :)

Miłym dodatkiem są zdjęcia i wizerunki prawie wszystkich bohaterów oraz bibliografia, gdybyśmy chcieli poszerzyć swoją wiedzę.

Ode mnie dodatkowy plus - lokalny :) Otóż jedna z bohaterek, piękna i dumna Sydonia von Borck, pochodziła z moich rodzinnych strona. Jest ona chyba raczej mało znana, a przecież to jedna z ostatnich spalonych na stosie czarownic (po śmierci na szczęście, choć gwałtownej - przez ścięcie). Obraz, który jest i w książce, z jej przepiękną podobizną, zdobił ściany kawiarni Sydonia, do której chodziłam w dzieciństwie :)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, również o innych postaciach, koniecznie zajrzyjcie do książki! Zaglądajcie również na bloga pani Anny - Kobiety i historia.


* ulubiona królewna, bo bohaterka mojej ulubionej powieści z dzieciństwa - "Czterej królowie Katarzyny" Małgorzaty Duczmal. Swoją drogą w dobie tak wielkiej popularności powieści historycznych o Tudorach ;), aż prosi się o jej wznowienie  - Polacy nie gorsi, a historia Jagiellonów jest równie, o ile nie bardziej interesująca!
** historia Halszki oraz jej matki - pięknej Beaty jest również jednym z wątków tej znakomitej wspomnianej przeze mnie książki M. Duczmal. Gdy o nich czytałam teraz, czułam się jakbym spotkała dawno niewidziane znajome :)

20:04, maniaczytania , Książki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
0. Email
0. Wyzwania prowadzone przeze mnie
1a. Przeczytane
1b. 2012
1c. 2011
1g. Książkowe - blogi
1h. Książkowe - różne
2a. Stosikowe losowanie u Anny
2b. Wyzwanie - Projekt Nobliści
2c. Rosja w literaturze
2d. Francuska Kawiarenka Literacka
2e. Wyzwanie - Od zmierzchu do świtu
2f. Wyzwanie - Nagrody literackie
2g. Wyzwanie - Bracie, siostro, rodzino
2h. Wyzwanie - Amerykańskie Południe w literaturze
2i. Wyzwanie - Kraje nordyckie
2j. Wyzwanie - Literatura na peryferiach
2k. Wyzwanie - Kolorowe czytanie
2l. Wyzwanie - Podróże w czasie
Czas wolny
Domowe inspiracje
Filmy
Przepisy różne, osobiście przeze mnie wypróbowane
Ulubione
Ze szczególną rekomendacją
Tagi
Spis moli